Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

„Przekrój” na totalne lato!

Takiego numeru jeszcze nie było! Badamy gwiazdy i zaglądamy do ludzkiego mózgu. Psychologów pytamy o młodzież, a filozofów o to, jak żyć dobrze. Przyglądamy się naszym strachom, sprawdzamy, kiedy nauka jest przyjemna, piszemy o chodzeniu (boso, tyłem i bez celu) i o nadziei, że będzie lepiej. Nowy letni „Przekrój” już na Ciebie czeka – czytaj dla przyjemności!

Kup numer letni

Letni „Przekrój” w nowym formacie jest wygodniejszy do czytania i idealnie mieści się w skrzynce pocztowej. Zamów już dziś – tylko na stronie Przekroj.pl w niższej cenie.

Przekrój
W „Lisie” Dubravka Ugrešić szuka schronienia w literaturze. I znajduje je – swój jedyny dom ...
2018-06-13 00:00:00

Jestem przypisem!

Jestem przypisem!
Dubravka Ugrešić, tłumaczyli z chorwackiego Ellen Elias-Bursać i David Williams
„Fox”
Dubravka Ugrešić, tłumaczyli z chorwackiego Ellen Elias-Bursać i David Williams
Open Letter Books, Rochester 2018

Spotkałam ją – moją najważniejszą w życiu pisarkę – za sprawą serii przypadków. Latem, w ostatnim roku XX stulecia, przeczytałam kupioną na straganie Kulturę kłamstwa. Głośny esej był analizą zafałszowywania przeszłości, jakie doprowadziło do wojny w rozpadającej się „na żywo”, na naszych oczach Jugosławii. Ugrešić rozłożyła obłęd na części pierwsze, jej książka była aktem zadziwiającej przytomności w czasach nienawiści, ale też straceńczej odwagi. Za obnażenie nacjonalistycznej polityki i za jugonostalgię została w nowej Chorwacji wyklęta. Podobnie jak inne „literackie czarownice”, choćby Vedrana Rudan, straciła możliwość publikowania. Wyjechała. Szybko została najsłynniejszą intelektualną emigrantką z Bałkanów, etatową „tłumaczką” konfliktu. A także, wbrew woli, „pisarką chorwacką”. Powtarzała, że urodziła się w Jugosławii – kraju, którego już nie ma, a nie w Chorwacji, której w praktyce nie ma. „Istnieje kłamstwo – mówiła mi – broszura turystyczna. Ale wystarczy zanurzyć dłoń w złotym piasku, by natrafić na kości”.

***

Po przeczytaniu Kultury kłamstwa byłam przekonana, że Ugrešić nie żyje. Mój umysł chyba wstawił ją na półkę wielkich – czyli martwych – klasyków. Rok później kręciłam się po księgarni przy Nowym Świecie. Młody sprzedawca przestawiał książki na półce, jedną upuścił – pod nogi spadł mi Amerykański fikcjonarz. W nim, jak w pamiętniku ocalonej z zagłady, opisała udrękę bycia i niebycia na wojnie. Ona wyjechała, ale leżąc – z objawami depresji – w amerykańskim mieszkaniu, w zawieszeniu, oglądała „swoją” wojnę w telewizji. Rozpoznawała ulice, a może tylko jej się zdawało, że widzi je w kadrach wypełnionych ruinami i ogniem. Wszystko się mieszało – wspomnienia nalotów, gdy wraz z matką zbiegała do piwnic, z przywidzeniami, że do jej amerykańskich drzwi pukają wyratowani z pożogi krajanie. Ona była bezpieczna, ale chorowała z niepokoju o bliskich. Jako pisarka, profesorka literatury rosyjskiej, szukała ratunku w słowach.

Kilka dni po tym, gdy z księgarskiego nieba spadł mi Amerykański fikcjonarz, przyjaciel studiujący slawistykę – na którą i ja się dostałam, ale jakoś nigdy nie dotarłam na zajęcia – napomknął, że na wydziale zaraz zacznie się spotkanie z „taką chorwacką pisarką”.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Pobiegliśmy. Zapytałam ją, czy sądzi, że jej pęknięta tożsamość emigrantki kiedyś się zabliźni, a walizka zawierająca „najpotrzebniejsze rzeczy” – która stała się symbolem jej schronienia – na zawsze już pozostanie jedynym domem. Odpowiedziała, że pokłada nadzieję w upływie czasu.

***

Teraz odnajduję w jej nowej książce dalszy ciąg tamtej rozmowy. Odpowiedzi, niekoniecznie kojące, które przyniósł czas.

Dubravka Ugrešić jest jedyną autorką, z którą się znam. Snujemy cieniutką nić relacji od blisko 20 lat, tkamy ją z maleńkich przypisów: ­kilkuzdaniowych e-maili, rzadkich długich rozmów, z wielokrotnych lektur jej esejów i powieści. Czytam równolegle jej książki i epizody jej życia, nigdy nie mając pewności, co należy do fabuły, a co do rzeczywistości.

Ugrešić to „Lisica” – tytułowa bohaterka nowej książki (tak brzmi tytuł w języku chorwackim, tom ukazał się w Wielkiej Brytanii jako Fox). Dokonuje uwodzicielskiej przemiany. Powiedziała mi kiedyś, że to życie naśladuje literaturę, nie odwrotnie.

***

Lisica – zwierzę, które w językach Wschodu występuje zwykle w rodzaju żeńskim, jest symbolem oszustwa, czarownicą, demonem, ale też mistrzynią transformacji oraz sztuki iluzji. Ugrešić wielokrotnie używała siebie i bliskich jako wehikułów niosących metaforyczne znaczenia. I jako kotwic, które zaczepiały jej wywody w codzienności. Jest jedną z najbardziej utalentowanych prestidigitatorek eseistyki – potrafi budzić dżinny, z jednego słowa powoływać do życia skomplikowane uniwersa, a potem zwijać je i zakorkowywać błyskotliwą puentą.

Lisica to esej przeobrażający się w powieść i na odwrót. Przez ceremoniał przypomina nam, że literatura jest sztuką transformacji.

Dlaczego właśnie teraz Ugrešić o tym pisze? Bo dostrzega, jak niewiele dzieli literaturę od jarmarcznej rozrywki. Samą siebie nazywa „pisarką klasy economy”. Należy do niższej kasty autorów, którzy lecą na koniec świata z bolącym kręgosłupem, by dyskutować w pustawej sali. Ale jej zdaniem wszyscy pisarze – także ci z klasy biznes – są już tylko ludźmi rozrywki, dają występy.

Rynkowi książki poświęciła przed laty ironiczny esej Czytanie zabronione, a teraz wraca do tych wątków z gorzką powagą. Różnice jakościowe pomiędzy, dajmy na to, jej pisarstwem a ambicjami artystycznymi Marleny, Polki sprzątającej jej holenderskie mieszkanie, utraciły znaczenie. Z literatury wyparowało ryzyko, a wraz z nim – sens.

Wszechobecna trywialność jednak jej nie martwi. Uważa ją za siłę wspomagającą geniusz. Pisze: „Literatura światowa jest niczym wieloryb, wokół którego gromadzą się glonojady, praktykujący piraci. Przysysają się do wielorybiego ciała i czyszczą pasożyty z jego skóry. Nie mam złudzeń co do swego talentu. Jestem literackim glonojadem. Moją misją jest zabieganie o zdrowie wieloryba”.

***

Miała swoje pięć minut sławy, gdy cierpienie Bałkanów obchodziło Zachód. Później utrzymywała się na fali dzięki tematyce migracji, jaką podejmowała m.in. w eseju Nikogo nie ma w domu. Teraz jednak czuje, że czas – i główny nurt spraw – redukuje jej literackie życie do roli notki.

„Wszyscy jesteśmy przypisami, wielu z nas nigdy nie otrzyma szansy bycia przeczytanymi, wszyscy trwamy w bezlitosnej i desperackiej walce o życie, o życie przypisu, aby pozostać na powierzchni, nim, na przekór wszelkim wysiłkom, zatoniemy”. Pisze to nie frustratka, ale nieskłonna do złudzeń przedstawicielka mniejszości, tych wszystkich „ginących gatunków” i życiorysów, którym odbieramy znaczenie; dogorywają cicho na marginesie spektakularnego marketingu pustki.

Dziesięć lat temu siedziałyśmy w barze warszawskiego hotelu Novotel. Dała mi w prezencie okazałą śliwkę i z gorzkawą rezygnacją powiedziała, że świat jest już zupełnie wyzuty z substancji, istniejemy wyłącznie w powierzchowności, cywilizacji opakowań.

Trwał kryzys wywołany handlem bezwartościowymi papierami na Wall Street. Ona paliła papierosa i wzruszała ramionami, gdy pytałam, co dalej. „Może ten upadek to dla nas szansa? Może, rozczarowani fikcyjnością kapitalizmu, wrócimy do uprawiania swoich ogródków?”

Minęła dekada, a Ugrešić w Lisicy pisze, że przypominamy wiewiórki – z zapałem budujemy kulturę odpadków. Stawiamy konstrukcje z nic nieznaczących błyskotek, ufamy lob­bingowi i reklamie. Z zapałem wyznajemy tandetę.

***

Cztery lata temu w e-mailu donosiła: „Świat wokół mnie rozpada się tak błyskawicznie... Nie znalazłam schronienia. Trudno mi wrócić do Zagrzebia i równie trudno pozostawać tu, w Amsterdamie”.

Domyślam się, że z tego czasu pochodzi część Lisicy poświęcona jej próbie powrotu do domu. Pewien entuzjasta książek Ugrešić zostawił jej w spadku dom na chorwackiej wsi. Pojechała, by go obejrzeć. Okazało się, że zamieszkał w nim mężczyzna – Bojan. Przed wojną był prawnikiem, zbyt uczciwym, by w nowej Chorwacji chcieć się „ustawić”. Został więc saperem, zajmował się rozminowywaniem pól (wciąż trwa usuwanie tysięcy ładunków ukrytych na łąkach, pastwiskach i w lasach).

W książce spędzają razem jakiś czas. Cieszą się rozmowami, uprawianiem ogródka, rozgwieżdżonym niebem, niespiesznym seksem. Ugrešić po raz pierwszy od lat myśli: „dom”.

W Lisie Dubravka Ugrešić szuka schronienia w literaturze. I znajduje je – swój jedyny dom – w zdaniu dopisanym drobnym druczkiem.

Ale Bojan ginie, nastąpiwszy na minę. A ona wyjeżdża, myśląc: „Świat jest polem minowym i innego domu nie ma. Muszę się do tego przyzwyczaić”.

W Amsterdamie kupiła mieszkanie, ale to tylko urządzona w sterylnej bieli przestrzeń. Coś na kształt oddziału ratunkowego; miejsce, z którego można zniknąć bez śladu.

To literatura okazuje się jedyną przestrzenią przetrwania. Powtarza za Bułhakowem: „Rękopisy nie płoną!”. A za Nabokovem, że wszyscy jesteśmy zaledwie przypisami w wielkim manuskrypcie. Tu lisica znalazła swą norkę.

Data publikacji:

Paulina Wilk

Paulina Wilk

Redaktorka działu Kultura i społeczeństwo w kwartalniku „Przekrój”, pisarka i publicystka zajmująca się literaturą i problematyką rozwoju globalnego. Opublikowała m.in. „Lalki w ogniu” o Indiach współczesnych oraz „Pojutrze. O miastach przyszłości”, a także serię bajek o misiu Kazimierzu dla dzieci i niezupełnie dorosłych. Współtworzy Fundację „Kultura nie boli”, centrum literackie Big Book Cafe oraz międzynarodowy festiwal czytelniczy Big Book Festival.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!