Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Czas ucieka – „Przekrój” czeka!

W zimowym „Przekroju” przenosimy się do Lewantu! Smakujemy libańskie jedzenie, podziwiamy Aleppo i zastanawiamy się nad Tel Awiwem. Poza tym sprawdzamy, co para noblistów z ekonomii Duflo i Banerjee mówią o światowym ubóstwie. Opisujemy Gaję i jej twórcę Jamesa Lovelocka. Naprawdę dużo piszemy też o tym, dlaczego warto się tulić (nie tylko w zimie). I do tego: niedźwiedzie – białe, brunatne i czarne, nabiał i warzywa, a także przyroda w plenerze i w muzeum.

Już jest nowy „Przekrój”!

196 stron do czytania przez trzy miesiące. „Przekrój” w nowym formacie jest wygodniejszy do przeglądania i idealnie mieści się w skrzynce pocztowej. Zamów i ciesz się lekturą – tylko tutaj w niższej cenie. Sprawdź!

Przekrój
Zawsze, gdy nastaje nowy pan dyrektor, ktoś na tym zyskuje, i Thomas Bernhard bardzo zyskał na Peymannie. ...
2020-01-19 23:59:00
Destroix
Narobiwszy gnoju
„Claus Peymann kupuje sobie spodnie i idzie ze mną na obiad”
Thomas Bernhard, tłum. Sława Lisiecka
„Claus Peymann kupuje sobie spodnie i idzie ze mną na obiad”
Wydawnictwo OD DO, 2019
Czyta się 7 minut

Chyba wiemy, kim był Bernhard, don’t we? Pisarz austriacki i dramatopisarz, lepszy od Jelinek, lepszy od Handkego, i gdyby nie wątłe zdrowie i zawał przed sześćdziesiątką, daliby mu Nobla – lecz kim jest Claus Peymann, mężczyzna z tytułu robiący zakupy? Jego reżyserem, Thomasa Bernharda, artystą teatru z Niemiec. Niektórzy bywają synusiem mamusi, o innych powiemy: reżyser pisarza. Wystawiał Bernhardowi różne jego teksty, od Święta Borysa, czyli od debiutu, potem Głupca i wariata, potem Minettiego (tej wiosny zrobią u Jandy z Peszkiem w roli głównej), również Komedianta, Naprawiacza świataPozory mylą, aż do Ritter Dene Voss (po polsku Rodzeństwo) i ostatnie wystawienie, ukoronowanie – Heldenplatz (Plac Bohaterów). Trzeba mu pamiętać, że Handkego także robił, ponadto Jelinek i dużo Szekspira. Przez 13 lat dyrektor wiedeńskiego Burgtheatru, głównej sceny w mieście, państwowej i narodowej, potem przez lat 17 – dyro Berliner Ensemble’u, zespołu po Brechcie, a teraz emeryt, żyje i se jeździ, jak to Niemcy emeryci. Do tego jeżdżenia jeszcze powrócimy. Peymann jest najbardziej znany z Placu Bohaterów, spektaklu rocznicowego na 50-lecie przybicia przez Austrię piątki Adolfowi Hitlerowi. Zeźlił wtedy parę osób, a do tego stopnia, że oprócz wycia na brawach gnoju pod teatr nawieźli. „Fejm do…any”, jak mówi poetka.

Peymann w listopadzie 2019 zjechał do Krakowa, do „miasta Konrada”, gdyż jest psychofanem reżysera Swinarskiego, a tyle wiem o tym, ile mi plotki przyniosły, bo nie była to impreza szeroko reklamowana. Poszedł do Starego na spektakl Królestwo, jednak wyszedł w przerwie, bo „nie dało się oglądać”. Zrobili mu w szkole, czyli – w akademii, czytanie sceniczne omawianych dramoletek.

A wracając do lat 80… Zawsze, gdy nastaje nowy pan dyrektor, ktoś na tym zyskuje, i Thomas Bernhard bardzo zyskał na Peymannie. Z jednej strony oczywiste, z drugiej – trochę łyso. Rozumiem pisarza, że chciał się rozliczyć ze swej zależności. Jeżeli jesteś sumieniem swojego narodu, możesz czasem również sobie zrobić moralniaka. Peymann był w końcu dyrektor, a dyrektor teatru to niewiele więcej niż dyrektor cyrku, słabo być zależnym od kogoś takiego, być jego zwierzątkiem w klatce do bawienia gości. W takim wypadku nic nie pozostaje, jak się jakoś odnieść do swojego położenia. Choćby wyśmiać chlebodawcę oraz siebie przy okazji. „Instrukcja pierwsza: szczerze zaatakuj instytucję. […] Nigdy za mało krytyki instytucji, w ramach której się poruszasz” (Paweł Demirski, Dario Fo przesłał instrukcje, wykupiłem na Bonito ostatni egzemplarz).

Claus Peymann kupuje sobie spodnie i idzie ze mną na obiad, zbiór trzech „dramoletek”, to jest literacki żarcik zrobiony koledze. Spowiedź z nepotyzmu. Miast pozwolić swojej dupie, żeby była obrabiana, Bernhard sam sprzedaje plotki na swój własny temat i temat swoich powiązań. Robi rentgen układowi, w którym przesiaduje. Po takiej spowiedzi, poczynionej na dwa lata przed odejściem z tego świata, może rzec niesympatykom: i co mi zrobicie?

„Dramoletki” to, jak rozumiem, niewielkie dramaty, notatki dramatyczne, które, jeśliby je dzisiaj pisać, byłyby postem na Fejsie lub filmikiem na YouTubie. Lorca też tworzył w tym stylu, por. teatro breve, a po polsku mówiąc: scenki.

Co do kontentu, to – jak zazwyczaj – wszystko mu nie tak, nic się nie podoba, świat istnieje tylko po to, by było na co nadawać. W tej sprawie Bernhard nie odbiega od środkowoeuropejskiej normy, wykazuje zdrowy poziom bitchingu. Thomas Bernhard, Nestbeschmutzer, srający we własne gniazdo, jest papieżem narzekactwa, tego stylu klas przewodnich podnoszących sobie nastrój kosztem innych ludzi, kosztem cudzego nastroju.

Moje pierwsze z nim spotkanie to było Rodzeństwo Lupy. Chciałbym powiedzieć, że przeżyłem odlot, lecz nie byłaby to prawda. Raczej nazwałbym to „odrzut”, co wtedy przeżyłem, jak odrzut przeszczepu. Myślę, że reakcja zdrowa i zupełnie naturalna. Teksty Bernharda są chorobowe, zakaźne, alergogenne, jednak szybko tworzysz sobie tolerancję, nie chcesz ich nie czytać.

Gdyby zakazać mowy nienawiści, co już chciano w zeszłym roku, pamiętacie czemu, trzeba by zakazać Thomasa Bernharda, który przez całe swoje życie zawodowe nic innego nie uprawiał. Może nie mowę, tylko pismo nienawiści, no ale przez całe życie. Na przykład Dawni mistrzowie są 180-stronicowym rantem W JEDNYM AKAPICIE. O dziwo – fascynującym. Jakby ktoś wziął głębszy oddech i mówi: jedziemy. Sztuka narzekania nie urzeka mnie na żywo, ale Bernhard, gdyby dożył, dostałby Nagrodę Nobla. Z powodów, jak wiadomo, nie wyłącznie estetycznych, bo ważne by było, na kogo on tak narzeka, a akurat na tych, których nie lubią postępowi Szwedzi, jednak pomyślcie: on a Jelinek, on a Peter Handke, no sami powiedzcie, komu bardziej byście dali. Bernhard jest przykładem na to, że nieważne, o czym piszesz, ważne, żebyś pisał dobrze. Jego „dobrze” znaczy: refren. Motywy wracają jak refren po zwrotce i do opisu pisania Bernharda trzeba by pojęć muzycznych, a nie z poetyki. Tak czy inaczej, są to teksty do mówienia, czasem po prostu: teksty dramatyczne, ale nawet powieści są monologami z dodatkiem dialogów. Moim skromnym zdaniem tylko taka literatura ma szansę przeżycia. Tylko gadanie przeżyje.

Claus Peymann kupuje sobie spodnie i idzie ze mną na obiad, choć to trzy lżejsze utwory, i tak mają swoją masę gatunkową i też są rozliczeniowe. Bernhard już tak miał, że higienę ducha uprawiał publicznie. Powie ci to każdy psychoterapeuta, że dusza ma fizjologię, musi się wypróżniać, żeby nie oszaleć. „Opierz się, oczyść z tych jelit” (Masłowska, Wojna polsko-ruska). Inna sprawa oczywiście, że lepiej nie czytać odchodów na własny temat, w tym celu najlepiej nie mieć Internetu lub świadomie popaść we wtórny analfabetyzm. Jak niewiele dzisiaj trzeba, by „umrzeć dla świata”: wyłączyć se social media.

Ważnym tematem w twórczości Bernharda, jak już widać po tytule, są tekstylia. Koszule, kalesony, spodnie, kupowanie spodni – podobnie w Rodzeństwie i w Moich nagrodach. Struktura narracyjna również jak w dramacie o Ludwigu Wittgensteinie: przed przyjazdem, przyjazd i co było potem. Potem to wygląda jak raport inspicjenta z któregoś teatru Jandy albo Seweryna. Chcą zrobić „całego Szekspira w wieczór”. Wyjeżdżanie, pakowanie, walizki, buty, ubrania – to jak w Placu Bohaterów. Bernhard, pisarz spójny, nie nierówny i wierny swoim tematom.

Kiedy się czyta „pojazdy” Bernharda, w tym te po Peymannie, przychodzi refleksja, że kiedyś to była mowa nienawiści! Jego dół kloaczny, chłonący biegunkę słowną, ma wybitną formę. To jest kryształ rantu. Współodczuwam z jego odrazą do ludzi teatru, którzy sumiennie starają się sprostać stereotypowi, jaki do nich przyklejono. Kiedy się na nich spogląda, na tych wszystkich komediantów, można dojść do wniosku, że Bóg chyba się pomylił. Nie za szybko wyjechał, bo już pierwszego dnia, z tym, że „było dobre”? Odczekałby trochę, do zjawienia się artystów, do pierwszej premiery, i bardzo ciekawe, czy by mu rura nie zmiękła. „Aktorstwo / to pospolita sztuka / gra na instrumencie to zupełnie inna sprawa / kiedy słyszę aktora / to zawsze mam uczucie / że świat jest czymś wulgarnym” (Bernhard, Rodzeństwo).

Takich docinków jest w jego dramatach więcej, ale bezsprzecznie Bernhard kochał teatr, tyle że tą niemiecką, podwójną miłością, tak zwaną Hass-Liebe. Pisał również piękne zdania o obiekcie swoich uczuć pozytywno-negatywnych i pisał ambiwalentnie, umiał afirmować tylko pośród narzekania: „Pani profesorowa zawsze nienawidziła Wiednia / tylko teatr kochała / Wiednia nienawidziła” (Plac Bohaterów). Żeby zrozumieć, skąd Thomas Bernhard miał tyle energii (zwłaszcza negatywnej), najlepiej sprawdzić w terenie.

Bernhard znaczy pewność, że literatura jest „sposobem na powiedzenie wszystkiego na każdy możliwy sposób” (Derrida). Wolno ci jechać do woli, nigdy nie wiadomo, gdzie na tym zajedziesz. Kiedyś to zdanko z Derridy wydawało mi się puste, takie tam na wiatr rzucone, ale nabrało świeżości w czasach neowiktoriańskich. W literaturze wciąż możesz powiedzieć wszystko, bo przecież nie ty to mówisz, tylko fikcyjny narrator, fikcyjny bohater, fikcyjny układ wydarzeń. Literatura jest jeszcze drożnym odpływem. Głosem wolnym, wolność ubezpieczającym.

Przekład Sławy Lisieckiej dla mnie jest oryginałem. Ta wybitna tłumaczka z niemieckiego ma na swoim koncie już inne bernhardy: Autobiografie (Czarne), Wymazywanie (WAB), ChodzenieAmras (OD DO). Nakład, jak rozumiem, jest na razie wyczerpany, czyli chyba był nieduży, że się ekspresowo sprzedał, a mówimy o dramatach, których „przecież nikt nie kupi”. OD DO to dom wydawniczy pod wodzą tłumacza, wydawnictwo prowadzone przez Sławę Lisiecką. Już przekroczyli etap składu książek w Wordzie. Pani Sławo, od lat poluję na Dramaty Bernharda, tom drugi, proszę pomóc mi to olać i innym poszukującym, proszę je przełożyć. Kupimy, wystawimy i zrecenzujemy. Wydawnictwo Literackie na razie nie wpadło na to, żeby książkę wznowić.

Piątka dla PRZEKROJU? A może dziesiątka? Wspierając Fundację PRZEKRÓJ, wspierasz rzetelność, humor i czar.

* Pola wymagane

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!