Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Dzisiaj już się tak nie przemyca treści między wierszami. Dziś można pisać swobodnie o tym, że ...
2017-09-20 17:00:00
Miłada Jędrysik

O pisaniu między wierszami

O pisaniu między wierszami

„A kim, na miłość boską, miałbym się czuć” – odpowiada zirytowany Stanisław Lem na pytanie rosyjskiego internauty, czy czuje się Polakiem. To jedna z ostatnich jego wypowiedzi przed śmiercią.

Tożsamość zawsze będzie sprawą najbardziej osobistą z osobistych. A przecież w świecie bez antysemityzmu, bez Zagłady, bez powojennych pogromów zapytanie Stanisława Lema o to, czy czuje się bardziej Polakiem, czy Żydem, byłoby najzupełniej naturalne. I pisarz być może nie miałby problemu z namysłem nad odpowiedzią, zamiast chowania się za oburzoną ripostą.

O swoim pochodzeniu nie mówił publicznie. W Wysokim Zamku, nostalgicznych wspomnieniach z dzieciństwa spędzonego we Lwowie, opisując swoją bliższą i dalszą rodzinę, „wyekstrahował” ją z etniczności. Nie wspomniał o tym, że mieszkali w dzielnicy żydowskiej, że w gimnazjum uczęszczał na lekcje religii mojżeszowej ani o tym, że jego ojciec aktywnie działał w gminie reformowanej.

O swoich okupacyjnych przeżyciach był w stanie rozmawiać praktycznie tylko z najbliższymi, a i to w drodze wyjątku. Gdy ktoś z przeprowadzających z nim wywiady rzeki próbował drążyć, natrafiał na barierę w postaci żony, Barbary Lem: „Staszek nie może po tym spać po nocach”.

Dzisiaj dzięki Agnieszce Gajewskiej (Zagłada i gwiazdy. Przeszłość w prozie Stanisława Lema) i Wojciechowi Orlińskiemu (Lem. Życie nie z tej ziemi) dowiedzieliśmy się, że okupacyjny los pisarza był straszny. Cudem przeżył pogrom w rodzinnym Lwowie, ukrywał się na aryjskich papierach, zginęli prawie wszyscy jego wujkowie, ciocie, kuzyni i kuzynki (rodzice przeżyli). Po tych lekturach wiemy też, że Zagłada – przeniesiona w kosmiczne odmęty, zakamuflowana w gwiezdnych wojnach – jest jednym z kluczowych tematów w twórczości Lema. Stąd jego nieuleczalny pesymizm co do przyszłości ludzkiego gatunku, stąd uporczywe powroty do przypadku jako najważniejszej siły sprawczej.

Ale nawet w realistycznym Szpitalu Przemienienia Zagłada też ukrywa się w kostiumie: jako eksterminacja pacjentów szpitala psychiatrycznego. W innym tomie z tej wczesnej, poświęconej wojnie trylogii Lema, główny bohater podczas lwowskich pogromów zostaje pomyłkowo wzięty za Żyda. Już nigdy pisarz nie posunął się tak daleko. 

I Orliński, i prof. Gajewska opowiadają, że zabierając się do pracy nad swoimi książkami, byli przekonani, że pisarz pochodził z rodziny bardzo dalece zasymilowanej i od pokoleń katolickiej.

„To wojna uświadomiła mi, że jestem Żydem” – pisał Lem. Jeśli zrozumieć to dosłownie, dochodzi się do takich wniosków, jak biografowie. Jeśli rozumieć to metaforycznie, też w zasadzie wszystko się zgadza.

Dzisiaj już się tak nie przemyca treści między wierszami. Nie trzeba też, jak Witold Gombrowicz w Dzienniku pisać ód na cześć młodych argentyńskich marynarzy, żeby potem mylić tropy, że to podziw platoniczny. Dziś publikuje się Gombrowiczowskiego Kronosa, gdzie autor skrupulatnie wylicza odbyte akty seksualne, z uwzględnieniem marynarzy. Można pisać swobodnie o tym, że jest się odmieńcem. A potem stawić czoła wylewowi nienawiści na internetowych forach, jednak z zachowaniem wszelkich proporcji w stosunku do traum, takich jak ta, która nie pozwoliła Stanisławowi Lemowi opowiadać wprost o swoich wojennych przejściach. Może zresztą była to jedyna forma, w której dało się o nich pisać – kostium i dawka humoru, która do dziś rozśmiesza do łez.

Tu nie ma żadnej dobrej puenty. Bo jak napisać, że dzięki temu wszystkiemu mamy Lema, wielkiego pisarza? Może to też był najzwyklejszy w świecie przypadek. 

Data publikacji:

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik

Redaktor wszechogarniająca kwartalnika „Przekrój” oraz www.przekroj.pl.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!