Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Siedzeniem bez ruchu można wywrócić świat. Zrobił to raz chudy staruszek otulony bawełną. I oby ...
2019-06-26 23:59:00
Paulina Wilk

Dziewczyny z warkoczami

Dziewczyny z warkoczami

Siedzeniem bez ruchu można wywrócić świat. Zrobił to raz chudy staruszek otulony bawełną. I oby zrobiły nam to znów subtelne nastolatki.

Czyta się 6 minut

Jeszcze jeden suchy, upalny dzień. Budzę się zmęczona, nieodświeżona nocnym chłodem. Żadnego chłodu przecież nie było. Wychodzę wcześnie z psem, który – zamiast iść przez zroszone trawy i zbierać na mordzie chłodne krople – przedziera się przez pożółkłe, sztywne badyle, kicha podrażniony pyłem i szuka ulgi w miejskiej fontannie. Dyszy, stojąc w pozieleniałej wodzie, tuż obok wyblakłego napisu „Zakaz wchodzenia do basenu”.

W tym sezonie zakaz nie obowiązuje, do basenu wchodzą wszyscy. Oprócz psów, także dzieci, a dorośli moczą nogi. Dwaj stróżujący tu ogrodnicy, zwykle surowi, teraz machają na nas ręką i kursują z konewką, próbując podtrzymać przy życiu kwiaty, które posadzili wiosną. Na trawniku, wysuszonym i wyłysiałym, walają się opakowania po lodach na patyku i plastikowe butelki po napojach chłodzących. Nikt nie sprząta, nikomu nie chce się w tym gorącu zrobić trzech kroków do śmietnika.

„Czy tak wygląda koniec świata?” – myślę, rozglądając się po własnym podwórku, które z zadbanego miejskiego ogrodu zmienia się w mały pejzaż pełzającej klimatycznej dystopii. Greta Thunberg poprawiłaby mnie – nie pełzającej, lecz galopującej. Ten katastroficzny film, w którym ja, mój pies i 7 mld ludzi gramy rolę szóstoplanową, toczy się nielinearnie. Akcja nie będzie się rozwijać stopniowo – wszystkie wskaźniki skaczą poza istniejące skale. Nikt nie wie, co będzie w następnej scenie. Że katastrofa – to pewne, ale jej skala, gwałtowność i ostrość są nie do wyobrażenia. Nic takiego się nam wcześniej nie zdarzyło.

Wiemy to, a żyjemy z grubsza jak dawniej. Jak to w kinie bywa, jakiś osamotniony superbohater na pierwszym planie próbuje powstrzymać zagładę. W tym czasie masy statystów, zobojętniałe i nieświadome, robią swoje. Karawana idzie dalej, ku przepaści, kupując trochę więcej wody w plastikowych baniakach i wielkie plastikowe wory lodu, instalując w domach klimatyzatory i chłodząc się w autach ze szczelnie zasuniętymi szybami. Wszystko to na swą, jeszcze szybszą, zgubę.

Jednego tylko Hollywood, Bollywood ani nigeryjskie Nollywood razem wzięte nie przewidziały. Że superbohaterami nie będą wysportowani mężczyźni w typie Toma Cruise’a, tylko wrażliwe nastoletnie dziewczyny ze starannie plecionymi warkoczami.

Superbohaterki – takie jak słynna już Szwedka Greta i jej polska naśladowczyni, 13-letnia Inga, która w piątek 13 czerwca usiadła pod naszym sejmem, by rozpocząć wakacyjny strajk klimatyczny – nie mają nadprzyrodzonych mocy. Żadnej broni wyciągniętej z arsenału Jamesa Bonda ani zaplecza łebskich informatyków działających na zlecenie agencji bezpieczeństwa. Mają tylko świadomość i wiedzę zaczerpniętą z raportów naukowych. Nie używają broni, stosują argumenty. Nie korzystają z dynamiki i siły, protestują w bezruchu i pokojowo. Ich dojrzałość i determinacja nie wywołują eksplozji. W kolejnych scenach tej opowieści nie będzie pojedynków, spektakularnych wybuchów, nie spodziewajmy się też happy endu. Realność nie jest rezerwuarem efektów specjalnych, to żmudny proces bez łatwych nagród. I domagające się prawa do życia oraz posiadania przyszłości dzieci dobrze o tym wiedzą.

To bardzo poruszająca i pełna symboliki scena – samotna nastolatka siedząca na chodniku. Pojedynczy młody człowiek trwający w obronie pochłoniętej autodestrukcją ludzkości. To także akt personalnej odwagi, opartej nie na złości, ale na nadziei i wierze. Że jeszcze zdążymy zaciągnąć hamulec.

Podziwiam Gretę i Ingę, choć żałuję, że musiały podjąć taką decyzję. W ich postawie nie ma niczego oczywistego ani łatwego, ale nie dostrzegam w niej rozpaczy bądź, jak dotąd, nadmiarowych gestów i słów. Lamenty, histerie, wzniosłe hasła – to domena niekompetentnych dorosłych, którzy zdezerterowali z pozycji odpowiedzialności i dalekowzroczności. Dzieci nie chodzą na barykady, gdy czują się bezpieczne i objęte opieką. Wtedy się bawią, uczą i marzą. Protest tych dziewczyn, a także liczone już w milionach międzynarodowe zgromadzenia ich rówieśników zatroskanych o skradzione im szanse życia w środowisku naturalnym, to miara porażki dorosłych. Czarne świadectwo dla kilku pokoleń znających doniesienia naukowe. Nikt nie może powiedzieć, że nie wiedział o tej wspólnie tworzonej katastrofie – wiemy od ponad pół wieku.

Wielu z nas podejmuje starania, chce i potrafi się zmienić. Żyję wśród ludzi, którzy piorą w orzechach, nie jedzą mięsa, nie latają, piją kranówkę, noszą ubrania z naturalnych tkanin, segregują śmieci, zakręcają krany, gdy myją zęby, i gaszą światło, wychodząc z łazienki, nie kupują papierowych książek, nie drukują faktur, uprawiają ogródki, kompostują, gotują obiady z resztek, jeżdżą do pracy rowerem, przekonują do zmiany stylu życia całe swoje rodziny i przyjaciół – robią właściwie wszystko, co w ich mocy, aby naprawić, cośmy zniszczyli. A mimo to czują niemoc. I dysproporcję swych wysiłków wobec jednej decyzji, dajmy na to, amerykańskiego prezydenta lub polskiego premiera, która wpycha świat na wsteczne tory i posyła ku bezprecedensowej zagładzie.

W takich okolicznościach nadzieja jest najwyższym dobrem. Za demonstrowanie właśnie tej siły – wiary, że stać nas na więcej i powinniśmy oczekiwać od możnych i wpływowych, by równali do tak wysoko zawieszonej poprzeczki – podziwiam dziewczyny z warkoczami.

Jednym z największych powodów do optymizmu, jaki płynie z młodzieżowego strajku klimatycznego, jest przestawienie środka ciężkości. Pokolenia dorosłych ukształtowały się w przekonaniu o autorytecie władzy, także tej złej i rozczarowującej. Słuchamy okłamujących nas liderów, bankierów, niekompetentnych lekarzy i nieprzyjaznych urzędników, wielu aktorów niedysponujących żadnymi faktycznymi zasobami poza pozycją, jaką uzyskali w procesach pozbawionych przejrzystości i kontroli społecznej.

Bunt młodych nie polega na wystawianiu środkowego palca, odwracaniu się tyłem do oficjalnego biegu spraw ani uciekaniu w nisze i bańki. On polega na bezpośredniej konfrontacji na otwartym placu. Ludzie niezwykle młodzi wykazują, że potrafią używać Internetu do błyskawicznego pozyskiwania wiedzy, umiejętności i samoorganizacji. Korzystają z niego nie tylko, by uciekać do wirtualności, roztapiać się w miłości własnej w mediach społecznościowych i tkwić w uzależnieniu od lajków, uśmieszków i serduszek. Jakaś część młodej generacji na całym, usieciowionym globie dokonała istotnego przekroczenia. Pozyskała wiedzę i umiejętności dawniej wymagające dekad, doświadczenia, a więc zarezerwowane dla starszych. Świat stanął na głowie, owszem, bo ustawił młodych na pozycjach liderów szybkich zmian i intensywnej, nieustającej adaptacji. Na tym polega edukacja – na codziennym przyswajaniu nowych treści i ich stosowaniu w coraz to bardziej nowatorskich rozwiązaniach.

Faceci w garniturach tego nie przewidzieli. Takiego „uderzenia z boku”, w dodatku dokonanego przez dziewczyny. Owo zaskoczenie i deficyt mądrości widać wyraźnie w różnych reakcjach przywódców na rozsądek, argumenty i spokój prezentowany przez protestujące nastolatki. Różni ministrowie i premierzy na świecie zdążyli powiedzieć dużo niemądrych rzeczy, na przykład takich, że Greta i jej koledzy powinni siedzieć w szkole. „Po co?” – pyta w odpowiedzi Greta. Bo czego może się nauczyć na przyszłość, jeśli ta nie zdąży nadejść?

Także Inga w pierwszych dniach swojego protestu otrzymała liczne ciosy, co ciekawe niemal wyłącznie ze strony dorosłych mężczyzn. Można próbować dyskredytować jej strajk na wiele sposobów: przez ośmieszenie, sugerowanie, że jest w decyzjach niesamodzielna, że liczy na fejm... Wszystkie te argumenty brzmią żałośnie i rozpaczliwie. Inga jest indywidualnym symbolem olbrzymiej rekonstrukcji obejmującej całe pokolenia oraz grupy wpływów. Aby zrozumieć, czym w istocie jest jej protest, trzeba światowych horyzontów oraz umysłowej dalekosiężności. Kto ich nie ma, atakuje.

W powojennym kulcie młodości doszło do próby zawłaszczenia witalności przez tych, którzy nie chcą się starzeć. Zamiast osiągania wraz z upływem czasu dojrzałości całe generacje wybrały młodzieżowe ciuchy, zdrowy lifestyle, zabiegi plastyczne i inne ucieczkowe szalupy. Wygląda na to, że dzieci są dziś jedynymi dorosłymi w pokoju. Może więc zajmijmy sobie właściwe miejsca – ustąpmy im i posłuchajmy uważnie, bo wyświechtane zdanie o tym, że dzieci są naszą nadzieją, nigdy nie zawierało w sobie tyle prawdy.

 

Data publikacji:

Paulina Wilk

Paulina Wilk

Redaktorka działu Kultura i społeczeństwo w kwartalniku „Przekrój”, pisarka i publicystka zajmująca się literaturą i problematyką rozwoju globalnego. Opublikowała m.in. „Lalki w ogniu” o Indiach współczesnych oraz „Pojutrze. O miastach przyszłości”, a także serię bajek o misiu Kazimierzu dla dzieci niezupełnie dorosłych. Współtworzy Fundację „Kultura nie boli”, centrum literackie Big Book Cafe oraz międzynarodowy festiwal czytelniczy Big Book Festival.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!