pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Dzieci mają wzrok rozbiegany, wyglądają jak w półśnie. Dorośli czasem zajęci czymś, nie spoglądają ...
2018-10-21 07:00:00

Negatywy z kredensu

Negatywy z kredensu
„Augustis 2.0”
red. Grzegorz Dąbrowski
„Augustis 2.0”
wyd. Stowarzyszenie Edukacji Kulturalnej WIDOK, Białystok 2018

My też mamy swoją Vivian Maier. Tylko nasza była facetem, rzemieślnikiem i prowadziła zakład fotograficzny przed wojną w Białymstoku. Czas, płeć, rodzaj zdjęć, doświadczenie – nic się nie zgadza z Maier. Poza tym, że najlepsze jego klatki, wspaniałe archiwum, poznaliśmy po jego śmierci. I podobnie jak amerykańska amatorka, tak i nasza Maier ma swojego promotora, który od pierwszego wejrzenia zafascynował się tymi kadrami i przez lata robi wszystko, by świat też mógł je obejrzeć.

Ze zdjęciami Bolesława Augustisa mogliście się już zapoznać w 2004 r. Szczególnie jeśli jesteście z Białegostoku. Lokalny oddział „Gazety Wyborczej” publikował odnalezione fotografie. Czytelnicy masowo pomagali w lokalizacjach na nich ujętych, rozpoznawali znajome twarze. Wiele rozmów i prawdziwe śledztwo. Potem była wystawa w Galerii Arsenał, dalej w Berlinie podczas Europejskiego Miesiąca Fotografii. W 2010 r. powstała książka Augustis, w której znalazła się prawie setka zdjęć. Dobry start. Do dziś zdjęcia zjeździły kawał świata.

A zaczęło się od przypadkowego odnalezienia rolek filmów. Dwóch nastolatków zajrzało do starej szopy obok domu. Zobaczyli kredens i mnóstwo szuflad wypełnionych negatywami.

zdjęcie z książki „Augustis 2.0” ©Bolesław Augustis
zdjęcie z książki „Augustis 2.0” ©Bolesław Augustis

Autorem sukcesu Augustisa jest Grzegorz Dąbrowski, niegdyś fotoreporter, dziś naczelny białostockiego oddziału „Gazety”. To do niego trafiły negatywy. Momentalnie wiedział, co należy z nimi zrobić. Dąbrowski, człowiek instytucja, ojciec chrzestny współczesnych fotografów nawet nie tylko z regionu. Od zawsze promował innych – czy to organizując ogromną akcję i następnie wystawę Ex Oriente Lux, czy współtworząc galerię „Stotrzynaście”, czy odkrywając archiwa zapomnianych twórców z Podlasia, m.in. Antoniego Zdrodowskiego, Jerzego Kostko i innych w publikacji (i wielkim archiwum internetowym) Albom. Mam nadzieję, że i swoje zdjęcia kiedyś odkurzy i zabezpieczy, a przynajmniej wskaże szuflady, w których leżą negatywy. Tymczasem ciągle siedzi w archiwum Augustisa, w jego zdjęciach z lat 1935–1938 z Białegostoku. Jest ich ponad 10 tys. Skanuje, opracowuje, przekłada, organizuje wystawy, publikuje, edytuje. I właśnie spowodował wydanie kolejnej książki: Augustis 2.0.

Augustis dużo chodził po mieście. Robił zdjęcia – dziś powiedzielibyśmy uliczne, scenki z życia miasta. Robił też tzw. ulicówki, czyli był „lajkarzem”, jak nazywano fotografów na ulicach robiących zdjęcia przechodniom. Najlepiej w środku miasta, na promenadzie, gdy spacerowali odświętnie ubrani. Trzeba było znaleźć dobre miejsce i stać tam. Ludzie idą prosto w obiektyw aparatu Leica. Augustis robi zdjęcie. Gdy przechodnie się zbliżają, wyjmuje wizytówkę zakładu – tu będą do odbioru te fotografie. Rzecz szalenie popularna w międzywojniu. Dynamiczne, nowoczesne ujęcia, ludzie w ruchu i pięknie ubrani. W Augustis 2.0 „ulicówki” są na trzech wkładkach, żebyśmy nie zapomnieli, czym się przede wszystkim zajmował. Żebyśmy zobaczyli kontekst.

zdjęcie z książki „Augustis 2.0” ©Bolesław Augustis
zdjęcie z książki „Augustis 2.0” ©Bolesław Augustis

Scenki czy miasto to jest mniej ważne u Augustisa. Liczą się ludzie. I ich oczy. O ile patrzą. Dzieci mają wzrok rozbiegany, wyglądają jak w półśnie. Dorośli czasem zajęci czymś, nie spoglądają w obiektyw. Ale jak już patrzą, także na portretach, to dreszcze przechodzą. Bo jak oni patrzą?! Jak bardzo odświętnie. Jakie to dumne spojrzenia. Jak świdrują nas – oglądających. Czy ludzie idą, czy są w trakcie robienia czegoś, czy po prostu tam są i patrzą. Gdyby nie to, co już wiemy, co potem nadeszło. Bo przecież to Białystok chwilę przed wojną. Nieuniknione. O tym pisze Filip Springer na końcu książki, żeby zawrócili, bo jest jeszcze czas.

Trudno się odkleić od takich oczu. Ale jeśli spróbujemy, to jest w tych kadrach coś bardzo dziwnego. Coś wystaje, wyrasta, wychynie z boku. Popsuje kompozycję, która zresztą też jest sama w sobie dziwna. Ludzie raczej nie stoją na środku. Coś jakby tam nie gra, raz za blisko, raz za daleko. Ale obok i za nimi; doniczka na parapecie okna, uchylone drzwi, załom ściany, kawałek obrazka. Cały mikrokosmos.

Czy miało tak zostać? Zaglądanie w archiwa, w surowe negatywy to jest intymna sprawa. To drugi akt stworzenia. Co zostawić, jak pokazać. Niektóre tak pięknie spękane, malowniczo pobrudzone, wspaniale zniszczone. Patrzenie w archiwa to arcyodpowiedzialna robota. To też budzenie w sobie ciekawości dziecka. Zadawanie pytań, szukanie swoich tropów, zabawa w chowanego.

zdjęcie z książki „Augustis 2.0” ©Bolesław Augustis
zdjęcie z książki „Augustis 2.0” ©Bolesław Augustis

„Kiedy spoglądam na zdjęcia Augustisa, w pierwszej chwili ogarnia mnie niepokój, ale po chwili mija lub raczej schodzi pod próg świadomości – pisze Grzegorz Dąbrowski. – Narasta we mnie poczucie bliskości, wspólnoty z portretowanymi osobami. Oglądam te fotografie tak, jak oglądam album z rodzinnymi zdjęciami. Sentyment? Przecież to są zdjęcia zupełnie nieznanych mi osób. A jednak obchodzą mnie”.

zdjęcie z książki „Augustis 2.0” ©Bolesław Augustis
zdjęcie z książki „Augustis 2.0” ©Bolesław Augustis

Publiczne czy prywatne? Dla wszystkich czy tylko dla siebie? Kiedy i dla kogo te zdjęcia, te pozy i miny? Edycja prowadzi zupełnie dziko. Nie można tego przekartkować. Jedno zdjęcie z „tym” spojrzeniem hipnotyzuje i już nie wiesz, co chciałeś odczytać. Potem drugie i kolejne, i uśmiech, no musisz się ucieszyć. Uzmysłowić, że mieli świetny czas. Że ta fotografia jest tak uroczysta i tak odświętna. Że to jest wszystko specjalnie, że to ten moment „hej, stop, zapamiętajmy to teraz”.

To już nie jest odkrywanie Augustisa. W tytule jest wyraźnie zaznaczone: „2.0”. Żeby złapać kontakt ze współczesnym widzem? Czy to po prostu nowa wersja, ale dziwnie pisać „tom drugi”? Jeden i drugi trop się zgadza. Przedmiot to przepiękny, długo można przytulać i głaskać okładkę. Pierwszy album to rok 2010. Ten sam zespół: edycja, projekt graficzny, skany i przygotowanie zdjęć do druku, tłumaczenia. Minęło kilka lat zajmowania się archiwum, nowe wątki i inne konteksty. Nowa wersja odczytania. Ale jest jedna zasadnicza różnica między tymi książkami. Tam – jak w katalogu, dziele historycznym – precyzja dat, podpisów, odcyfrowane miejsca. Tu zaś – czytelnik zostawiony na głębokiej wodzie. Trzeba się poddać obrazom i płynąć. Skoczyć jak bohater z okładki.

Data publikacji:

Joanna Kinowska

Historyczka sztuki specjalizująca się w fotografii. Była kuratorką około 100 wystaw monograficznych i zbiorowych. Pracuje w Służewskim Domu Kultury jako kierownik ds. edukacji kulturalnej. Fotoedytorka książek fotograficznych i jurorka konkursów. Recenzentka przeglądów portfolio. Współorganizatorka konkursu Fotograficzna Publikacja Roku. Współpracuje z „Przekrojem”, „Digital Camera Polska” i Fotopolis.pl. Wykładowczyni Akademii Fotografii. Założycielka bloga „Miejsce fotografii”.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!