pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Jednym z tematów „Hamleta” jest „dowóz kultury”, kultura na dowóz. Do miejsca akcji przyjeżdżają ...
2019-12-01 23:59:00
Destroix

„Hamlet” z dowozem

„Hamlet” z dowozem
„Hamlet”
tekst: William Shakespeare; tłumaczenie: Jarosław Iwaszkiewicz; reżyseria: Michał Kotański
„Hamlet”
Teatr Telewizji 2019
Czyta się 5 minut

Duńczykowi rasy białej umiera ojciec, a on tego nie akceptuje. Rodzą się w nim przemyślenia, czy należy żyć. Ma z kim, a i tak nie chce wziąć ślubu. Postawę bohatera cechuje niestabilność i symulowanie. Niekomfortowo zaklinowany pomiędzy żądzą zemsty i brakiem dowodów, stara się być tu mądry. Reżyseria Michał Kotański.

Jestem za rozszerzeniem Uber Eatsa na całość rzeczywistości. Sztukę też pochłaniam, a nawet pożeram (binge watching), a nie zawsze chce mi się w tym celu wychodzić z mieszkania, że nie wspomnę: wyjeżdżać z Krakowa. Żądam kultury wysokiej na pstryk, na klik. ZAPŁACĘ.

Uberem kultury była kiedyś telewizja, teraz są nim internety. Teatr Telewizji to już właściwie streaming teatralny. Kiedyś Borys Szyc, pamiętam, zakładał taką „platformę”, nie wiem, co z nią dalej było. Na pewno jest Ninateka, której sam używam do szczucia studentów. Do prawdziwego teatru, nie wiem, co musiałoby się stać, żeby się wybrali. Oglądanie teatru nie na żywo, nie na scenie może się wydawać mało teatralne, ale ja bym bronił. Na przykład wcale nie musisz dymać do opery, wydawszy na bilet, jeśli masz The Crown w streamingu. Kiedyś trzeba będzie wziąć i to rozwinąć: że serial Korona (nie mylić z Koroną królów) to jest dzieło operowe.

Tymczasem jest Hamlet, polski teatr telewizji, też dziejący się na dworze, w sensie na królewskim. Czy jeszcze raz streścić? Zwrócę tylko uwagę, że jednym z tematów jest „dowóz kultury”, kultura na dowóz. Do miejsca akcji przyjeżdżają aktorzy obwoźni nieprowincjonalni, robiąc teatr w teatrze. Bossa gra Daniel Olbrychski. Nie mam pewności, czy jego wykon typu powiedz wierszyk jest na pewno na poważnie. Wypowiada głównie ostatnie głoski w wyrazach.

Plusik dla reżysera za niewycięcie tego, co zazwyczaj się z Hamleta wycina: pierwszej sceny z duchem. Gdyby ducha ojca zagrał mi Jan Englert, też bym nie wycinał. Całość obsady wybitnie poczciwa, a otwiera ją Piotr Cyrwus (Klaudiusz). W tytułowej roli Przemysław Stippa, niepozorny, miły aktor z Teatru Narodowego, ani brzydki, ani niebrzydki, o urodzie demokratycznej, powiemy: uniwersalnej. Ofelię gra Magda Grąziowska i wygląda w tej roli niczym zmokła kura, potem jak chora na głowę, a potem jak martwa, co się zgadza z historią postaci. Kobieta pod presją, uciśniona i olana (opressed). Aż przykro patrzeć, jak ją przeciorał ten cholerny patriarchat. Przed Ofelią stoi wybór: książę z bajki albo klasztor. Jeśli ci nie pasi, to nie wiem, dziewczyno, weź się chyba zabij.

Gertrudę zrobili na „żonę prezesa” z tym amerykańskim zakręceniem włosów à la kolumna z baroku. Królowa typu biurwa, królowa biurowa – jest panią na biurze. No i taka office queen mówi do szlafrokowego burger kinga „królu”. Ja też czasem do psiapsiółek mówię, że „królowo”.

Grają normalsi, więcej: zwyczajsi. Aktorzy nieprowincjonalni, bo z Warszawy i Krakowa, ale też nie „ryje”, nie rozpoznawalsi. Mysłakowski zawsze spoko, Szymon Mysłakowski (Rosencranz). Jeden ze wszystkich zagrał ironicznie, a to ponoć Hamlet jest królem ironii, tutaj natomiast jakby nażarł się krochmalu. Czasem się mówi: masz minę, jakbym ci matkę zabił! No właśnie, tyle że ojca.

Wszystko w tym Hamlecie bure, smutne, smuteksowe. Polski smuteks. Spektakl jest taki, jakie jego oświetlenie: ani jasno, ani ciemno, twilight zone, całość się dzieje o szarej godzinie. Tych marmurków nie wybaczę, z plastiku marmurków, na tle których grają, jakby w jakiejś grze komputerowej typu postapokalipsa. „Chodź na solo” Hamleta z Laertesem, w tle muzyka MIDI, przypomina Wojnę polsko-ruską Xawerego Żuławskiego: tam też przeciwnikiem głównego bohatera był Michał Czernecki.

Jako że, formalnie biorąc, jest to film, nie teatr, ma też tak zwaną „pracę kamery”, którą kręcą z ręki. Że tak jest prawdziwiej? Prawdziwiej i brzydziej. Ani to teatralna perspektywa, gdzie się siedzi na siedzeniu, ani klasyczna filmowa, gdzie się stawia na statywie albo choć na steadicamie. A tak im wyszła marna imitacja „żyćka”, gdzie się wszystko trzęsie, wiecie, jak to w życiu, prawie wszystko na zbliżeniu, żeby być „blisko wydarzeń”. To jest Hamlet czasów streama: bardziej teatr Polskiego Radia niż telewizji. Raczej zamknij oczy, gdy będziesz „oglądał”.

Pierwszy raz recenzuję teatr telewizora. Jest pomiędzy nami krytyk wyspecjalizowany w tym gatunku teatralnym, „dyżurny”, można powiedzieć. Kiedyś przeżył szok, że do teatru czasem trzeba jechać poza Warszawę, a spektakl może okazać się niedobry!

Po co robi się Hamleta, w sensie wystawia od nowa? Żebyś się pytał! Po prostu robi się, tak? I nie drąż tematu. Etaty w urzędzie też się robi nowe i o nie też pytasz, po co?

Jednak mimo wszystko nie cofam pytania, które człowieka może w deprę wpędzić. 1. Na pewno dla szkół się robi, bo one muszą, 2. ale również „dla teatru”, który również bez Hamleta nie może. To jest problem, bo Hamlet jest tekstem tak do spodu zgranym, że próbuje się nim powiedzieć wszystko, tylko nie to, co jest w tekście. Kotański nie ma tego problemu, wystawia Hamleta prawie jako prapremierę: wiernie, po literach, z „być albo nie być”, z „reszta jest milczeniem”, sceną na cmentarzu, co byście nie chcieli! Każdy kiedyś Hamleta widzi po raz pierwszy, a zwłaszcza uczniowie.

Ten Hamlet mówi do siebie, bo trochę struga wariata, a trochę jest nim. Przed szczytowym monologiem robi przepisową pauzę, po czym akcent kładzie na „oto”. Zrobili to lepiej niż uprzednio Rychcik w Kielcach. Gdybyś widzieli , jak to mówił Nosinski… Prawie się posmarkał!

(À propos Kielc. Reżyser Hamleta, Michał Kotański, jest dyrektorem najstołeczniejszego z teatrów prowincjonalnych: Żeromskiego w Kielcach. Odniósł wielki sukces artystyczny, ale pośrednio, bo nie swymi spektaklami. Jako dyrektor – bezpośrednio).

Użyto przekładu Iwaszkiewicza, więc słyszymy na przykład, że „świat wyszedł z orbit”. To o łosiu mówi z takim namaszczeniem, jakby mówił to o byciu. Spektakl nadaje się dla szkół, bo nie zawiera rozbierania ani przeklinania. Jest manipulowanie i mordowanie, ale to chyba spoko?

Hamlet w tym wydaniu jest zgorzkniałym wykształciuchem i nie chce z Ofelią, bo ogólnie oklapł w wieku lat trzydziestu i już „nie chce chcieć”. Nie może być szczęśliwy, szczęście osobiste zepsułoby mu nastrój. Zły nastrój, ale zepsułoby. Umiera, patrząc w obiektyw. Do widzenia w Internecie.

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!