pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści
Przekrój
Jak opisać związek dwojga artystów, którzy – dopóki żyli – z oddaniem współtworzyli mity ...
2021-01-14 00:00:00
książka

Karuzela z epizodami

Karuzela z epizodami
Czyta się 4 minuty

Jak opisać związek dwojga artystów, którzy – dopóki żyli – z oddaniem współtworzyli mity na swój temat? A po ich śmierci wyrosła dodatkowa warstwa opowieści i iluzji. Czyli o tym, czy Remigiusz Grzela wśród legend i anegdot zdołał odnaleźć prawdę o Kalinie Jędrusik i Stanisławie Dygacie.

Ta opowieść zaczyna się mocno, tuż przed śmiercią Jędrusik, a kończy trochę niewyraźnie, chwilę po niej. Po drodze niewiele idzie tu po kolei czy przewidywalnie. Kto lubi linearność i biografie pisane prawilnie, będzie się złościł od pierwszej do ostatniej strony. Fragmentaryzacja, ostre cięcia, montaż luźno powiązanych wątków to metoda, którą Remigiusz Grzela przyjął, by okiełznać zjawisko, jakim była jedna z najsłynniejszych – i enigmatycznych – par powojennego życia artystycznego w Polsce.

Książkę Z kim tak ci będzie źle jak ze mną?, historię Kaliny Jędrusik i Stanisława Dygata, złożył z obiektów znalezionych: wypowiedzi, wspomnień, zapisków, korespondencji, pozostawionych dzieł, scen filmowych, książek, zapisów ról teatralnych, cytatów z innych publikacji. Tego eklektycznego materiału wydaje się i dużo, i mało. Wystarczyło na ponad 400 stron książki i emocjonujący remiks, ale czy pozwoliło stworzyć pełny i przekonujący portret bohaterów, uchwycić esencję ich związku?

To pytanie towarzyszyło mi nieustannie w czasie czytania i nie daje spokoju wiele dni później. W podziękowaniach Grzela przyznaje, że potrzebował kilku podejść, by się w tę dwugłową postać Jędrusik–Dygata wgryźć. Kalina jawi się raz jako ikoniczna seksbomba, która makijażem i seksapilem mogła załatwić każdą sprawę w mięsnym, (ale z powodu takiego właśnie postrzegania nie mogła grać ról ważnych i satysfakcjonujących), to znów jako kobieta bezskutecznie szukająca bliskości i zakotwiczenia, lubiąca dbać o innych i im gotować albo jako knująca z Dygatem intrygi przeciw ludziom, pyskująca lub kajająca się przed dyrektorem teatru.

Pisarz, nazywany Stasiem, jak wieczny chłopiec, też nie był łatwiejszy do uchwycenia. Manipulujący własnym wizerunkiem, ludźmi i relacjami, domniemany twórca polskiej Marilyn, jak mówiono o Jędrusik, oraz założyciel rzekomego salonu w małym mieszkaniu z tapczanem, na którym mogli pokładać się tylko wybrani. Potwór strącający ich w czeluść zapomnienia, gdy tak mu się uwidziało. Olśniewający pisarz, który napisał niedużo i któremu najlepsze wyszło jakby przez przypadek, gdy tworzył na szybko i dla pieniędzy. Zdolny do czułych relacji bez zabarwień erotycznych i okrucieństwa wobec ludzi w niego wpatrzonych. Chodząca instytucja kulturalnego światka, o której prawie nikt nie mówi po latach z czułością. Oboje są jak zjawy, ciągle się przemieszczają, przeczą samym sobie. Czy tacy w istocie byli, czy też Remigiuszowi Grzeli nie pozwolili się klarowniej odczytać? Są tu portretowani z każdej możliwej strony, a jakby ciągle odwracali twarz.

Nie wiem, czy można było ich uchwycić, przyjmując inną pisarską metodę. Ale dla mnie ta książka pozostanie jedynie próbą ich poznania. Próbą arcyciekawą, bo w tej historii wydarza się tak wiele i tak intensywnie, że czytanie gwarantuje wiele przeżyć. Są tu zachwyty, konfuzje, zniecierpliwienie, fascynacja, chwile znużenia na zmianę ze świetnym czytaniem, głęboki smutek, niedowierzanie. Czyli dużo wszystkiego, jak na karuzeli z epizodami. Te elektryzujące błyski to dość, by gorąco do przeczytania tej książki zachęcać. Ale brakuje dwóch wymiarów.
Po pierwsze nie znalazłam wśród podawanych luźno akapitów, podzielonych na części i śródtytuły, dyskretnej nici trzymającej wszystkie te elementy razem. Nieraz czułam, że przez cytowane anegdoty, fragmenty innych publikacji i rozpisywanie tła społecznego autor prowadzi mnie w boczną alejkę, a powrót na główną ścieżkę – czyli do związku aktorki i pisarza – odwleka. Didaskalia iskrzą tu mocniej niż oś dramatu. Ale jest i drugi kłopot – wśród zebranych opowieści Zofii Czerwińskiej, Wojciecha Gąsowskiego, Magdy Umer czy Urszuli Sipińskiej, wspomnień Tadeusza Konwickiego czy Gustawa Holoubka i wielu, wielu innych zagubiła się cisza. Nie ma uspokojenia narracji, tych momentów, które pozwalają samemu czuć i myśleć w czytaniu.

Nie jest to łatwe – czynić autorowi zarzut, że aby opowiedzieć dwa bogate i ważne życiorysy w jednej książce dokonał przeładowania. A jest w tej publikacji solidna i rozległa praca. Grzela zapytał bodaj wszystkich, którzy mogli powiedzieć choć jedno przydatne zdanie. Wracał do tych, którzy mówić nie chcieli. Był w archiwach, przeczytał pewnie wszystko, co warto. Zajął się pochodzeniem obojga, ich drogą artystyczną i twórczymi niespełnieniami, ich łóżkiem, uczuciowością, charakterami. Ich relacjami z innymi ludźmi, finansami, codziennością. Dodał obszerny pejzaż społeczny i polityczny czasów, w których żyli, błyszczeli i zgaśli. Wszystko to ogrom ciekawych treści. Mogę zrozumieć, że każdą ze znalezionych pereł: bon motów, cytatów nieistniejącego już języka, dowcipu świadczącego o nietuzinkowej inteligencji i zdarzeń z udziałem wybitnych postaci aż chce się potem czytelnikowi opowiedzieć. A jednak moc tych skarbów przyćmiła istotę sprawy.

Tyle się tu dzieje, że łatwo o zawrót głowy. Znacznie trudniej o pewność, że się spotkało Kalinę Jędrusik i Stanisława Dygata – autentycznych. Kończyłam lekturę bez poczucia, że rozumiem, jak z przedstawionych doświadczeń, okoliczności i wyborów zrodziły się te dwie tajemnicze postaci, a także ich skomplikowana relacja. Jak pokazuje autor – pełna czułości, przyjaźni, oddania i bardzo trwała, ale także przesycona samotnością, zazdrością, pragnieniem kontroli. Szczęśliwa czy nieszczęśliwa? Nie wiem.

Takie opowiadanie o ludziach i ich świecie: złożone z migawek i cytatów ma dla mnie dwa uzasadnienia. Możliwe, że o Jędrusik i Dygacie w ogóle inaczej mówić się nie da. Grzela zgromadził sporo dowodów na ich zagadkowość. Ale możliwe też, że to nasza współczesność uczy tak na ludzi patrzeć: jak na kolaże epizodów, póz i zdarzeń. To instagramowe widzenie życia, a Z kim tak ci będzie źle jak ze mną jest opowieścią stworzoną w czasie, w którym na rozpisane po kolei ciągi przyczyn i skutków, a także na biografie rozumiane jako wieloletnie procesy właściwie nie ma już miejsca. Szkoda, bo gdy strzelają fajerwerki, można tylko bić brawo. Trudniej się skupić i wzruszyć.

Remigiusz Grzela
„Z kim tak ci będzie źle jak ze mną?”
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020

Piątka dla PRZEKROJU? A może dziesiątka? Wspierając Fundację PRZEKRÓJ, wspierasz rzetelność, humor i czar.

* Pola wymagane

Data publikacji:

Paulina Wilk

Paulina Wilk

Redaktorka działu Kultura i społeczeństwo w kwartalniku „Przekrój”, pisarka i publicystka zajmująca się literaturą i problematyką rozwoju globalnego. Opublikowała m.in. „Lalki w ogniu” o Indiach współczesnych oraz „Pojutrze. O miastach przyszłości”, a także serię bajek o misiu Kazimierzu dla dzieci i niezupełnie dorosłych. Współtworzy Fundację „Kultura nie boli”, centrum literackie Big Book Cafe oraz międzynarodowy festiwal czytelniczy Big Book Festival.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!