Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Jakub Popielecki

Casting na Amerykę

Casting na Amerykę
„Casting na JonBenet"
reż. Kitty Green
„Casting na JonBenet"
Netflix, 2017

Zaczyna się jak kawał: przychodzi aktor na casting, a tu dokument. Film Kitty Green to na pierwszy rzut oka reportażowa sztampa: klasyczny ciąg tzw. gadających głów. Przez ekran przelatują kolejne twarze, różni ludzie mówią coś do kamery, a ich osobiste kawałeczki prawdy mają na końcu zsumować się w jeden wielki, hmm, kawał Prawdy. Tyle że zamiast świadków albo chociaż znawców tematu do głosu dopuszczeni są… aktorzy: gapie, osoby postronne, dziesiąte wody po kisielu. Zamiast stawiać kropkę nad „i”, Casting na JonBenet pozostawia nas więc w obliczu ziejącej dziury wątpliwości. Kino dokumentalne przyzwyczaiło nas do wygodnej pigułki prawdy, do uspokajającego „tak było”. Ten film uspokoić nie chce.

Zaczyna się nie tylko jak kawał, ale i jak thriller: żądanie okupu, ciało, pierwsi podejrzani. Twórcy wzięli historię, która wydarzyła się naprawdę – choć brzmi jak rodem z filmu – po czym nakręcili na jej podstawie film z udziałem aktorów, który mimo to jest dokumentem. Wyszło coś pomiędzy Okruchami życia w środę o dwudziestej, Miasteczkiem Twin Peaks a portretem Ameryki jako kraju zrobionego z kina. Kraju, gdzie fikcja oraz rzeczywistość chyba próbują się prześcignąć i trudno powiedzieć, kto prowadzi. Inscenizacja wydarzeń, inaczej niż w filmach Errola Morrisa, słynnego dokumentalisty inscenizatora, jest tu nie tyle środkiem do celu, ile celem samym w sobie. Temat spektaklu? Sam spektakl.

Casting na JoBenet to bowiem film zarazem metakinowy i metaamerykański. Żeby przybliżyć tajemnicze okoliczności śmierci tytułowej dziewczynki, twórcy organizują przesłuchanie. Ogłaszają, że szukają odtwórców ról głównych postaci dramatu: ofiary, jej rodziców, prowadzących śledztwo policjantów, głównych podejrzanych. Ostatecznie to oni – aktorzy – opowiadają nam do kamery całą historię, tkając ją z zasłyszanych faktów, plotek, domysłów, uprzedzeń i stereotypów. Oni podsuwają też kolejne, mniej lub bardziej prawdopodobne, hipotezy rozwiązania zagadki: dziewczynę zabili ojciec, matka, brat, sąsiad pedofil, święty mikołaj… Już same pierwowzory bohaterów są jak z amerykańskiego obrazka: odnoszący sukcesy biznesmen z miasta Boulder, jego żona – była miss, idąca w jej ślady córka laleczka. Uczestnicy castingu to zaś istny amerykański barok: pochód eksmissek, drobnych przedsiębiorców i zawodowych mikołajów. Są też: seksedukator przybliżający kulisy S&M, były skazaniec, który postanowił zostać aktorem, oraz mężczyzna podobny zarówno do Jeffa Bridgesa, jak i Krisa Kristoffersona. Castingowa średnia rodem z Mam talent!, ale i próba statystyczna narodu.

Nie spieszmy się jednak z łatwymi wnioskami i uogólnieniami typu „Ameryka jest taka bądź śmaka”. Twórcy sprytnie usuwają nam grunt spod nóg, pokazują mechanizm narodzin klisz i uogólnień. A przy okazji odsłaniają kulisy tworzenia kinowych sensów. Przed naszymi oczami przewijają się kolejni ojcowie JonBenet, kolejne matki JonBenet, kolejne JonBenet, a każda nowa twarz niesie ze sobą nieco inny bagaż znaczeń. Patrząc, uświadamiamy sobie odwieczny dylemat, przed jakim staje reżyser: jak zmieniłby się film, gdyby zagrali w nim inni aktorzy? Który wątek wybrzmiałby inaczej, jak rozłożyłyby się sympatie widowni? Kolejne wersje obsady okazują się kolejnymi wersjami prawdy.

Pytanie tylko: po co ta cała szarada? Co mamy z tego, że grupa chętnych do wystąpienia przed kamerą osób pospekuluje sobie na temat zbrodni, o którą co najwyżej ledwie się otarły? A może należy odwrócić pytanie? Co mają z tego one same? Bo przecież nie chodzi tu jedynie o parcie na szkło, o próbę podpięcia się pod cudzą tragedię w pogoni za pięcioma minutami sławy. Niemal każdy z rozmówców reżyserki przyznaje, mniej lub bardziej wprost, że sprawa JonBenet dotknęła go osobiście, poruszyła w nim jakąś czułą strunę. Tytułowy casting nieoczekiwanie przyjmuje zatem formę terapii. To też bardzo po amerykańsku: trochę kozetka psychoanalityka, trochę konfesyjny talk-show, gdzie można rozprawić się z własnymi demonami w świetle jupiterów. Od snucia teorii spiskowych rozmówcy gładko przechodzą więc do zwierzeń, dzielenia się traumami. Wyliczankę: rak, przemoc domowa, śmierć bliskiej osoby, alkoholizm, choroba psychiczna, puentuje znamienne: „to jest Boulder, trzeba z tym żyć”. Równie dobrze mogłoby jednak być: „to jest Ameryka”. Względnie: „to jest życie”. Jakoś trzeba z nim żyć. 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!