Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Stworzenie dziecięcego bohatera, wiarygodnego dla czytelnika, to dla pisarza zadanie trudne. Stworzenie ...
2019-06-15 23:59:00
książka

Język jako źródło samotności

Język jako źródło samotności
 „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”
Filip Zawada
„Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”
Znak, 2019
Czyta się 4 minuty

Stworzenie dziecięcego bohatera, wiarygodnego dla czytelnika, to dla pisarza zadanie trudne. Stworzenie całego świata wokół i wewnątrz tego bohatera, który będzie światem wiarygodnym, jest zadaniem niemal karkołomnym. 

Narratorem książki Filipa Zawady Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek jest właśnie dorastający chłopiec (osobny temat, na który nie ma tu miejsca, to upodobanie autora do przyrody, bo w samych tytułach jego książek pojawiały się już m.in. psy, sowy, rzeka, słońce i kwiaty). Franciszek, tak ma na imię, to wychowanek sierocińca prowadzonego przez siostry w małej miejscowości na Dolnym Śląsku. To chłopak rezolutny, najbardziej kocha kota znajdę o imieniu Szatan, religię rozumie po swojemu, czasem ukradnie lizaki, które potajemnie zjada wieczorem pod kocem, a jego głównym zajęciem jest dziwienie się światem dorosłych i zadawanie niewygodnych pytań.

Na poziomie opisu (pomijając miejsce akcji) książka może przywodzić na myśl Madeline Ludwiga Bemelmansa, w której niesforna dziewczynka jest wychowanką paryskiego sierocińca, czy jeszcze bardziej przygody innego francuskiego bohatera dziecięcego (już posiadającego rodziców) Mikołajka duetu Goscinny–Sempe. Podobieństw jest tu zresztą całkiem sporo. Bohater powieści Zawady wprawia w zakłopotanie młodą zakonnicę Izabellę podobnie jak Madeline zawstydza opiekunkę, siostrę Clavele, poczucie wyższości wobec innych, jakie cechuje Franciszka, to zaś wypisz wymaluj sam Mikołajek. Całość Rozdeptałem dodatkowo jest zwyczajnie melancholijną opowieścią o wyobcowaniu w świecie, którego nijak nie idzie dziecku zrozumieć, a każda próba zmiany tego stanowiska pakuje bohatera w kolejne kłopoty.

No właśnie, melancholia, ten główny bohater Filipa Zawady. Jeśli weźmiemy na warsztat całą jego twórczość (również pozaliteracką), zobaczymy jak istotny (obecny?) jest w jego świecie smutek; poczynając od sposobu portretowania codzienności w fotografiach tworzonych pod pseudonimem Filip Itoito, przez muzykę (współtworzył m.in. grupę Pustki i duet Indigo Tree), po prozę i poezję (melancholijny stan zostaje spotęgowany w ostatnich tomikach), jak chociażby w Świetnych sowach (2013), gdzie pisze wprost:

Niech im dół lekkim będzie
(Nie życz nikomu depresji nawet po śmierci)

Albo mniej wprost:

Wilgoć szpitala jest zaraźliwa.
Firma zewnętrzna wstawiła
do każdej sali telewizor,
który działa na dwuzłotówki.
W szpitalu jest jeden kiosk,
w którym nigdy nie ma dwójek.

Strach przechodzi z ojca na syna
Odkąd telewizja działa bez przerwy.

Jeszcze mocniej wybrzmiało to w wydanym rok później poemacie Trzy ścieżki nad jedną rzeką sumują się. W obu mocny jest także motyw religijny, dziecięce postrzeganie świata, samotność, depresja, śmierć… Wszystko, co dostajemy i w nowej powieści, bo nie ma co ukrywać, Filip Zawada należy do tego grona twórców, dla którego własne doświadczenie i uważna obserwacja świata codziennego stanowią najważniejszy element twórczości; nam buduje literackie światy. „Mój język jest źródłem mojej samotności” – mówi bohater nowej powieści, a przecież mogłaby to powiedzieć każda postać stworzona przez pisarza przez ponad dwie dekady twórczości. Łączy więc w sobie Franciszek cechy poprzednich bohaterów – tego obserwującego świat w ciągłej podróży (jak w zbiorze opowiadań Psy pociągowe), poznającego naturę (Świetne sowy) i tworzącego prywatną filozofię czasu depresji, który nie umie zrozumieć religii w formie społecznie przyjętej (Trzy ścieżki nad jedną rzeką sumują się).

Mimo oczywistych (i mniej oczywistych) podobieństw jest Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek książką jednak osobną i stanowi ważną cezurę w twórczości pisarza. Wcześniej przyzwyczaił nas Zawada do oczywistych porównań ze swoimi bohaterami, niekiedy wprost mówiąc o doświadczeniach wykorzystanych w konkretnej książce, jak w Psach pociągowych, gdzie otrzymaliśmy m.in. refleksje z podróży na trasie Wrocław–Warszawa, którą pokonywał tydzień w tydzień, jeżdżąc na próby zespołu Pustki. W Rozdeptałem, zasłaniając się bohaterem na pozór niezwiązanym ze sobą, stworzył Zawada nowy świat oderwany od mocno zakorzenionego w swojej twórczości Ja, nie pozbawiając przy tym powieści tak charakterystycznej dla siebie melancholii.

No i struktura. To pierwsza tak dokładna i skrupulatnie złożona książka w dorobku Filipa Zawady. Poprzednie budował na luźnych obserwacjach i myślach. I tutaj, choć powieść w dalszym ciągu opiera się na obserwacjach bohatera, jasno widać, że postawił pisarz krok naprzód. Dostajemy historię, w której bohater dojrzewa, uczy się, krótko mówiąc, przechodzi przemianę, nie jak w poprzednich, gdzie był biernym obserwatorem rzeczywistości – tutaj jest jej częścią.

Jest Rozdeptałem najlepszą i najbardziej dojrzałą książką w dorobku pisarza; porzucił w końcu obsesyjne kręcenie się wokół literackich przyzwyczajeń, zarówno jeśli chodzi o formę, jak i swojego bohatera, a przy okazji konsekwentnie rozbudowuje coraz bardziej rozpoznawalny styl. I być może ośmieli go ta książka, aby w przyszłości, nie rezygnując z obdarowywania bohaterów charakterystyczną dla siebie melancholią i czułym spojrzeniem na świat, jeszcze bardziej rozszerzać powieściowe narracje i poznawać się (i nas) z nowymi bohaterami. Czy straci na tym poetycka powściągliwość pisarza (bardziej „tnie” swoje teksty prozaiczne chyba tylko Darek Foks)? Nawet jeśli, to przecież nie to jest w jego twórczości najważniejsze.
 

Data publikacji:

Łukasz Saturczak

Żyje na zmianę z pisania, redagowania i robienia zdjęć. Absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim, autor powieści „Galicyjskość”, przez dekadę współpracownik pisma „Lampa", dwa lata dziennikarz kulturalny tygodnika „Newsweek Polska", obecnie wolny strzelec, który w każdą wolną chwilę jeździ na Ukrainę i żyje na zmianę z pisania, redagowania...

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!