pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

 

Kup sobie letni spokój. Bez wychodzenia z domu i bez kosztów przesyłki na terenie całej Polski.

Kup numer letni

Numer letni (3/2020) dostępny jest także w pakiecie z numerem wiosennym (2/2020) za dodatkową złotówkę, bez dodatkowych kosztów wysyłki na terenie Polski.

Kup numer letni i wiosenny
Przekrój
Zaraza, nie zaraza – teatry póki co nas nie zawodzą i dają możliwość oglądania spektakli online ...
2020-06-19 10:00:00
Maciej Stroiński

Jest szczepionka

Jest szczepionka

Zaraza, nie zaraza – teatry póki co nas nie zawodzą i dają możliwość oglądania spektakli online w bezpiecznym zaciszu naszych mieszkań i domów. Serce i dusza rwą się już jednak ku szczęśliwszym czasom – bez maseczek i płynu do dezynfekcji, za to z możliwością kolektywnego obcowania ze sceną na żywo.

Czyta się 4 minuty

Cykl wydawniczy kwartalnika „Przekrój” ma tę miłą cechę, że jest długi, bo kwartalny. Za trzy miesiące wreszcie będzie spokój: nie będzie albo mnie, albo tej zarazy. To tak jak ze śmiercią u Epikura – swojej możesz nie zauważyć. Bardziej myślę o teatrach. Czy wrócą do grania, czy po przedwczesnym sezonie ogórkowym pojadą jeszcze na wczasy?

Najgorzej, jeśli zapragną, by dać artystyczny wyraz wiadomemu kryzysowi zdrowia publicznego. Koniec epidemii, wreszcie można do teatru, a tam co? Wirusy – żeby było „aktualnie”. Myślę, że widzowie o niczym innym nie marzą. Prosimy o sztuki niezwiązane z niczym, sztuki głupie i puste, ale piękne, a najlepiej dramaty sprzed „tego wszystkiego”.

NA PRZYKŁAD CZECHOWA, pisarza na lato i o lecie piszącego, z zawodu lekarza. U niego zawsze jest upał, popołudnie w lipcu i „nic po nas nie zostanie” (Płatonow). Wracam do Czechowa, bo „wszyscyśmy z niego”, a i jest ku temu dobra okazja – jeszcze w środku zimy ukazał się w nowym tłumaczeniu na polski (autorką przekładu jest Agnieszka Lubomira Piotrowska). Jego Dramaty wyszły w Officynie krótko przed „zamknięciem świata” i zostaną zarówno po zamknięciu, jak i po nowym otwarciu. Nie było nas, był on.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Czyta się to jak poradnik na czasy lekkie i ciężkie, rady na teraz i później: „Wiem, jak trzeba żyć. Kochany panie Iwanie, wiem wszystko. Człowiek powinien trudzić się, pracować w pocie czoła, kimkolwiek by był, w tym jednym jest sens i cel jego życia, jego szczęście, jego radość!” (Trzy siostry). Jeśli posłuchać pisarza, to najlepiej robić swoje, najzwyczajniej w świecie… Przeto lekarze robią swoje u Czechowa i chodzą zalani (Astrow, Czebutykin, Dorn), jak gdyby przedawkowali płyn do dezynfekcji lub odurzyli się własnym oddechem uwięzłym pod maską. Wszystkim wszystko jedno, a jeżeli komuś na czymś w ogóle zależy, to w upale ciężko myśleć i równie ciężko coś przedsięwziąć.

Utwory Czechowa przynoszą wielką ulgę w tym nieprzyjemnym czasie, bo gdzie wszyscy są przegrani, tam nie ma o co się szarpać. Wiemy, że umrzemy, a tymczasem jest lato, więc po co psuć nastrój? Tragedia rozgrywa się wyłącznie w tle i właś­nie ten background tworzy „czechowowską pauzę”. Czechow pracował w służbie zdrowia, więc i zarazę zwaną życiem miał na co dzień. Zrozumiałem, co to znaczy, na spacerze po cmentarzu „w samym środku tego piekła” (Paweł Demirski). Cmentarz w czasie epidemii to było najmilsze miejsce, miejscówka na pełnym luzie, bo tam wszyscy już nie żyli i nie mieli zdania o tym, co się wtedy działo. Trzeba jak u Freuda, innego lekarza z końca „pięknych czasów”, w tym lekarza duszy: rujnującą rozpacz zmienić w zwyczajne nieszczęście.

Przeciwieństwem – Gorki, którego zdaniem nic tak nie przewietrza duszy jak porządnie się przerazić: „Ludzie do wszystkiego się już przyzwyczaili, niczym ich nie nastraszysz, pożarami, niczym. Gdzie indziej zdarzają się powodzie, trzęsienia ziemi – a u nas nic! Nawet cholery nie było, jak cholera była wszędzie naokoło. Chciałby człowiek zobaczyć coś niezwykłego, strasznego. Strach jest dla duszy jak łaźnia dla ciała – samo zdrowie…” (Rosja, tłum. Małgorzata Buchalik).

Gdy to piszę i cytuję, nie jest wcale mi do śmiechu, chociaż właśnie przyszła wiosna, a głową już jestem w lecie, mojej ulubionej porze roku. Urodziłem się w środku lata, w piątek wieczorem, o 19.00, akurat na spektakl, akurat na weekend, kiedy się to jeszcze tak u nas nie nazywało. Łyso byłoby nie dożyć trzydziestych którychś urodzin.

Chyba że padnę ze śmiechu, to wtedy w porządku, na to akurat się zgadzam. Śmierć śmiechowa może się przydarzyć także na Czechowie, który od paru sezonów w Polsce jest odczytywany w kluczu niemelancholijnym. Przykładowo Wujaszka Wanię w reżyserii Iwana Wyrypajewa (Teatr Polski w Warszawie, idźcie koniecznie, kiedy znowu będzie można) grają szybko, żwawo, z werwą, jak gdyby był farsą. Jest nią w pewnym sensie – albo przynajmniej komedią, jak głosi podtytuł.

Ciekawe, że Czechow był lekarzem również wtedy, kiedy pisał. Jakości estetyczne dawkował jak leki: trochę smutku, trochę śmiechu, a nie zapomnijmy i o chwili ciszy. Dostarcza nam wrażeń tyle, ile ich potrzebujemy, by się uodpornić, czyli przeciwnie niż większość prasy. Czechow jest duchową, lecz jednak szczepionką!

Na tym chyba polegają kanon literacki i pisarze kanoniczni, że są odpowiedni na każdą okazję, nawet wyjątkową, nawet bez okazji. Czechow, którego od teraz czytamy na nowo, dodaje mi otuchy i jeśli otwierać budy zwane teatrami, to właśnie po to, by wystawiać jego sztuki.

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!