Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Destroix
Ale grafo
„Ajas maszyna”
tekst Sofokles / Michał Bajer, reżyseria Natalia Korczakowska
„Ajas maszyna”
Muzeum Powstania Warszawskiego

Robię antrakt w cyklu Lowe, w maczaniu aktorów w lukrze, bo nie po to jestem krytykiem, żeby wszystko lubić. Zresztą prawda jest też taka, że branża najchętniej czyta teksty niepochlebne. Do poczynienia mi zostały trzy wyznania lowe, na które poczekajcie, bo będzie między innymi do jedynego aktora, który przeżyje trzecią wojnę światową.

„Kapelusz jest z Turcji. Bo w tym sezonie wszystko będzie z Turcji” (Caterina Cavalieri w Amadeuszu Petera Shaffera).

A u nas w tym sezonie wszystko będzie z Grecji. Wierzcie mi, jak mówię. Niby wiadomość niełamiąca, nieurywająca, bo teatr w ogóle jest tak jakby z Grecji, ale nie zawsze jest stamtąd tak bardzo i tak dosłownie, jak będzie tym razem.

Kiedyś myślałem, że porządny krytyk nie może się bawić we wróżenie z fusów. Ale jakie tam wróżenie, kiedy wystarczy mózg kury, przepraszam: koguta, by nie tyle przewidzieć tendencje sezonu, ile normalnie je ZOBACZYĆ. Nie trzeba mieć dobrego zdania o poziomie umysłowym twórców teatralnych, wystarczy mieć różne, bardziej zgodne z prawdą. Tak więc odszczekuję, że się nie da wiedzieć z góry. Artyści są stadem i gdzie ich rzuci, tam właśnie polecą. A im bardziej wierzą w siebie, w swą niepowtarzalność, tym bardziej ich niepowtarzalność jest niedostrzegalna.

Tak więc wszystko będzie z Grecji. Jeszcze sezon się nie skończył, a nowy nie zaczął, a już Klata próbuje tekst Eurypidesa (Gdańsk we wrześniu, jadę), a Kleczewska Eurypidesa (Warszawa we wrześniu, może). Korczakowska, by się nie czuć gorsza czy że coś przed nią zatajono, wystawiła Sofoklesa, zanim to będzie modne (Warszawa w sierpniu, byłem). Tak pojęte nowatorstwo. Najmodniejsi aktorzy, najmodniejsze powstanie, najmodniejsze muzeum na temat tego powstania i chociaż krótka, jednak wielka kupa!

Natalia Korczakowska przygotowała premierę na rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, bo co roku ktoś to robi. W tym, co jej wyszło, widzę pewną diagnozę i pewną prognozę na temat teatru w Polsce.

Spektakl Ajas maszyna chciałby być w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego, ale nawet Garbaczewski już takich nie robi, poszedł w znormalnienie (Uczta Platona, więc jak widać – Grecja) albo w okulary 3D, a swoją premierę z okazji Powstania to już dawno temu zrobił. Dzieło Korczakowskiej jest multimedialnym, multitaskingowym i symultanicznym sosem tysiąca wysp. Wiecie, co jest najgorsze? Jak ktoś myśli sobie, że jest superhot i very modern, a robi coś takiego. Postdramatycznej szatkownicy zaznaliśmy na scenach polskich naprawdę już nadto, laicy i znawcy mają tego potąd, lecz artyści swoje, dalej uważają, że robią wrażenie.

Jackson Pollock to było malarstwo gestu, a Korczakowska to aktorstwo gestu, action acting, czyli „graj i się zobaczy”. Chodzi o sam wrzut aktora na scenę, o napacianie możliwie wszystkiego, o totalny proces. Ten spektakl nie jest wyreżyserowany, tylko jest machnięty. Trochę Garbaczewski, trochę Heiner Müller, trochę aktualności z działu polityka. Waliło chaosem jest tłuszczem w smażalni.

Podziwiam Temidę Stankiewicz z „Naszego Dziennika” i Sylwię Krasnodębską z „Gazety Polskiej Codziennie”, że się obraziły. Niby także nic nowego, bo one to mają w obowiązkach zawodowych, taka obrażalska krytyka teatru. Ale w tym wypadku trzeba było naprawdę DOBREJ woli, żeby MIEĆ PROBLEM. Ja się nie obrażam, bo niczego nie rozumiem! Po co robić problem, kiedy tu o nic nie chodzi. Sprytne ze strony artystki, że polała mętną wodę, którą jeśli ktoś potrzebuje, może uznać za znajdującą się na odpowiednim poziomie wysuczenia, a reszta może to spokojnie olać. Ale nie Temida, zawsze na dyżurze w kwestii obrazy uczuć artystycznych.

Macie tę przewagę, że już nie zobaczycie tego przedstawienia. Ono to dobrze wiedziało, kiedy powstawało. Wiedziało, że powstaje na te cztery razy, na cztery przebiegi, więc co mu zależy.

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!