Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
17. edycja Miesiąca Fotografii za nami. Historia jest długa i piękna, pełna wzlotów i upadków. ...
2019-07-05 23:59:00

Kameralnie i w ludzkim tempie

Kameralnie i w ludzkim tempie
Miesiąc Fotografii w Krakowie

Miesiąc Fotografii w Krakowie
24.05-23.06.2019
Czyta się 6 minut

17. edycja Miesiąca Fotografii za nami. Historia jest długa i piękna, pełna wzlotów i upadków. W przyszłym roku będzie pełnoletniość i może wtedy spojrzymy bardziej analitycznie wstecz. Chociaż hasło przewodnie w tym roku już prowokuje do podsumowań: „Co nam się podoba”. Na co padło?

Za łatwo poszło. Za przyjemnie i za prosto. „W tym roku postawiliśmy przede wszystkim na podkreślenie różnorodności fotografii. Program stworzyliśmy kolektywnie. Chcemy razem z naszymi odbiorcami doświadczać fotografii – takiej, jaką lubimy, i takiej, która robi na nas wrażenie, budzi emocje, pozostaje z nami na długo” – piszą organizatorzy. A ja tu się uśmiecham szeroko. Zeszłoroczna edycja Miesiąca pod nazwą „Przestrzeń przepływów” została zdaje się zbyt skonceptualizowana, jakby o widzu zapomniano. A teraz kolektywnie, w pozycji otwartej na widza, no, bajka!

Zacznijmy od istotnej wystawy, corocznej, Showoff, do której trzeba się najpierw dostać, a zgłoszeń mnóstwo. Potem trzeba pracować z kuratorami, by w końcu efekty pokazać widzom. Idea świetna, bywało różnie. W tym roku całość zrozumiała, bezpośrednia, nieprzekombinowana. Głównie dokumentalna. Projekty lepsze lub gorsze, ale wszystkie daleko ponad średnią ostatnich lat. Rewelacyjna prezentacja Zosi Promińskiej z tytaniczną pracą Waiting Room, złożoną ze 100 zdjęć nastoletnich modeli i modelek. Wielopoziomowe dobro – i mądrze, i ładnie; i z konceptem, i z wykonaniem. Czysta przyjemność, zrozumienie i jeszcze podniesiona temperatura w głowie.

 „Waiting Room”, zdjęcie: Zosia Promińska, dzięki uprzejmości organizatorów
„Waiting Room”, zdjęcie: Zosia Promińska, dzięki uprzejmości organizatorów

Cały Miesiąc wygrywa jednak Jan Jurczak. Jeszcze młodzież, a już uczestnik dwóch wystaw, z tym samym projektem. W Showoffie jego historia z Ukrainy Life Goes On jest mocniejsza, w końcu to prezentacja solowa. Do tego gazeta, teksty, koncepcja. Wybrzmiewa historia życia codziennego niedaleko Doniecka, „jest dużo stabilności w wojnie”.

 „Life Goes On”, zdjęcie: Jan Jurczak, dzięki uprzejmości organizatorów
„Life Goes On”, zdjęcie: Jan Jurczak, dzięki uprzejmości organizatorów

Drugi raz, w innym układzie i skali można obejrzeć jego prace na wystawie podsumowującej siódmą edycję programu mentorskiego Sputnik Photos (precyzyjnie ujmując, to już w programie Fringe’a, nie samego Miesiąca). Za mało miejsca, by wejrzeć w projekty, raczej dekoracyjnie, ale już wiadomo, na kim zawiesić wzrok w przyszłości: Natalia Piatkievich (Kiedy ściany mogą mówić – o pojęciu domu poprzez przedmioty), Ewa Pustułka (Kokon – o dorastaniu syna) i Aleksandra Iwańczak (Rooms – o pokojach emigrantów).

„Co nam się podoba”? Najwyraźniej mówienie o trendach społecznych, klimacie i ekologii. Dobrze. Smacznie nawet. Jedzenie jest motywem przewodnim aż dwóch wystaw, w tym jednej dużej, w najważniejszym już tradycyjnie festiwalowym miejscu, w Bunkrze Sztuki. Jesteś tym, co jesz – zbiorówka sześciu fotografów, z których jeden pokazuje coś ciekawie (Klaus Pichler – piękne zdjęcia zepsutego jedzenia), a drugi zasługuje na pokaz solowy – Simon Brugner. Jego seria The Arsenic Eaters to poetycka i surrealna, zastanawiająca i budząca umysł do pracy opowieść. Tak jest odmienna od reszty wystawy, gdzie generalnie za prosto, zbyt łopatologicznie, w nowym duchu bycia „eko”, ale tak bardzo roztropnie, z takim palcem wskazującym, z naganą w głosie. W tekście wstępnym mamy Lévi-Straussa i Foucaulta, a ekspozycja trochę szaleje w rozwiązaniach, ale nie urodzimy przez to większego sensu i zastanowienia.

Drugą raczej pomyłką jest wystawa Michaela Schmidta w Galeri Beta w MOCAK-u Lebensmittel [Produkty spożywcze]. Nie uginam się pod ciężarem gatunkowym przy projekcie, który powstawał przez 26 lat, zanim to jeszcze było ważne i modne. Znów o jedzeniu, i znów jednowymiarowo.

Poza prezentacją w Galerii Szara Kamienica, dwugłosem Filipa Berendta i Igora Omuleckiego, którzy odpłynęli w szeroki bezmiar oceanu intuicji oraz kreacyjno-konceptualnej podświadomości, będzie już dokumentem. Uff. To już możemy wrócić do samego dobra.

Anna Orłowska Pompier, błoto, socrokoko w Galerii RE pokazuje nową serię prac powstałych w Nowej Hucie i Krzesławicach. Artystka znów podgląda dla nas miejsca i odczytuje po drobnych przedmiotach i fragmentach ich historie. Ładne, zgrabne, na bogato, słusznie i klasycznie. Ale bez skrzydeł, bez ciosu w żołądek. Bo może za blisko Futerału. Ale są i kolaże, na których ta wystawa mogłaby się zatrzymać. Wtedy widz znokautowany, a rytm serca przyśpieszony. Prace Matejki (to jego dom w Krzesławicach) zostały wplecione w opowieść o pobliskiej hucie. Znane i jedno, i drugie, przemienia się i wnika, powidoki – tego wszystkiego, co wynieśliśmy ze szkoły. Bo Matejko najważniejszym malarzem był, a przełożenie go socrealem dodaje perwersyjnej przyjemności. Rokoko rzeczywiście, pobudzające jak zawsze.

 „Pompier, błoto, socrokoko”, zdjęcie: Anna Orłowska, dzięki uprzejmości organizatorów
„Pompier, błoto, socrokoko”, zdjęcie: Anna Orłowska, dzięki uprzejmości organizatorów

Drugim solidnym punktem, wystawą indywidualną i polską produkcją jest Lęg Tomka Tyndyka w Galerii Pauza. Nie miażdży tak jak książka, ale to ciągle autorska-aktorska wizja teatru. Twarze i fragmenty, akcja i pauzy. Za krótko, zbyt esencjonalnie. Chce się więcej patrzeć i wnikać. Uczta dla zmysłów jest, ale zostaje potężny niedosyt.

 „Lęg”, zdjęcie: Tomek Tyndyk; dzięki uprzejmości organizatorów
„Lęg”, zdjęcie: Tomek Tyndyk; dzięki uprzejmości organizatorów

W Domu Norymberskim nieduża i zachwycająca wizualnością wystawa Stefanie Moshammer Kraina czarnego mleka. Drobne smaczki, wspaniały kolor, treści tyle, by wciągnąć, a nie napastować oglądającego. Materiał dotyczy życia codziennego w fawelach, a nasze skojarzenia już mkną do czegoś, czemu zdjęcia Moshammer zdają się zaprzeczać. Wyzwalają skojarzenia, potrafią pobłądzić, oddają głos prywatny i szczery samej artystki.

 „Kraina czarnego mleka”, zdjęcie: Stefanie Moshammer; dzięki uprzejmości organizatorów
„Kraina czarnego mleka”, zdjęcie: Stefanie Moshammer; dzięki uprzejmości organizatorów

Podobnie prywatna historia, nawet jeszcze bardziej, bo obserwacje i zwierzenia zostają zapisane na ścianach, znajdujemy u Joanny Helander na wystawie Baby patrzą w Muzeum Etnograficznym. To ekstraważny fragment programu głównego. Polska fotografka, dokumentalistka i reporterka, z lat zapomnianych czy jeszcze nieodkrytych na nowo. Nazwisko, które powoli przebija się przez szereg męski. Trudno powiedzieć, że nieobecna na scenie, bo wiele małych wystaw miała w Polsce, raczej z tych cichych obecności. I taka też wystawa, niekrzykliwa, kobieca, skupiona. Teoretycznie poznajemy historie kobiet, to na nich mamy się skoncentrować, tymczasem duże wątki – archiwum i Teatru Ósmego Dnia, nakazują myślenie o wystawie w kategoriach retrospektywy. Dużo i znakomicie. Z publikacją, do której się wraca i na nowo ją odczytuje. Ze świetną edycją i porządną dawką historii.

 „Bliźniaczki z Krakowa”, Szwecja, lata 80; zdjęcie: Joanna Helander; dzięki uprzejmości organizatorów
„Bliźniaczki z Krakowa”, Szwecja, lata 80; zdjęcie: Joanna Helander; dzięki uprzejmości organizatorów

A skoro już dobrnęliśmy do historii, to crème de la crème tegorocznej edycji, wystawa, która mogłaby być flagową dla „Co nam się podoba”: Wojciech Nowicki, Chmura w Muzeum Fotografii. Kameralna wystawa kolekcji, pojedynczych ujęć, sprytnie ułożona. Nie ma nazwisk autorów, bo to nie jest kolekcja nazwisk. To kolekcja Barthesowskiego punctum, z próbą ustrukturyzowania i przekazania widzowi idei, konceptu, suspensu, ale na lekko, raczej jak wisienka na torcie. Bo można tę wystawę czytać własnymi skojarzeniami, zgadywać cele i sensy. Prace użytkowe, pamiątki, cały wachlarz wernakularnej fotografii wymieszany został z dziełami, pracami intencjonalnymi, wyrazistymi koncepcjami. Nowicki trochę się spowiada z tego „dlaczego” wybrał, „dlaczego” ma w kolekcji, „dlaczego”… i co się mu podoba. To też gratka dla uważnych czytelników jego książek. Tam są oczywiście solidne artefakty: Rydet, Lewczyński, Plewiński, Dziworski, Rytka, Rolke, nawet Riefenstahl i Ackerman. Przez usunięcie tych wszystkich niepotrzebnych dat, miejsc, nazwisk została esencja, patrzenie w obraz. Oddanie widzowi jej/jego oczu. Niech sobie płynie i stwarza.

Zdjęcie z wystawy „Chmura” Wojciecha Nowickiego w Muzeum Fotografii
Zdjęcie z wystawy „Chmura” Wojciecha Nowickiego w Muzeum Fotografii

Tę edycję Miesiąca zapamiętam jako serię kameralnych prezentacji, niedużych, skupionych, z przewagą dokumentu. Z programem towarzyszącym – jak zawsze – którego nie sposób objąć. Ze zwiększonym udziałem książek i imprez o publikacjach, w tym wielopoziomowym „Paperlust”, targami, spotkaniami. Może były też kameralne, środowiskowe i dla garstki. Więc to trzeba chcieć robić, bez względu na widzialność i masy. Za to brawa i szacunek. Cały Miesiąc tym razem bez wielkich może nazwisk, bez sloganów i wielkiej pompy. Za to prawdziwie kameralnie i w takim ludzkim tempie. Na spokojnie, gdy moralizatorskie tony dwóch wystaw ucichły, zrobiło się ciszej. Umysł płynął, oczy doznawały częściej zachwytów, tak mi się też podoba.

 

Data publikacji:

Joanna Kinowska

Historyczka sztuki specjalizująca się w fotografii. Była kuratorką około 100 wystaw monograficznych i zbiorowych. Pracuje w Służewskim Domu Kultury jako kierownik ds. edukacji kulturalnej. Fotoedytorka książek fotograficznych i jurorka konkursów. Recenzentka przeglądów portfolio. Współorganizatorka konkursu Fotograficzna Publikacja Roku. Współpracuje z „Przekrojem”, „Digital Camera Polska” i Fotopolis.pl. Wykładowczyni Akademii Fotografii. Założycielka bloga „Miejsce fotografii”.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!