pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

 

Kup sobie letni spokój. Bez wychodzenia z domu i bez kosztów przesyłki na terenie całej Polski.

Kup numer letni

Numer letni (3/2020) dostępny jest także w pakiecie z numerem wiosennym (2/2020) za dodatkową złotówkę, bez dodatkowych kosztów wysyłki na terenie Polski.

Kup numer letni i wiosenny
Przekrój
„Nad Niemnem” jako lektura jest lekkim horrorem, ale jako spektakl – sporą przyjemnością.
2020-07-06 00:00:00
Destroix
Dużo piękna
„Nad Niemnem. Obrazy z czasów pozytywizmu”
tekst Hubert Sulima wg Elizy Orzeszkowej, reżyseria Jędrzej Piaskowski
„Nad Niemnem. Obrazy z czasów pozytywizmu”
Teatr im. Osterwy w Lublinie
Czyta się 6 minut

Jak napisać o teatrze, nie wspomniawszy o wirusie? Nie da się, jak widać. Teatr, sztuka kontaktowa, wymagająca wspólnoty powietrza, dostał w d… mocniej niż kino, które od biedy można oglądać chociażby na telefonie. Premiery „pootwarciowe” (bo nie napiszemy „poepidemiczne”) zawsze mają w tle wirusa, a ściśle: na twarzy, bo trzeba oglądać w masce. Całe szczęście aktorzy grają odsłonięci, takie nowe porno – pokazać usta i nozdrza. W innym wypadku musieliby się chyba przestawić na teatr japoński.

Parę obserwacji z nowego teatru pod „nowym reżimem”. Nikt nie kaszle – to po pierwsze. Kiedyś kaszlnięcia to był stały motyw ze strony widowni, która albo rżała, kiedy się jej podobało, a gdy nie, kaszlała. Po drugie – wygoda. Tylko pół widowni zapełnione „wiarą”, mówiąc po poznańsku, więc z boku masz wolne i przed sobą wolne, co dla mnie jest ważne, bo jestem widzem szerokim. Widownia się rozsiada w układzie na szachownicę. Last, but not least – mniej gadania przed spektaklem i w trakcie spektaklu. Wybrać się na przedstawienie to jest teraz taki iwent, takie „święto lasu”, że każdy szanuje. Ciężej się nachylić do partnera obok, by mu sączyć coś na ucho, bo dzieli Was fotel. Dlatego siedzicie cicho i patrzycie się na scenę. Warto było siedzieć w areszcie domowym, żeby dożyć takich czasów.

Tak mnie wygłodziły trzy miesiące bez teatru, że pierwszy raz w życiu ruszyłem się do Lublina, który do tej pory oglądałem na wyjeździe – na jego wyjeździe, gdy raczył przyjechać na Boską Komedię albo Prapremiery. Zastosowali bezbłędny marketing: napisali, że premiera, owszem, lecz nie ma biletów! Jestem dzieckiem PRL-u i pragnę wyłącznie tego, czego mieć nie mogę; tak trzeba zapraszać ludzi: jest impreza, lecz nie przychodź. Najdalej na wschód w teatrze byłem, jak dotąd, w Tarnowie. Lubelski Teatr im. Osterwy jest nieduży, a wysoki, półkolisty i pluszowy, oczywiście bordo. W Kielcach taki układ będą właśnie liftingować, idą dwa lata remontu. W dzisiejszych czasach takie interior designy nie nadają się do zmiany, a tylko do konserwacji. Są już tak nieaktualne, że spokojnie mogą zostać.

Wystawili Orzeszkową – jej hicior Nad Niemnem. Hicior jak hicior – zależy kogo zapytać… Jestem w ciężkim szoku, że spektakl się udał. Nie wiem, czy to epidemia tak ściorała twórców, ale w każdym razie nabrali pokory. Szanują materię, z której tworzą dzieło, adaptują Orzeszkową nie „pod włos”, nie „w poprzek” i nie Agambenem.

Powstało widowisko klasycznej struktury, z prologiem przed kurtyną, potem sceną na proscenium, potem pogłębienie, odsłonięcie głębi, akcja przenosi się upstage. Powstało dzieło „z epoki”, dramatyczne, patriarchalne oraz opresyjne, co oczywiście mi się nie podoba, ale trudno, koszty stałe. Mówimy o czasach, gdy się przechodziło globus hystericus, choć znam pewną panią – aktorkę, rzecz jasna – która cierpi na to dzisiaj, w XXI w.

Wiele o spektaklu mówi nam jego podtytuł: Obrazy z czasów pozytywizmu. Dostajemy faktycznie ciąg pięknych obrazów, zrobionych ZE SMAKIEM! W tym wystawieniu czuć dużo niekłamanej czułości do ludu. Kiedy Maciej Grubich gra Jana Bohatyrowicza, czyni to z urokiem, a nie grubą kreską. Gdy widzimy kośbę, nie widzimy jej parodii. Tylko tłusta cera Teofila Różyca była niesubtelnym znakiem, jakby za dnia aplikował krem stworzony na noc.

Aurę przedstawienia tworzy tło muzyczne, stale tu słyszalne. Metoda stara jak świat, bo bardzo skuteczna. Grają w mikroportach, które weszły do stałego wyposażenia sceny jak cyfra do kina, mało jest przedstawień niewzmacnianych mikrofonem. Ale co ważniejsze: umieją dać oddech. Na przykład w pewnym momencie na 15 sekund scena pozostaje pusta. Mało kto pamięta, że tak warto robić – albo nadymić w teatrze, żeby było tajemniczo i żeby przez chwilę nie musieć wszystkiego widzieć. Używają schodów jako osi scenografii; schody ostatnio wracają do mody. Bałem się przerwy, że po niej konwencja nie wytrzyma i pęknie, ale dali radę, nie ulało im się. Wątek romansowy kończy się weselem w rytmie „um-cyk”, co nie jest z epoki, ale jest z rzeczywistości.

To wszystko, co tutaj piszę, to detale estetyczne. Najważniejsza sprawa: nie politykują! Wreszcie teatr się odważył nie zajmować stanowiska i nie robić kazań. Sam nie wiem, komu dziękować, chyba sobie, bo odkąd już trąbię, że kazania nie działają, jedynie perswazja, jedynie lekka aluzja, niech na przykład zaśpiewają Tęczę Marii Konopnickiej i widz się domyśli. Widza należy szanować – jeśli idzie do teatru, znaczy, nie jest głupi.

Premiera miała się odbyć 21 marca, zatem rozumieją Państwo, dlaczego się nie odbyła. Potem reżyser spazmował na Fejsie, jak mu źle i biednie, w klasycznie bezradnym stylu swego pokolenia. Na takie jojczenia chce się go poklepać jak rozkapryszone dziecko, powiedzieć coś w stylu „OK boomer” dla grupy 30 minus. Ale całe szczęście autorzy „nie żyją” już od lat 70., nikt się nimi nie przejmuje jako jednostkami, a rzeczy wielkie tylko ich używają jako swoich twórców.

Piaskowski ma doświadczenie w stosowaniu kampu, ale jak dotąd używał go bez szacunku, jak dziecko zabawkę. Włóczył po salonach i robił z niego papugę. Versus, Jezus, Dawid jedzie do IzraelaTrzy świnki to były po prostu ożywione memy, sceniczne gify do pustego śmiechu. Puppenhausu nie widziałem. W Nad Niemnem przekroczył siebie, wybił się na samodzielność. Udowodnił, że jest artystą, nie tylko kabareciarzem. Wreszcie kontroluje środki, które mu odtąd nie wchodzą na głowę. Durne premierowe śmieszki opadły po pół godziny.

Ludzi „umiejących w kamp” nie ma znów tak dużo. Kamp to nie ironia, zgrywa, poczucie humoru, kicz, barok lub drag. Kamp, czyli przegięcie, jest rodzajem przesady spajającej przeciwieństwa: powagę ze zgrywą. Zgrywę na poważnie uprawiają drag queens, kamp natomiast polega na śmiesznej powadze. Wiem, że brzmi to tajemniczo, ale nic dziwnego, bo to są subtelne sprawy. Zresztą tylko tak brzmią, a na scenie od razu wiadomo, o co chodzi.

W Nad Niemnem występuje kwiat aktorstwa ściany wschodniej: Edyta Ostojak (uroda „z epoki”, jej pasują te falbany, gorsety, szezlongi), Jolanta Rychłowska, Justyna Janowska, Maciej Grubich, Przemysław Gąsiorowicz i Włodzimierz Dyła, któremu się należy osobny akapit. Tamci byli już chwaleni oraz nagradzani z okazji Kowbojów.

Dyła – najnowszy nabytek dla miasta Lublina. O jego transferze pisano już w listopadzie, kiedy przeniósł się z Wałbrzycha, lecz wtedy nie zauważyłem, bo „drogo by to było czytać wszystko, co napisane, prawda?” (Demirski, W imię Jakuba S.). Zauważyłem Dyłę, gdy po prostu wszedł na scenę. Takie spotted jest najmilsze, kiedy nagle widzisz kogoś, kogo chcesz zobaczyć. Na scenie zjawia się Włodek i jesteśmy w domu! (Inny zasłużony aktor niesiony na fali Strzępki, Płock –> Kielce, to pan Jacek Mąka). Dyła może sam sobie pogratulować występu w Nad Niemnem. Wypadł dramatycznie (w sensie dobrze!), żywo, bardzo precyzyjnie. Takie grańsko nam odstawił, na jakie czekaliśmy przez trzy bezteatralne miesiące w zamknięciu. Jest takie pojęcie używane przez aktorów: „pełne oko”. Chodzi o występ, w którym grę nie tylko słychać, ale również widać, w którym występującemu rola bije z oczu.

(W czasie ostatnich wyborów oglądałem Proces Lupy, w czasie tych – Nad Niemnem. Jest 21.00, Dyła ma monolog, a ja nie umiem nie spojrzeć w telefon… Chciałbym przeprosić Pana Włodzimierza, bo siedziałem w pierwszym rzędzie i pewnie zauważył).

Nad Niemnem jako lektura jest lekkim horrorem, ale jako spektakl – sporą przyjemnością. Poza tym, że o pięknie, jest to dzieło o walce klas. „Klasykę Żywą”, taki tam konkurs branżowy, mają wygrany jak w banku. Spektakl nie zawiera przekleństw ani scen nagości, więc wycieczki szkolne welcome.


Dzięki Tobie, możemy zrobić jeszcze więcej – wesprzyj nas!
Fundacja PRZEKRÓJ

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!