pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Chcielibyśmy – na tyle ile to możliwe – umilić Państwu ten trudny czas, dlatego w dniach 20 marca - 13 kwietnia udostępniamy wersję cyfrową wiosennego numeru bezpłatnie. Zapraszamy do czytania i słuchania audio z bieżącego numeru! Przeczytaj wiosenny numer

W związku z zamknięciem wielu punktów sprzedaży prasy, zapraszamy do kupienia papierowej wersji numeru wiosennego w cenie okładkowej, bez dodatkowych kosztów przesyłki. Kup wiosenny numer

Przekrój
"Nasza planeta" to być może pierwszy film przyrodniczy tak dobitnie pokazujący wywołane przez naszą ...
2019-10-07 23:59:00
uwaga na klimat
Julia Fiedorczuk

Ludzka przyroda

Ludzka przyroda

Czyta się 4 minuty

Pod koniec lata zaczęliśmy oglądać Naszą planetę Netfliksa. Mam swoje zastrzeżenia: denerwuje mnie snuta od pierwszych minut pierwszego odcinka narracja o „bajkowym raju”, który „czuwał nad naszą cywilizacją przez pokolenia”, bo to zwykły fałsz.

Więcej-niż-ludzka przyroda nie jest, nie była, nie będzie i wcale nie musi być rajem; co więcej, opowiadająca o utraconym raju judeochrześcijańska mitologia to element światopoglądu, który doprowadził do aktualnego kryzysu ekologicznego. Nikt też nad naszą cywilizacją nie „czuwał”, a już z pewnością nie Ziemia, której się przydarzyliśmy – my i wszystkie nasze „pokolenia”. Nie jesteśmy pępkiem wszechświata, czas to wreszcie zrozumieć – i dorosnąć.

Obrazy, którymi serial nas karmi, są tak piękne, że zapierają dech – a jednak właśnie dlatego wpisują się w kapitalistyczną poetykę spektaklu, opierającą się na założeniu, że warte zachowania jest to, co piękne i efektowne, ale już niekoniecznie to, co dla człowieka niewidoczne bądź człowiekowi niepotrzebne. Ta sama logika stoi za traktowaniem przyrody tak, jakby była ona towarem: dla przemysłu albo dla zmysłów (w świecie, w którym kapitalizm kontroluje emocje, nie ma już różnicy). Nie jest to moja wizja ekologii, ale nie chcę się czepiać, może do kogoś to akurat przemówi, zwłaszcza że Nasza planeta jednoznacznie i przystępnie pokazuje związki zachodzące pomiędzy rozmaitymi zjawiskami i procesami, co pomaga zdać sobie sprawę z realności kryzysu klimatycznego stanowiącego tak potężne wyzwanie dla naszej wyobraźni. Niezwykle wartościowa wydaje mi się jedna z wyjściowych konstatacji:

„Nigdy wcześniej zrozumienie, jak działa świat natury i jak możemy jej pomóc, nie było tak ważne.”

Pełna zgoda, Krystyno Czubówno.

Jest to też być może pierwszy film przyrodniczy tak dobitnie pokazujący wywołane przez naszą cywilizację cierpienie zwierząt – i właśnie o tym chcę dziś napisać, wychodząc od szczególnie drastycznej sceny pojawiającej się pod koniec drugiego odcinka. Znajdujemy się u północno-wschodnich wybrzeży Rosji, gdzie ponad 100 tys. morsów wypłynęło na jedną plażę – zrobiły to z desperacji, bo lód morski, będący ich naturalnym domem, przesunął się na północ i tylko tu, na tej plaży mogą odpocząć. Jest za mało miejsca: duże zwierzęta, na lądzie trochę niezgrabne, tłoczą się i tratują. Zupełnie jak wśród ludzi, tu i ówdzie wybucha panika, pojawia się wzajemna agresja. Trudno na to patrzeć. Myślę: „uchodźcy klimatyczni”, ale zaraz ganię się za to skojarzenie, bo to przecież antropomorfizm, a zwierzęta to nie ludzie, ludzie – nie zwierzęta.

Nad plażą, na której tłoczą się morsy, wznosi się stromy klif. Niektóre, zmęczone walką o skrawek miejsca, wspinają się na skały. Jest to potworny wysiłek dla ciał nieprzystosowanych do takiej wędrówki, więc męczą się i kaleczą. Znajdują wreszcie miejsce wypoczynku – ale prędzej czy później pojawia się głód. O ile wdrapanie się na klif było trudne, zejście dla większości okazuje się niemożliwe. Widzimy jak jeden po drugim zwierzęta tracą równowagę, spadają, obijają się o skały – i giną. Film pokazuje to bez znieczulenia: prawdziwą, niezagraną śmierć. Płaczemy. Nie tylko dlatego, że oglądanie tych scen strasznie boli – także dlatego, że pojawia się wątpliwość, czy powinniśmy je oglądać – i w jaki sposób? Filmowa narracja na przemian odwołuje się do antropomorfizmu (mówiąc o „utraconym domu”, „wybuchającej panice”) i unika skojarzenia z ludźmi, pilnie strzegąc granicy tam, gdzie jej przekroczenie naruszałoby tabu: a więc ginące na naszych oczach przerażone istoty to „osobniki”, nie osoby, a znalazły się na klifie, gdyż oddzieliły się od „masy” a nie, na przykład, od „tłumu”. Nie wiem, co jest słuszne: sama niejednokrotnie krytykowałam antropomorfizowanie przyrody, ale istnieje też drugie zjawisko, określane przez Fransa de Waala mianem „antropowyparcia” (anthropodenial) – czyli uporczywego zaprzeczania podobieństwom między ludźmi i zwierzętami w imię podtrzymania fikcji o ludzkiej wyjątkowości. Frans de Waal, autor znanych w Polsce książek (m.in. Bonobo i ateista. W poszukiwaniu humanizmu wśród naczelnych), zwraca uwagę, że zjawisko to jest szczególnie powszechne w nauce. W odniesieniu do niektórych naczelnych, przejawiających niepokojąco ludzkie zachowania, mówi się na przykład o „stykaniu ust” (lip contact), a nie – pocałunku, o „udźwięcznionym dyszeniu” (vocalized panting) zamiast, zwyczajnie, o śmiechu. Nauka nauczyła nas, że rzeczy często nie są tym, na co wyglądają, i ten sceptycyzm bywa niezbędnym narzędziem rozumu (przykładowo, mikroorganizmy istnieją, chociaż ich nie widzimy, mogą nam pomóc, mogą nas zabić). Być może jednak zdarzają się sytuacje, w których oświeceniowy sceptycyzm staje się wrogiem prawdziwego oświecenia – czyli głębokiej, empatycznej mądrości. To, co widać, bywa po prostu tym, co widać?

Zostawię Państwa z tym, co widać pod koniec drugiego odcinka Naszej planety, życząc co najmniej dyskomfortu – bo jeśli przyzwyczaimy się do takich obrazów tak, jak przyzwyczailiśmy się do wiadomości o tonących łodziach z uchodźcami, do tych paru w nieskończoność reprodukowanych zdjęć z Oświęcimia czy niekończącej się symulacji masakry w naszej obrazkowej kulturze, to po nas.

 

Data publikacji:

Julia Fiedorczuk

Julia Fiedorczuk

Poetka, pisarka, tłumaczka, wykładowczyni w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Ostatnio opublikowała zbiór opowiadań „Bliskie kraje" (2016) oraz tom „Psalmy” (2017), za który w 2018 r. otrzymała Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!