pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
O „Matce Joannie od Aniołów” Jarosława Iwaszkiewicza w reżyserii Jana Klaty pisze
2019-12-08 23:59:00
Destroix
Dirty Joana
„Matka Joanna od Aniołów”
tekst Jarosław Iwaszkiewicz; reżyseria Jan Klata
„Matka Joanna od Aniołów”
Nowy Teatr w Warszawie
Czyta się 5 minut

Spektakl o religii, a recenzja o spektaklu, więc też o religii, to może najpierw odhaczmy standardowe słowa klucze, numery obowiązkowe w jeździe figurowej po Kościele katolickim. No bo skoro Kościół, to wiadomo: pedofilia, bioetyka, Marek Jędraszewski. Samo wyskakuje jak podpowiedź w Google’u. Właśnie tymi tematami się dziś nie zajmiemy. Powiem jak dowolny reżyser artysta: to mnie nie interesuje. Recenzja niniejszym zamiata pod dywan i utrzymuje, że Kościół powszechny, oprócz poważnych problemów, może mieć też niepoważne. Kościół jest w kryzysie nie tylko etycznym: ma też estetyczny kryzys.

Jakie są opcje w sztuce religijnej? Jest opcja „laurka”, kiedy ktoś ma dobrą wolę, po prostu chce dobrze i rozumie to najprościej, jak tylko możliwe. Artyści tego rodzaju – fani Kościoła lub zleceniobiorcy – uprawiają najczęściej sztukę lukrowania, kadzenia, podlizywania. Neorokokoko. Z drugiej strony mamy dzieła ze złej woli wzięte, chcenie niedobrze, odpowiedź na chcenie dobrze: sztukę profanacji, też możliwie jak najprostszą, por. np. Klątwa. Oba nurty twórczości okołokościelnej, antyklerykalny i proklerykalny, nie są aż tak różne, jak myślą o sobie. Różnią się zwrotem, ale nie kierunkiem, por. zeszyt z fizyki. Są to, prościej mówiąc, dwa sposoby na to samo, dwie metody robienia parodii – pytanie tylko, czy na słodko, czy na ostro.

Jana Klatę religia, jak sądzę, obchodzi, bo wie o niej dużo, „ma wiedzę” w temacie i nie waha się jej użyć. Jego Matka Joanna od Aniołów, czym jest, o tym zaraz, ale najpierw ustalmy, że nie jest parodią. Dla obu obozów może być to szokiem, bośmy nie przywykli, żeby ktoś w tym kraju sakrotematy podjął na poważnie. Nie zdziwcie się zatem, gdyby dyskusja o przedstawieniu Nowego Teatru sprowadziła się głównie do dociekań statystycznych: ile w nim procent prawicy, a ile Szatana.

Na te niełatwe pytania nie znajduję odpowiedzi, a co wiem natomiast to, że mi się to PODOBA, to – Matka Joanna. I opowiadanie, i przedstawienie. Kościół dużo by skorzystał, gdyby jego specjalistami od wizerunku byli artyści rzędu J. Iwaszkiewicza i J. Klaty. Byłby atrakcyjny, a jeśli dziś taki bywa, to tylko wysiłkiem dawnych budowniczych, sprzed ery kościołów udających kury. Kiedyś tak bywało, że Kościół najmował potężne talenty.

Matka Joanna w reżyserii Klaty jest ślicznym showcase mrocznej strony duchowości. Niedługim, nieprzegadanym oraz niebanalnym. Katolicyzm tak zrobiony jest oto seksowny: o coś w nim w ogóle chodzi, jest w nim jakiś dramat oprócz medialnego. Spektakl żre, mówiąc po dawnemu: wciąga. Za kurtyną masz następną, a za nią następną, na mnie takie proste triki niezmiennie działają.

Pierwsze postdyrektorskie przedstawienie Klaty, które akceptuję od pierwszego wejrzenia. Co tu jest do nieakceptowania? Boskie, tak bardzo. Klata się wyzwolił od demonów niedawnej przeszłości – albo właśnie się wyzwala, robiąc im egzorcyzm, czyli wypędzenie.

Nie wiem, co było pierwsze: egzorcyzm czy teatr. Może egzorcyzmy zawsze były spektaklami? Może egzorcyzm jest po prostu przedstawieniem, najciekawszym wśród nabożeństw, pośrednim dowodem na istnienie Boga, skoro Szatan jest i mówi? Tak było u Iwaszkiewicza, u Huxleya i pewnie w rzeczywistości, bo historia panien urszulanek nie wzięła się znikąd, są na jej temat dzieła naukowe, np. rozdział o księdzu Surinie w Świadomości religijnej i więzi kościelnej Leszka Kołakowskiego. To nie jest przypadek, że mamy takie wzmożenie w ruchu egzorcystów w Polsce. Ciemna strona wiary, wiara jako walka i jako przygoda to jest samo mięcho wiary, namacalny wymiar. W dzisiejszych czasach modlitwy o uwolnienie rzadko bywają publiczne, zaraz by ktoś wyjął phone’a i zaczął nagrywać, a byłoby to naruszenie nietykalności danych osobowych, a nawet drażliwych.

Widziałem po aktorach radość, że wreszcie mogą coś zagrać, że wreszcie nie muszą grać tak, jakby nie grali. Mogą nas czarować słowem, ruchem i mają do tego niezłe tło i ubiór. Bielenia nie poszedł w śmieszki, Gorol poszła, kiedy miała, ale przerazić również potrafiła. Bardzo mi się podobało opętanie z podwieszaniem, inspirowane teledyskiem Miley Cyrus do Wrecking Ball, oraz rolowanie matki po grzbietach siostrzyczek, inspirowane choreo hot dogów w Żabce. W ogóle fakt, że dużo tańczono („chrześcijanin tańczy”), powodował, że mniej rozmawiano, dobrze to wycyrklowali, proporcja tańca do słowa mniej więcej jeden do jeden.

Jacek Poniedziałek jako przedstawiciel chasydyzmu ekstatycznego, czyli również tańczącego, wypadł bardzo elegancko. Kalarus i Nasierowski jako księża hierarchowie w dragu byli składnikiem komicznym. Towarzyszył im chór kobiet.

Jest to czystej wody SPEKTAKL: dzieło wybitnie wyglądające, do oglądania. Bardzo trzeba je OBEJRZEĆ. Reżyser, zamiast wybierać pomiędzy żoną a stylistą personalnym, postanowił mieć dwa ciastka i zrobił przeciwpłciowo: ona do elektryki, a Mirek do prasowania.

Dzieło ma mocną paletę, dominują trzy kolory, jak w nazwie salonu meblarskiego: black, red, white. Szatan jest klasycznie biały, ale nie powiem, kto go mianowicie zagrał, bo to byłby spojler. Jeden element przechwycono z Klątwy: krzyż jako broń palną. Tabernakulum jako lupa to jest rozwiązanie chyba oryginalne, a podłoga jako sufit (sklepienie kościoła) również. Główną częścią scenografii są ogromne schody, ograne na każdy sposób, tak jak kiedyś się robiło. Dekor pnie się w górę, rozpycha na boki.

Po tym wystawieniu Matki Joanny od Aniołów zrozumiałem wreszcie, że ta historia to jest przecież melodramat, klasyczna opowieść o miłości niemożliwej z elementami sakro oraz bondage. Coś jak Tristan i Izolda lub Heloiza i Abelard. Takich opowieści pragnę: wielkich, mitycznych oraz erotycznych.

Nie było niemożliwe, żeby w ścieżce dźwiękowej pojawiła się piosenka Gimme Hope Jo’anna Eddy’ego Granta albo cała płyta Lady Gagi pt. Joanne. Słyszałbym tam nawet Dirty Dianę Michaela Jacksona, gdy ją przerobić na Dirty Joanę.

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!