Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Jan Błaszczak

Bohaterka naszych czasów

Bohaterka naszych czasów
„Invasion of Privacy”
Cardi B
„Invasion of Privacy”
Atlantic 2018

Czasy, kiedy fani hip-hopu spierali się o pierwszeństwo Wschodniego Wybrzeża nad Zachodnim są odległym wspomnieniem. Od lat na liście Billboardu liczą się jedynie raperzy i raperki z Południa. Ich styl podrabia się na całym świecie – także w Polsce, gdzie jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne repliki pochodzącego z Atlanty Migos. Większym zaskoczeniem jest dla mnie uległość zakochanej w sobie nowojorskiej sceny wobec tego wpływu. A dziś nie ma już wątpliwości, że w pogoni za sukcesem raperzy ze Wschodniego Wybrzeża zaczęli naśladować artystów z miast, których dekadę wcześniej nie potrafiliby wskazać na mapie. Nie ma jednak wyjścia – wszystkie największe hity nowojorskich raperów z ostatnich lat mają charakterystyczny południowy sznyt. Panda Desiignera brzmi jak utwór Future’a, a ubiegłoroczne Unforgettable French Montany nie odniosłoby zapewne takiego sukcesu bez udziału Swae Lee – znanego z duetu Rae Sremmurd, pochodzącego z Missisipi. Nie inaczej jest z Cardi B – chyba największą obecnie gwiazdą nowojorskiej sceny, której twórczość bazuje w równym stopniu na dokonaniach Nicki Minaj, jak wspomnianego Migos. Różnica polega na tym, że w przypadku autorki Invasion of Privacy wpisywanie się w ogólną prawidłowość ma drugorzędne znaczenie.

Cardi B jest jedyna w swoim rodzaju. Fakt, gra kontekstami, a jej kariera to kwintesencja uwielbianego przez PR-owców amerykańskiego snu, ale raperka wymyka się prostym klasyfikacjom i generalizacjom. Niektórym czytelnikom używanie w jej przypadku określenia „artystka” może przeszkadzać – w końcu mowa o celebrytce, gwieździe tabloidów i talk-show, relacjonującej w mediach społecznościowych każdy aspekt swojego życia. Z drugiej strony Cardi B to przecież bardzo sprawna raperka, mająca szczęście do producentów i łatwość do snucia historii w humorystyczny, błyskotliwy sposób. Oczywiście, dużo w tym wszystkim wulgarności, ale wersy takie jak: „pussy so good, I say my own name during sex” sprawiają też, że autorka Invasion of Privacy jest właśnie kreowana na kolejną gwiazdę feminizmu.

Jest jeszcze coś –  sposób, w jaki Cardi B obchodzi się z mediami. Do historii telewizji przejdzie z pewnością wywiad, którego raperka udzieliła Jimmy’emu Fallonowi. Lapidarne odpowiedzi dzieliły w nim miejsce z niezidentyfikowanymi trelami i piskami, którymi gwiazda wieczoru komentowała wypowiedzi zdezorientowanego prowadzącego. Czysta abstrakcja? Niekoniecznie. Cardi B jest być może pierwszą tak spójną bohaterką nowych czasów. Już Nicki Minaj czy Lil Uzi Vert mieli w sobie coś z komiksowych postaci, łączących przemoc i seks z czystą, skierowaną do młodszego widza rozrywką. Cardi B idzie o krok dalej. Każda jej pojawienie się w mediach jest jak seans Kosmicznego meczu, gdzie kreskówka przebija się do rzeczywistego świata.

Cardi B wydaje się postacią z innej planety. Kobiecą odpowiedzią na Ziggy’ego Stardusta, która z jakichś powodów nie dzieli się tym, co słychać hen za Syriuszem, ale opowiada o trudnej przeszłości nowojorskiej ex-striptizerki i członkini gangu. Znam wielu artystów-nudziarzy, którzy w swoich piosenkach stawiają na niestworzone historie i skrajny eskapizm. U Cardi B ta autokreacja idzie w drugą stronę. Trudno przewidzieć, dokąd zabierze to nową gwiazdę nowojorskiego rapu, ale wejście ma naprawdę imponujące.

Data publikacji:

Jan Błaszczak

Rocznik 1987. Na co dzień pracownik działu programowego Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego. Współpracuje z „Przekrojem” i „Tygodnikiem Powszechnym”. Autor książki „The Dom. Nowojorska bohema na polskim Lower East Side”, która ukazała się w 2018 r. w serii amerykańskiej Wydawnictwa Czarne. Publikował również na łamach m.in. „Polityki”, „Machiny”, „Wprost” i „Gazety Magnetofonowej”, a jako reporter współpracował z Programem II Polskiego Radia.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!