pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

 

Kup sobie letni spokój. Bez wychodzenia z domu i bez kosztów przesyłki na terenie całej Polski.

Kup numer letni

Numer letni (3/2020) dostępny jest także w pakiecie z numerem wiosennym (2/2020) za dodatkową złotówkę, bez dodatkowych kosztów wysyłki na terenie Polski.

Kup numer letni i wiosenny
Przekrój
Nie ma lepszego dramatopisarza na zamknięcie lata, bo on ten temat głęboko przeżywa i precyzuje. ...
2019-09-01 23:59:00
Destroix

Drama queen: Demirski

Drama queen: Demirski
„Firma”
reż. Monika Strzępka
„Firma”
Teatr Nowy w Poznaniu
Czyta się 6 minut

Motto: „O, szkoło polska, co rok w rok zaczynasz się wojną, rok w rok światową, co powoduje, że o dwudziestoleciu myśli się tutaj jak o przerwanych jakichś wakacjach” (Paweł Demirski, Rok z życia codziennego w Europie Środkowo-Wschodniej)

Pierwszy żywy pisarz w cyklu i na razie też ostatni, bo pisarz tym lepszy, im dłużej jest martwy. Tego artysty nie muszę Państwu przedstawiać, bowiem macie z niego korki od co najmniej dwóch sezonów. On mi jakoś zawsze pasuje na motto… Celem tego cyklu nie jest tak zwane „szerzenie”, rozreklamowanie, bo Lorca, Czechow, Demirski to są twórcy znani, grani; celem jest reklama dramatu w ogóle i dlatego to czynię w osobach tej sztuki najpierwszych przedstawicieli.

Nie ma lepszego dramatopisarza na zamknięcie lata, bo on ten temat głęboko przeżywa i precyzuje, jak widać powyżej. Obsesyjną porą roku Pawła Demirskiego jest miesiąc sierpień, który główne, co robi, to się kończy; obsesyjną porą dnia, ściślej mówiąc: nocy, jest 4:48. „Palenie ognisk w sierpniowe noce” wraca w jego tekstach jak jakaś wizja zbawienia (na przykład we Wszystko powiem Bogu!, w Triumfie woli, Roku z życia codziennego), że się siedzi w kółku i patrzy w pierwotny ogień. Robi się to wspólnie, por. wspólnota. Takim obrazem żegna nas spektakl Triumf woli, jedyny jak dotąd happy end u Demirskiego.

Natomiast 4:48 jest radykalnym unhappy endem i odwołaniem do Sarah Kane, do jej ostatniego tekstu, bardzo zjazdowego i pożegnalnego, który się okazał listem samobójcy. Jej dramaty nazywa Paweł Demirski „swoją ukochaną poezją” (Wszystko powiem Bogu!). Dramaty – poezją. Wiele to mówi o jego własnych dramatach, którą są właśnie wierszami.

I nie tylko, że są pisane wierszem, którym akurat są pisane; nie tylko, że wierszowane, ale szczerze poetyckie. Z jakiegoś powodu Demirski jest znany jako „twórca polityczny” i głównie za to, za zaangażowanie, następnie go rozliczają. Że za mocno, że za słabo, znacie te wieczne dyskusje, wolę nawet nie zaczynać. To są rozważania poniżej poziomu, które w dziele sztuki widzą tylko przekaz. Gdyby Paweł Demirski miał być publicystą, to byłby średnim, takim sobie publicystą. Słusznym, lewicowym i broniącym słabszych. Tyle może, że dowcipnym.

Ale drodzy Państwo, to są teksty artystyczne, w przekazie wewnętrznie sprzeczne! Z jednej strony obrona skrzywdzonych, zwłaszcza przez kapitalizm, z drugiej – rozwiązanie bezpośrednie, krzywdzenie krzywdzących („I ch… nie chcę się z nikim pięknie różnić / Nie ma na to czasu / […] Na tym polega demokracja wy k… tępe dzidy / Na przemocy i to nie symbolicznej”, Wszystko powiem Bogu!). W jednym i tym samym tekście mamy parę różnych postaci i nie wiemy, co woli pisarz. Co za różnica, przy okazji mówiąc! Ja akurat wolę jego agresorów, są po prostu seksowniejsi. Bierze mnie taka energia i po to oglądam spektakl, żeby móc się jarać, bo to przecież tylko fikcja, nie?

To, w czym jego dramaty są wewnętrznie spójne, to sposób podania, zwany również formą (por. jak wyżej). Dowcipna, punchline’owa, paradoksalna. Składnia przestawna, ornamentacyjna i nie przypuszczałeś, że polski aż tak potrafi. Kwestia następna dość często nie odpowiada na kwestię poprzednią. Aktorzy nie grają ludzi, tylko pewne typy ludzi. Zazwyczaj jest smutny koniec.

Paweł Demirski zaczął się, jak wielu w tym towarzystwie, jako protégé Macieja Nowaka i nie mówię tego w tonie sensacji, tylko po prostu #takbyło. I bardzo dobrze, że się znalazł taki, który potrafił docenić i się zainteresować. Demirski się udał Maciejowi Nowakowi. Wyrósł ponad bycie szeregowym młodym twórcą, okazał się naprawdę utalentowany, a nie tak jak Michał Kmiecik. W wieku 23 lat dostał powołanie na kierownika literackiego w Teatrze Wybrzeże. Dość szybko poznał Monikę Strzępkę, która wydała mu się głośną „c”, a on jej smutnym „ch” (krótko mówiąc: miłość), przeemigrował na południe, do Wałbrzycha i Wrocławia, and the rest is history. Główne przełomy jego kariery, niczym zakręty Dunajca: Był sobie Andrzej Andrzej Andrzej i Andrzej (spektakl o Wajdzie, wygrali Boską Komedię), W imię Jakuba S. (debiut warszawsko-krakowski, plon wygranej Boskiej), Tęczowa trybuna 2012 (hit i skandal na WST), Wszystko powiem Bogu! (drugi spektakl w Starym, hicior absolutny), serial Artyści (poszli w telewizję).

Mam aż cztery ulubione jego dramaty: Tęczowa trybuna 2012 (za pojazd po Warliku i monolog Majnicza), Bitwa Warszawska 1920 (za monolog Anny Radwan), O dobru (za wszystko) i Dario Fo przesłał instrukcje. Zdanie z tego ostatniego jest moim motto na życie: „Jeżeli wydaje ci się, że przegiąłeś, to się mylisz, to dopiero początek przeginania”.

Paweł Demirski pisze „pod” aktorów i pisze na próbach, co najczęściej oznacza przepis na katastrofę, bo najczęściej się kończy, jak u Gombrowicza, kupą, tylko każdy aktor ci powie: „Ale Paweł to geniusz”. Tak mówią, a pewnie dlatego, że im pisarz daje błyszczeć. Kwerenda terenowa wskazuje, że nie cenią go teatromani z poprzednich pokoleń.

Jego konikiem są monologi, które pisze długie i bezwstydnie dramatyczne. Są to wielkie popisy wymowy i formy – i wyjdzie albo nie, ale trzeba spróbować, trzeba iść na żywioł, bo na chłodno i na trzeźwo nikt by tego nie napisał. Moim zdaniem warto, no bo co się stanie, jeżeli monolog skiśnie? Haters gonna hate – jak zawsze. Namawiałbym bohatera tego artykułu do zrobienia monodramu, a byłoby to wyzwanie, nie wyprztykać się w dziesiątej minucie. Nie wiem, kiedy to wciśnie w kalendarz, bo tymczasem robi: serial (o tym, o czym napisał Jakuba S., czyli o rabacji), spektakl (Sarah Kane, 4:48!), muzykę punkową (Czerwone Świnie).

Demirski lubi wędkarstwo i nie lubi telefonów, a wiem to tylko z dramatów, z uważnego ich słuchania. Natomiast tego, co zaraz powiem, niby nie wiem, lecz „się patrzę i miarkuję” (por. Wesele): pisarz Demirski to udręczona dusza, grubo przywalona brzemieniem sumienia. Jego bohaterowie non stop dialogują ze swoimi superego, cierpią na zagwozdki moralne, obowiązki polityczne, potrzebę poglądów, prawie jak Bernanosa! Nazwałbym to nurtem Sarah Kane w twórczości Demira („To ja zagazowałam Żydów! To ja spuściłam bomby na Arabów!”), dla którego przeciwwagą jest nurt Daria Fo, nurt jarmarczny i jajcarski.

Bohaterowie tych dramatów cierpią na etos lewicy. Najogólniej mówiąc: chcą dobrze albo chcieliby. Tylko co to znaczy „dobrze”? Poprzeczka się wciąż podnosi, a standardy się śrubują. Lewica zdaje się popadła w hiperpoprawność polityczną i temu popadnięciu Demirski poświęcił swój dramat Ciemności. Wziął i wyśmiał swoich. Artysta lewicowy – i samokrytyczny. W jego tekstach „roszczeniowy” to nie jest słowo obelga, bo lewica to lifestyle, gdzie twoje roszczenia są twoim zasranym prawem, a czyimś psim obowiązkiem.

Demirski jest autorem częściej granym niż czytanym, ale ma trzy książki w katalogach bibliotecznych: Wałęsa, Śmierć podatnika, Parafrazy. Plus po „Dialogach”, po programach do spektakli, po tomach zbiorowych, jak to z dramatopisarstwem. Słyszałem, że ktoś coś chce mu wydać.

W dramatach Demira jest problem z finałem, tak zwane „trzy zakończenia”. Czasem obiektywny problem, bo pieniądze gdzieś przepadły. Z tego powodu serial teatralny Klątwa, podtytuł Odcinki z czasu beznadziei, dobiegł końca w trzecim, nie w czwartym odcinku – wybuchem pustego śmiechu.

Dziękuję za uwagę, jeśli chodzi o dramaty, bo tymczasem ruszył sezon. Kiedyś wrócę do tematu, może zimą, kiedy „taki mamy klimat” i na przykład pociąg przymarznie do torów. Napisałoby się jeszcze o Myśliwskim (Requiem dla gospodyni), Masłowskiej (dwa dramaty zebrane) i Michale Buszewiczu (dla jaj). Jak również tryptyk Pałyga – Pakuła – Paczocha, żeby nareszcie zacząć ich rozróżniać.

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!