Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Julia Fiedorczuk

Dusza jak kompost

Julia Fiedorczuk
Dusza jak kompost

Każda rzecz ma swój czas, każda ma swoje mijanie. Wszystko, co żyje, stale się zmienia, rośnie, dojrzewa, obumiera; zamienia się w kompost, z którego wyrastają inne formy życia – „cóż za chemia!”, zachwycał się Walt Whitman w słynnym wierszu Ten kompost (This Compost), kontemplując przemianę żywego w martwe, martwego w żywe (zdrowego w chore, chorego w znowu zdrowe). Żyjemy na wielkim cmentarzu, każdy skrawek materii już po wielokroć umierał, przechodząc z jednej postaci życia w inną. I nasze aktualne ciała zamienią się w kompost, z którego z czasem wyłonią się inne formy istnienia, tak „zmartwychwstaniemy”, zanurzając się – znowu i znowu – w „życiu nie do pojęcia” w Utopii Wisławy Szymborskiej otaczającym pustą wyspę, „na której wszystko się wyjaśnia”.

Nadawanie formy to po grecku poiesis (od starogreckiego: ποίησις), z tego samego źródła wywodzi się słowo poezja. Kompost, jak pisze poetka i botaniczka Urszula Zajączkowska, „jest domem pracy twórczej cząstek elementarnych świata”. Rozkład i synteza to dwie strony tego samego medalu, dwa aspekty jednego procesu, jak wydech i wdech. Poezja ma sporo wspólnego z kompostem, co zauważył między innymi Gary Snyder, przyrównując umysł do kompostownika, gdzie nowe idee mieszają się z tym, co wycieka z ciemnego dna, gdzie stare przenika się z młodym, by doprowadzić do wykiełkowania nowej, żywej treści – na przykład myśli, na przykład wiersza.

Wzrost, dojrzewanie, uwiąd, rozkład – te procesy dotyczą także idei, metafor, opowieści, wszystkich tych zmiennych form, w które przyobleka się materia ducha: mądrość, intuicja. Przekwitają koncepcje, złote myśli tracą blask. Starzeją się książki, rozpadają mity. Kurczowe trzymanie się starych form pozostaje w sprzeczności z fundamentalnym prawem życia, w którym jedno tylko nie podlega zmianom: fakt, że wszystko się zmienia. A jednak nie dochodzi do całkowitego zerwania ciągłości, skoro budujemy zawsze tylko z dostępnych już materiałów. Nowe koncepcje, nowe historie, nowe wiersze powstają na bazie tego, co już pomyślane i wypowiedziane; wyobraźnia nie działa sama z siebie, w próżni, potrzebuje pożywienia, energii, jak wszystko, co rozwija się i rośnie.

Patrzę na stare, dawno niewidziane zdjęcie mojej matki i rozpoznaję wyraz twarzy – znam go przecież z lustra. Moje gesty naśladują gesty bliskich osób: nie wnikam, ile w tym genetyki, a ile nawyku. Podobno małżonkowie po długich latach wspólnego życia upodobniają się do siebie fizycznie. Pamięć, jak pajęczyna, łączy punkty w czasie. Skończyło się tegoroczne długie i gorące lato, jesień wkroczyła na scenę z impetem. Zachodzi słońce, czerwień wylewa się spod chmur. Staję w oknie, z którego przed laty moi rodzice oglądali zachody tego samego słońca, jestem i nie jestem dziewczynką, która ich wtedy widziała. Wyobrażamy sobie, że „ja” to odrębny i kompletny byt, ale w istocie jest tylko formą, którą chwilowo przyjmuje złożona sieć powiązań: „ja to ktoś inny”, jak pisał Rimbaud. To, co zapamiętane, i to, co zapomniane, to, co zachowane, i to, co wyrzucone, stare listy, „odpady zmieszane”, tembr głosu, krój sukienki, to wszystko składa się na tę chwilę, tę „mnie”. To, co „na wierzchu”, i to, co ukryte, świadome i nieświadome, jawa i sen mieszają się bez przerwy, dostarczając pokarmu kolejnym chwilom ludzkiego życia, kolejnym epizodom opowieści, którą sobie snujemy, bo inaczej się nie da, bo tylko w ten sposób – tworząc formy, komponując – można próbować pogodzić nieuchronność zmiany z pragnieniem, żeby coś – kogoś – zachować.

Ale być może „pogodzić” się nie da i pozostaje tylko żyć (dojrzewać, kwitnąć, więdnąć, ulegać rozpadowi) w upartym paradoksie, tak pięknie wyrażonym w Wierszu o dwóch zakończeniach Jane Hirshfield:

[…] Śmierć jest żarłoczna, połyka wszystko co żywe.
Życie jest żarłoczne, połyka wszystko co martwe.
Żadne się nie nasyci, żadne nie napełni,
każde połyka i połyka świat.

Uścisk życia jest równie silny jak uścisk śmierci.

(a nieodżałowani ukochani, gdzież oni?)

 

(tłum. Agata Hołobut)

Data publikacji:

Julia Fiedorczuk

Julia Fiedorczuk

Poetka, pisarka, tłumaczka, wykładowczyni w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Ostatnio opublikowała zbiór opowiadań „Bliskie kraje" (2016).

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!