Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Julia Fiedorczuk

Przeciw okrucieństwu technokapitalizmu

Julia Fiedorczuk
Przeciw okrucieństwu technokapitalizmu

Pod koniec listopada zmarł Nicolas Roeg, twórca takich filmów, jak kultowy dreszczowiec Nie oglądaj się teraz (1973) czy enigmatyczny dramat science fiction Człowiek, który spadł na ziemię (1976) z Dawidem Bowiem w roli obcego przybywającego w nasze kosmiczne okolice z misją uratowania swojej umierającej z braku wody planety. Autor kontrowersyjnego Przedstawienia (1970), odważnie eksplorujący mroczne zakamarki ludzkiej duszy hollywoodzki outsider, był absolutnym mistrzem w budowaniu poetyckich, głęboko alegorycznych obrazów i to właśnie obrazy, a nie historie, nadają strukturę szczęśliwie wolnym od morałów filmom Roega, decydując o ich rytmie, nastroju i spójności. Jego spojrzenie jest odważne i przekorne, ale też zaskakująco empatyczne, co przynajmniej chwilami wytrąca nas, widzów, z bezpiecznej pozycji perwersyjnych podglądaczy i wrzuca w sam środek sytuacji.

Żeby powspominać Roega obejrzałam Walkabout (1971) i to właśnie o tym filmie, a ściślej, o jednej scenie, chciałabym napisać. Walkabout opowiada o przeżyciach dwójki białych dzieci w australijskiej dziczy. Tytuł nawiązuje do aborygeńskiego rytuału przejścia; chłopcy w wieku około 16 lat muszą oddalić się od rodziny i całej społeczności i przetrwać kilka miesięcy „w naturze”, śpiąc na ziemi i żywiąc się tym, co znajdą albo upolują. Bohaterowie Walkabout to nastoletnia dziewczyna (Jenny Agutter) i jej znacznie młodszy, może czteroletni brat (w tej roli syn Roega Luc). W pierwszych minutach filmu dzieci razem z ojcem jadą na piknik, atmosfera jest ciężka, słychać brzęczenie much i głosy z radia (dziewczyna będzie je miała przy sobie przez cały czas). Podczas rozkładania pikniku chłopiec biega wokół siostry, naśladując dźwięki wystrzałów („bang! bang! bang!”) i krzycząc: „You’re dead!” („Nie żyjesz!”). W pewnej chwili odpowiadają mu prawdziwe wystrzały, to ojciec wyszedł z samochodu i strzela do dzieci, chcąc je zabić albo tylko odpędzić, następnie podpala samochód i popełnia samobójstwo, dzieci uciekają.

Mali rozbitkowie błąkają się po pustyni, bezbronni, wydani na pastwę palącego słońca i potężnej przyrody. Grozi im śmierć z odwodnienia, ale właśnie wtedy spotykają młodego Aborygena (David Gulpilil). Nie mają wspólnego języka, jednak dziecku udaje się wyrazić sytuację – czyli pragnienie – za pomocą gestów. Aborygeński chłopiec pomaga dwójce białych zdobyć wodę i staje się ich przewodnikiem. Od tej pory cała trójka razem wędruje przez niebezpieczny, ale hipnotyzująco piękny świat, nie jest to jednak banalna opowieść o szlachetnym dzikusie czy powrocie do utraconego raju natury (choć oba toposy odgrywają w filmie istotną rolę). Dźwięki przyrody mieszają się z odgłosami radia, słychać urywki wiadomości, reklam, komentarzy. Aborygeński przewodnik poluje na zwierzęta, zabija, dzięki czemu mają co jeść. Między nim a dziewczyną pojawia się seksualne napięcie. W miarę jak ono narasta, oddzielający ich mur – języka, kultury, płci – także się umacnia i wreszcie najważniejszym i najbardziej bolesnym rodzajem inicjacji, jakiego doświadczają, jest inicjacja w samotność.

Scena, która najbardziej zapadła mi w pamięć, ma miejsce pod koniec filmu. Chłopak poluje na woła. Udaje mu się powalić go na ziemię, kiedy nadjeżdża samochód z dwójką białych myśliwych i prawie go potrąca. Biali zaczynają strzelać, siejąc popłoch wśród stworzeń. Ptaki podrywają się do lotu, co żywe, ucieka: gryzonie, gady, kangury. Padają kolejne woły, a chłopiec, znieruchomiały, obserwuje to szeroko otwartymi oczami. Scena trwa długo, a każdy strzał odbija się echem zwierzęcych odgłosów przerażenia, szamotaniną skrzydeł, tętentem kopyt. Jest to właśnie jeden z tych momentów, w których nie dajemy rady zachować obojętności obserwatorów, jesteśmy – a przynajmniej ja jestem – razem ze zwierzętami przerażeni hałasem i prawie nim zranieni. Zostaje uwidoczniona fundamentalna różnica między polującym chłopcem, który przy sporej dawce umiejętności, wysiłku i szczęścia może położyć jednego woła, a masowym, zmechanizowanym mordem prowadzącym do przerzedzenia całego stada. W następnej, onirycznej scenie chłopiec, w transie, leży na stercie bawolich kości (podobne sceny rozgrywają się w późniejszym o ponad dwie dekady Truposzu Jarmuscha, gdzie chodzi o masowy mord na bizonach). W Walkabout zabicie wołów rymuje się z wcześniejszą sceną szaleństwa ojca i „niewinnej” zabawy białego chłopca („You’re dead!”). Jednak w głowach widzów musi rymować się także z przemocą otaczającą ich w prawdziwym świecie: zapuszkowanym mięsem na półkach supermarketu, ofiarami wojen i strzelanin – według Amnesty USA w Stanach Zjednoczonych z powodu gun violence ginie rocznie 30 tys. osób!

Nie, nie ma „powrotu do natury”, a świat bez przemocy jest fikcją – zjadamy i będziemy zjedzeni. Ale Walkabout pokazuje, że jest realna różnica między nieuniknioną przemocą każdego życia a systemowym okrucieństwem technokapitalizmu: przeciwstawianie się temu drugiemu nie płynie z naiwnej tęsknoty za utraconym rajem, oznacza jedynie odmowę udziału w poszerzonym samobójstwie szalonego ojca. R. I. P., Nicolas Roeg!

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!