pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Chcielibyśmy – na tyle ile to możliwe – umilić Państwu ten trudny czas, dlatego w dniach 20 marca – 20 czerwca udostępniamy wersję cyfrową wiosennego numeru bezpłatnie dla zalogowanych użytkowników. Zapraszamy do czytania i słuchania audio z bieżącego numeru! Przeczytaj wiosenny numer

W związku z zamknięciem wielu punktów sprzedaży prasy, zapraszamy do kupienia papierowej wersji numeru wiosennego w cenie okładkowej, bez dodatkowych kosztów przesyłki. Kup wiosenny numer

Przekrój
Recenzenci, gdy nie wiedzą, co powiedzieć, mówią, że „tekst okazuje się zaskakująco aktualny”. ...
2017-10-23 14:00:00
Destroix
Od czego jest aktor?
„Szewcy”
reżyseria Justyna Sobczyk, tekst: Witkacy
„Szewcy”
Stary Teatr w Krakowie

Michał Majnicz gra tej jesieni sporo ról z wąsami. A to Piłsudski w Bitwie Warszawskiej, a to górnik w Triumfie woli – albo Sajetan w Szewcach. Witkacy mu to wpisał nawet w didaskaliach – „majster szewski, rzadka bródka »dzika« i wąsy, blondyn siwiejący”. Dziesięć lat temu pewnie by sobie doklejał, ale wąsy wróciły, można mieć prawdziwe.

Chodzę patrzeć na te wąsy, póki są. Niedługo mogą zmienić miejsce pracy. A tak się składa, że właśnie o pracy ten spektakl jest. Tytułowych twórców obuwia podano na scenie jako twórców tak w ogóle, jak tych tu wykonawców. Jako aktorów tego teatru, pozostających w tak zwanym stosunku pracy. Bo co nas obchodzą tarcia klasowe sprzed wojny, kiedy tu teraz na miejscu dzieje się na żywo dramat?

Spektakl miał premierę w marcu, czyli „nie mógł wiedzieć”. Ale jako sztuka – wiedział. Jakby sam Witkacy sczaił, że przyjdzie na aktorów walec i tylko zdążą powiedzieć przed rozwalcowaniem: „W naszych czasach, tych tam faszystowskich syndykalistów w rodzaju mego syna, ty możesz jeszcze żyć jak soliter w zepsutym bańdziochu rozkładającej się socjety. Ale jak prawdziwi syndykaliści zwalą państwo w ogóle, takich jak ty nie będzie trzeba. Będzie towarzysz-dyrektor prawdziwy, okarmiony obrzydliwymi pigułkami…”.

Recenzenci, gdy nie wiedzą, co powiedzieć, mówią, że „tekst okazuje się zaskakująco aktualny”. Ale tu naprawdę się taki okazuje. Jednocześnie frajda, że się to słyszy, co mówią ze sceny, i żal, że nie wiadomo, jak długo jeszcze. Autotematyzm jest wreszcie na miejscu. Mówię „wreszcie”, bo obecnie w teatrze panuje plaga autotematyzmu.

Do spektaklu na zastępstwo przyszła Monika Frajczyk i wspomina o tym ze sceny do widzów, bo taka jest budowa dzieła, że temat się zmieści. Sama by tego nie powiedziała (od tego ja jestem), że dublura w tym wypadku jest lepsza od wersji z premiery.

„Nawóz jesteśmy, nawóz!” – powiada Sajetan. Ciężko się nie zgodzić, kiedy ma się w głowie, co powiedział Dejmek, a władcy teatrów z „dobrego” rozdania też tak chyba myślą: „Aktor jest od grania jak dupa od srania”. Przed wakacjami Szewcy Justyny Sobczyk ze Starego Teatru byli spektaklem o niczym, a teraz są o innej wersji niczego, o nowej dyrekcji.

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!