Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

„Przekrój” – poznaj nasze czułe struny!

Ta jesień jest pełna czułości! A już na pewno jest jej pełen jesienny „Przekrój”. W nowym numerze piszemy o tym, jak czułością zmieniać świat, a także o: mądrej edukacji, hologramach, grzybach (też tych, wiadomo których), dojrzałości i Inkach. Zastanawiamy się, czym jest prawda i jak opisać piękno. 196 stron do czytania przez trzy miesiące!

Kup numer na jesień

Jesienny „Przekrój” w nowym formacie jest wygodniejszy do czytania i idealnie mieści się w skrzynce pocztowej. Tylko na stronie Przekroj.pl w niższej cenie. Sprawdź!

Przekrój
Reżyserka Rungano Nyoni opowiada nam baśń o małej dziewczynce i czarach, ale nie jest to opowieść, ...
2018-05-11 07:00:00

Kozy chodzą tam, gdzie chcą

Kozy chodzą tam, gdzie chcą
„Nie jestem czarownicą”
reż. Rungano Nyoni
„Nie jestem czarownicą”
Francja, Wielka Brytania 2018

Pierwsze ujęcie: wnętrze pełnego turystów autobusu. Wycieczkowicze zaraz wysiądą z autokaru razem ze swoimi aparatami i oczekiwaniami, by chłonąć prawdę o Afryce, jaką Afryka zechce im sprzedać. W tle słychać Vivaldiego. Bardziej biało i europejsko być nie może. Nie ma co ukrywać: z fotela kinowego w średnim europejskim kraju patrzy się na Afrykę niczym z zza okna turystycznego autobusu, niczym na tajemniczą krainę utkaną ze stereotypów i mitów. Reżyserka  Rungano Nyoni, urodzona w Zambii i wychowana w Walii, bierze to jednak za dobrą monetę i – w służbie prawdy – opowiada nam baśń.

Jak na baśń przystało, mamy zatem małą dziewczynkę oraz czary. 9-latka, bezdomna i bezimienna, oskarżona o uprawianie magii, zostaje wysłana do obozu dla czarownic. Tam nazywa się Shulą, czyli „Wykorzenioną”, i stawia przed wyborem: może zostać kozą albo czarownicą. Wybiera to drugie i dołącza do grupy kobiet, które spędzają życie w zamknięciu, uwiązane białymi tasiemkami do gigantycznych kołowrotków, żeby „nie mogły latać”. Służą one za tanią siłę roboczą. Na co dzień pracują w polu, a od czasu do czasu wystawia się je na widok turystów, niczym w ZOO, albo wozi po okolicy, by przy użyciu swoich „mocy” rozwiązywały rozmaite problemy. „Kolego, to własność państwowa”, mówi o „wiedźmach” zarządzający ich egzystencją przedsiębiorca. Ciekawostka: czary budzą strach, póki nie zaprzęgnie się ich w machinę biznesu i prawa.

Shula pojawia się więc w telewizji sprzedając „zniesione przez siebie” jajka albo rozstrzyga w procesie o kradzież. Przyjmuje pozę autorytetu, radzi i sądzi, ale w rzeczywistości jest marionetką, popychadłem i trybikiem chałupniczego showbiznesu. Reżyserka pokazuje dramat bohaterki, ale zarazem wydobywa groteskowość jej położenia i afrykańskiego krajobrazu w ogóle. Nyoni filmuje w stoickich, niby-dokumentalnych ujęciach, z kamienną twarzą obserwując, jak spod warstwy surowej rzeczywistości wypełzają absurdy, dysonanse. Kurz i bieda sąsiadują tu z powidokami Ameryki: dzwonkiem telefonu na melodię piosenki Old MacDonald Had a Farm albo turystkami strzelającymi sobie selfie z małą Shulą. W jednej ze scen obozowe czarownice przymierzają peruki Beyoncé, Kim Kardashian i Rihanny: nazwiska gwiazd poprzekręcane są na afrykańską modłę, a model wyzwolonej zachodniej pop-seksualności kontrastuje z opresyjną rzeczywistością Zambijek. 

Nyoni oczywiście przerysowuje obraz afrykańskich realiów, ale opowiada o prawdziwym problemie. Tu i tam w Afryce oskarżenie o czary wciąż funkcjonuje jako narzędzie wykluczenia i społecznej dominacji. To wygodny – i okrutny – sposób pozbycia się niechcianej matki czy uciążliwej sąsiadki. Nyoni dokumentuje ten terror, piętnuje afrykańskie patologie - ale zarazem wprowadza szerszy kontekst; baśniowy surrealizm jej filmu to nie tylko cepeliowski lukier. „Nie jestem czarownicą” można przecież czytać jako feministyczną przypowieść o procesie uspołeczniania - czytaj: kontrolowania - kobiet. Baśniowa figura „czarownicy” służy tu za symbol, metaforę płci, której męskocentryczna kultura przypisuje podrzędną i posłuszną rolę.

W znamiennej scenie żona zarządzającego Shulą biznesmena ujawnia dziewczynce, że sama kiedyś była czarownicą, ale „zyskała szacunek przez małżeństwo”. „Jak to osiągnęłam?”, pyta retorycznie i zaraz sama sobie odpowiada: „Robiłam wszystko, co mi kazano”. Oto przekaz, jaki ma dla wielu kobiet społeczeństwo, niekoniecznie afrykańskie, także to, niby-wyzwolone, zachodnie: słuchaj się. A najlepiej wyjdź za mąż, żeby móc słuchać się męża. Nic dziwnego, że Shula w końcu konstatuje ze smutkiem: „Żałuję, że nie zostałam kozą. Kozy mogą chodzić, gdzie chcą”.

Piątka dla PRZEKROJU? A może dziesiątka? Wspierając Fundację PRZEKRÓJ, wspierasz rzetelność, humor i czar.

* Pola wymagane

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!