Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
W przypadku Anny Radwan pierwsze, co się rzuca w oczy, rzuca się w uszy. GŁOS. Niekoniecznie idzie ...
2018-09-14 00:00:00
Destroix
Maciej Stroiński

Lowe: Anna Radwan

Lowe: Anna Radwan

W przypadku Anny Radwan pierwsze, co się rzuca w oczy, rzuca się w uszy. GŁOS. Niekoniecznie idzie mi o śpiewanie, mam na myśli monologi, nieważne, ile razy powiedziane, zawsze tak samo wbijające w fotel.

Na pomysł na Lowe, cykl o aktorach, wpadłem zimą, a była to zima również w sensie niedosłownym. W krakowskim Starym Teatrze ta niedosłowna, ale sroga pora roku zapadła już w maju 2017 r., po – wiecie – „konkursie”. Można ją streścić dwoma słowami: nic nowego. Nie powiemy, że nic się nie zaczęło, bo właśnie nic się zaczęło. Nie było nic nowego do oglądania i opisywania, tak więc pomyślałem, żeby opisać stare. Skoro dowódcy zawodzą, oddajmy honor mięsu armatniemu, które jest na łaskach wszystkich – i dyrekcji, i reżyserii, i P.T. widowni. Nie reżyser, nie dyrektor, nie zastępca dyrektora – nie oni się liczą, kiedy szmata idzie w górę!

Zima, o której myślę, była też całkiem realna, etymologicznie związana z przysłówkiem „zimno”. Pojedź jeden z drugim na początku stycznia na przykład do Wałka, zwanego Wałbrzychem, i trzymaj zgrabiałe kciuki, żeby warto było jechać. Bo krytyka teatralna to jest rosyjska ruletka, spektakl może być niedobry, nawet jeżeli został zrobiony przez twoich kolegów. Już wolałem siedzieć w domu i grzać się od środka wizjami przeszłości. W wałbrzyskim Andrzeju Strzępki–Demirskiego jedna z postaci wpada w tryb marzenia, że „chce grać w filmach, które już są nakręcone, bo wie, że są dobre”. Ja tak w związku z zimą miałem: oglądać tylko to, co już widziałem.

To był 1999 rok, program nazywał się Teatr Telewizji, pokazywali adaptację Joanny Chmielewskiej Randka z diabłem według Wszyscy jesteśmy podejrzani. Moja siostra i mój tata kochali Chmielewską, więc nie tylko obejrzeli, ale też nagrali. Dla młodszych czytelników dodam, że YouTube’a wtedy nie było i dzisiaj myślę, że dobrze, bo co się oglądało, to się oglądało porządnie. Z tego VHS-u według Joanny Chmielewskiej wryła mi się już na zawsze pani Anna Radwan w roli pani z biura. Tam wszyscy są z biura, pracują w pracowni, ale ona była z biura jakoś inaczej niż reszta.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

W przypadku Anny Radwan pierwsze, co się rzuca w oczy, rzuca się w uszy. GŁOS. Czysty, ciepły, wyrobiony głos. Słychać, że muzycznie ćwiczony, bo jego posiadaczka zawsze wydobywa ten dźwięk, tę wysokość dźwięku, która jest potrzebna. Niekoniecznie idzie mi o śpiewanie, o Operę mleczaną i songi u Strzępki. Mam na myśli monologi, nieważne, ile razy powiedziane, zawsze tak samo wbijające w fotel, bo podaje je ten sprawny, dobrze nastrojony instrument:

„znacie to uczucie że to już koniec naprawdę i krzyczysz komuś w plecy?/A ten ktoś idzie? I nie wraca już? Skończył się świat jaki się zna do tej pory?/Ja przecież nie raz wyobrażałam sobie przed zaśnięciem/że on nie żyje że zdycha gdzieś w wypadku samochodowym albo cicho we śnie/albo – no trudno – samobójstwo/a ja jestem smutna na jego ale piękna pogrzebie cała zapłakana żałują mnie wszyscy/[…] no to się udało wymarzyć/tylko że ja przed zaśnięciem marzyłam/że zacznę od nowa wszystko na nowo na lepsze/że jeszcze zacząć zdążę przed śmiercią tak jak bym chciała żeby mi życie wyglądało/że zacznie się nowy lepszy – jeszcze się odbijemy prawda?/Nie odbiję się już” (Paweł Demirski, Bitwa Warszawska 1920).

Sam monolog to jedno, ale ta cisza w teatrze, kiedy jest mówiony! Anna Radwan chyba nigdy nie grała monodramu, a może powinna, w tym fragmencie jest sama na ogromnej scenie i idzie jej bardziej niż wspaniale. Długo występowała w takim miłym krakowskim niezobowiązującym repertuarze, po którym sam byś nie powiedział, czy jesteś w Starym, czy może w Słowaku. Aż zagrała w Krumie (2005), reżyseria Warlikowski. Potem, rok później, w Trzech stygmatach Palmera Eldritcha, reżyseria Klata, jeszcze bardziej potem: Elektra w Orestei w tej samej reżyserii. W 2008 spotkała się w pracy z Pawłem Demirskim i została jego muzą, a on jest pisarzem.

Kompletnie rozumiem, co on w niej widzi, ale chyba nie umiem tego powiedzieć. Najlepiej umiem to oglądać. Bitwa Warszawska (2013), Wszystko powiem Bogu! (2014), Triumf woli (2016), trzy spektakle Strzępki w Starym, widziane parędziesiąt razy, pokazują kluczowy trik Anny Radwan, bez którego mogłaby być i tak piękna, i tak zdolna, jak jest, a nic by nie osiągnęła. Dyscyplina. Tam, gdzie się teraz znajduje w sensie artystycznym, doszła swoją ciężką pracą. Wiem po setkach wieczorów, że ta aktorka nigdy sobie nie odpuszcza, zawsze gra, jakby to był festiwal w Awinionie, mimo że jest wtorek, grudzień i w Krakowie. Jej znerwicowane postaci byłyby tylko kłębkiem nerwów i byłyby mniej boskie, gdyby ich nie grała ona.

W Płatonowie Czechowa i Bogomołowa gra po pierwsze spokojnego, po drugie – mężczyznę, po trzecie – z tytułu. „I wreszcie nie w domu” – tymi słowami wstępuje na scenę. Pomysł obsadowy świetny, bo Płatonow ma być osobą, na którą lecą wszyscy.

 

Data publikacji: