pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

 

Halo, tu "Przekrój", Twoja lektura na jesienne dni, a w niej wszystko: od literatury po rozrywkę. Przesyłki na terenie Polski są (nadal!) darmowe, więc nie zwlekaj dłużej!

Kup numer jesienny

Jesienią działaj z głową. Jesienny numer kwartalnika możesz zamówić z dostawą do domu i w zestawie z zeszytem krzyżówek. Przesyłki na terenie Polski są (nadal!) darmowe.

Kup numer jesienny z krzyżówkami
Przekrój
Egzorcyzmy to obok wykroczeń na tle seksualnym najpopularniejszy temat z działu „Religia / Duchowość”. ...
2020-09-21 00:00:00
Destroix
Czarna Joanna
„Matka Joanna od Aniołów”
tekst Jarosław Iwaszkiewicz; reżyseria Wojciech Faruga
„Matka Joanna od Aniołów”
Teatr Narodowy w Warszawie
Czyta się 7 minut

„Matka Joanna” samotrzeć

Doszło wreszcie do premiery tej trzeciej Matki Joanny od Aniołów – po inscenizacji Klaty i po wersji z Powszechnego. Mieli ruszyć z koksem w marcu… Iwaszkiewiczowskiej „trylogii warszawskiej” dłużej zatem zeszło, żeby się domknęła, ale warto było czekać. Każda kolejna wersja inna od poprzednich, a jedna tak bardzo, że aż tytuł jej zabrano (Diabły w reżyserii Błońskiej). Możemy powiedzieć o Matce Joannie i postaci tytułowej, że „jest jej wiele”.

Pierwsze, co się rzuca w oczy, to, że spektakl jest porządny i rzetelnie wykonany. Może to zasługa sceny narodowej, a może czegoś innego? Trudno dziękować zarazie, że się pojawiła, ale na pewno dała wszystkim lekcję i artyści zobaczyli, jak niewiele trzeba, żeby przedstawień nie było. Trudniej teraz podejść do rzemiosła scenicznego na sposób lekceważący. Może przedstawienie miało być klasyczne już przed epidemią? Od dwóch lat prorokowałem, że koniec z postdramatyzmem, bo pragniemy wreszcie teatru fabuły, aktora i widza, a nie dramaturga, choreografa i teatrologa. Tak się w końcu dzieje, że reżyserzy dotąd „artystyczni” robią ukłon przed publiką. Po wstrząsie, jakim był lockdown, już nie mogło być tak samo i z radością stwierdzam: nie jest.

Hasło dobrej roboty

Wojciech Faruga, reżyser spektaklu, lubił jak dotąd zaszaleć z efektem. Nigdy nie zapomnę jego Antoniusza i Kleopatry z Łodzi, tej bitwy pod Akcjum z palącą się i śmierdzącą potem cały wieczór naftą, tych bieda-przekroczeń, tych pożyczek od Mariny Abramović. Nie zapomnę traumy pt. W środku słońca gromadzi się popiół, choć w Starym Teatrze ze „trzy razy” to zagrali. Tymczasem artysta dojrzał i pokazał warsztat.

Opracowanie tekstu można zaszczytnie nazwać adaptacją. Rozpoznajemy fabułę, postaci, a nawet dialogi, wyjęte z Iwaszkiewicza. Znamy, chętnie posłuchamy! Nie wyczuwam „ciał obcych” w scenariuszu, doklejek z innych autorów, ale to by trzeba przejrzeć na spokojnie i z wyszukiwarką. Matka Joanna w Teatrze Narodowym nie opowiada o bieżącej sytuacji społeczno-politycznej, bo to robi już Internet, lecz o tym samym, co opowiadanie, to znaczy o egzorcyzmach.

To, co w religii lubimy najbardziej

Egzorcyzmy to obok wykroczeń na tle seksualnym najpopularniejszy temat z działu „Religia / Duchowość”. Jeśli gdzieś widzimy cudowne rozmnożenie, to w szeregach egzorcystów, którzy funkcjonują jak niebezpieczne gatunki zwierząt w programach National Geographic: widz chce głównie o nich słuchać. Dobry egzorcysta musi być „psem Pana” (Domini canes, por. dominikanie), „żołnierzem chrystusowym” (milites Christi, por. Erazm z Rotterdamu), to znaczy prosty w obejściu, niesentymentalny i nie być sensatem, nie podniecać się swą pracą. W wypadku Matki Joanny dobrze by też było, gdyby był ponadto piękny i pociągający (nic poniżej Olivera Reeda w filmie Diabły, gdzie Joannę od Aniołów zagrała Vanessa Redgrave), bo chcemy rozumieć, co siostry w nim widzą i skąd opętanie. Egzorcyści Suryn i Garniec (w wersji pierwotnej, czyli francuskiej, odpowiednio Surin i Grandier) powinni stanowić idealne połączenie: powierzchowność boga, a maniery macho.

W Teatrze Narodowym tylko na początku popadają w obiegowy obraz demonizmu, ten z chrypieniem, rzężeniem, oczami w słup i rzucawką po posadzce. „Jakiś taniec śmierci, coś, o czym mówić nie wiadomo jak, ale można by o tym skamleć i dyszeć” (Michał Witkowski, Lubiewo). Całe szczęście nie zapominają, że w walce duchowej chodzi o inny rodzaj mroku, mrok bardziej z thrillera niż horroru, czyli groza powinna być całkiem logiczna, bez potworów ex machina. Faruga unika też pułapki zastawionej przez Frljicia. W tematyce religijnej wychodzimy z klątwy Klątwy, która na długo ustawiła głos w tej sprawie, jak gdyby istniały wyłącznie dwa wyjścia: kościółkowy kicz kontra profanacja antyklerykalna. Takie postawienie sprawy Klaty też nie zadowala i dzięki warszawskim Matkom Joannom mamy wreszcie porządny metakatolicki teatr, ujęty może od modnej, demonicznej strony, ale jakoś trzeba zacząć. Przypomnę, że Faruga jako pierwszy wystawiał w Powszechnym po hicie Frljicia – Mewę. Matka Joanna to jego pierwsze, jeśli się nie mylę, podejście do Narodowego. Jednocześnie reżyser ubiega się o rządzenie teatrem w Bydgoszczy.

Niełatwe zadanie: pokazać wypędzanie demonów inaczej niż w Egzorcyście. Można na przykład przez choreografię, jako seksualny bondage i jako przemoc fizyczną. U Klaty pętali demony węzłami, tu malują je na ciele. Jest też metoda na policzkowanie, dosłowna próba sił. W skrócie Państwu powiem, by wszystkiego nie wyjawiać, że pożywkę znajdą fani tematów klasztornych, miłośnicy Imienia róży, Wątpliwości z Meryl Streep, Diabłów z Loudun Aldousa Huxleya.

Back to black

Anna Wintour by zemdlała, jeśliby to zobaczyła: wszyscy od stóp do głów, od sufitu do podłogi na czarno! W „Vogue’u” by nie przeszło, ale teatr nie gazeta i trzeba im przyznać, że porządnie to wygląda – komunikatywnie. Temat Matki Joanny to CIEMNA strona mocy i twórcy słusznie się zasugerowali. W palecie zauważamy jeszcze tony cieliste z tej szerokości geograficznej (rąbanie drew topless i modlitwa bez habitu) oraz białe halki. Mamy więc czytelne znaki: na górze niebo, na dole piekło, ziemia in between. Zabójstwo się odbywa przez oblanie atramentem, bo nawet krew jest czarna w tym spektaklu! Płacze nią matka Joanna i czarną krwią wykrwawiają się parobkowie.

Czerń to klucz do zrozumienia Matki Joanny Farugi. Niby prosta alegoria – że oto widzimy zło – ale mieści dużo znaczeń. Czarny wydaje się najmocniejszym z kolorów, a jest tak naprawdę brakiem wszelkiej barwy. Tak jak zło w Matce Joannie jest wyłącznie brakiem dobra. „I to ksiądz dobrodziej przychodzi do biednego rebe, aby się spytać, co to są demony? Ksiądz nie wie? Nie nauczono księdza na świętej teologii? Nie wie ksiądz? Waha się ksiądz? To nie są może demony, to może tylko brak aniołów?”

Obsada z przyległościami

Księdza Bryma, proboszcza, gospodarza miejsca, gra Krzysztof Stelmaszyk, za którym tęskniłem, odkąd odszedł ze Studia. Trudno powiedzieć, że się go widziało w Letnikach, bo to spektakl słabo doświetlony. Edyta Olszówka w roli siostry Małgorzaty Akruczy (à Cruce, od Krzyża) wypada paradoksalnie: jako jedyna normalna w całym zgromadzeniu, choć bywa w gospodzie i pali na boku (a może właśnie dlatego „jedyna normalna”). Gwoździnią programu jest oczywiście Małgorzata Kożuchowska od postaci tytułowej, aktorka miło się kojarząca i telewizyjnie. Może dzięki temu, że ma taki image, jest w roli Joanny  tym demoniczniejsza. Partnerują jej Karol Pocheć (Suryn) i Adam Szczyszczaj (egzorcysta przyboczny), a ten drugi przy okazji śpiewa (por. jego piosenkę Esemes w duecie z Julią Marcell, dalej wisi na YouTubie, tyle zostało z dawnego Wrocławia). W opowiadaniu występuje jeszcze rabin, tutaj „zbiorowy”, o wielu twarzach, rozbity na całą obsadę, to znaczy wszyscy są rabinem niczym w jakiejś mrocznej wizji.

Aktorzy obywają się bez mikroportów, co dzisiaj zachwyca, chociaż nie powinno, bo opanowanie aparatu mowy jest dla artysty sceny jak przestankowanie dla pisarza. W Matce Joannie potrafią operować ciszą, pauzą, pustką – i więcej: zwykłością, czyli tym, czego tak nie znosi postać tytułowa, która już woli być potępiona, byle „coś się działo”.

Teatr Narodowy ma szczęście do kobiet jako bohaterek. Poprzednia udana premiera to była Hedda Gabler z Gorodecką w roli głównej. Teraz kroją się Trzy siostry w dyrektorskiej reżyserii i również wystąpi Wiktoria Gorodeckaja.

Przygotowali bardzo porządny program do spektaklu z kontekstowym esejem Radosława Romaniuka, biografa Iwaszkiewicza. Autor tekstu do programu wyjaśnia prozę Jarosława, a nie przedstawienie, które się robiło, gdy esej się pisał. Tak interpretuje główny plot twist w fabule Matki Joanny: „Szkopuł jednak w tym, że nie wiadomo, czy między ozdrowieniem zakonnicy a zapaścią jej duchowego lekarza zachodzi bezpośredni związek. W napisanym w 1942 roku innym historycznym opowiadaniu Iwaszkiewicza Bitwa na równinie Sedgemoor  także wszystko w końcu dzieje się po myśli bohaterki. Postać ta, podobnie jak Suryn, poświęca się, też przetrąca jej to życie, ale szczęśliwy koniec nadchodzi sam i jej starania okazują się bez znaczenia. Tak odczytywano oba opowiadania na konspiracyjnych wieczorach literackich – jako ostrzeżenie przed goryczą, jaką niesie czyn”.

Melo

Matka Joanna od Aniołów jest, jak wiadomo, klasycznym melodramatem o miłości niemożliwej, a w melodramatach występuje kombo: miłość nie dość, że niemożliwa, no to jeszcze nieszczęśliwa. Wiadomo również, jaki będzie finał. Matka Joanna Wojciecha Farugi to kameralny, czytelny, spójny i dobrze zrobiony spektakl. Sezon zaczął się naprawdę i mamy do czego wracać.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!