Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Czasem koniec świata – rozumiany jako jego najciemniejszy i najpodlejszy zakątek – znajduje się ...
2018-06-21 17:00:00
Paulina Wilk

Depesza z (bliższego) krańca świata

Depesza z (bliższego) krańca świata

Czasem koniec świata – rozumiany jako jego najciemniejszy i najpodlejszy zakątek – znajduje się bliżej, niż sądzimy.

Na przykład we Włoszech, w miejscowości Piacenza na północy kraju. Symboliczny upadek objawił się w słoneczny majowy dzień, na niewielkiej stacji kolejowej, gdy kanadyjska turystka – kilkanaście minut wcześniej potrącona przez pociąg – wiła się z bólu, leżąc na torach. Pomocy udzielali jej właśnie sanitariusze (nie udało im się uratować jej nogi, została później amputowana). Na peronie obok przystanął młody mężczyzna ubrany w schludną biel – od sportowych butów i skarpet przez krótkie spodenki po T-shirt. Wyjął z kieszeni telefon, wysunął dwa pale w znak „Victorii“ i cyknął sobie seflie z potrąconą.

Powtórzmy: przystanął kilka metrów od ofiary wypadku i zrobił sobie zdjęcie z jej cierpieniem. Po czym natychmiast ten kadr opublikował.

Skąd o tym wiemy? Schludny amator autoportretów miał pecha – gdy on pstrykał sam siebie, jemu zdjęcie zrobił dziennikarz lokalnej gazety, a następnie opisał zajście na jej łamach. W kraju zawrzało. Zniesmaczeni i oburzeni Włosi przekrzykiwali się, obwieszczając nadejście ery barbarzyństwa i upadek wszelkiej etyki. Policja nie mogła wiele zrobić. Mężczyzna nie popełnił żadnego wykroczenia ani przestępstwa. Kazano mu tylko usunąć zdjęcie z Internetu. Na szczęście, bo jego selfie szybko obiegłoby świat i autor zapewne poczułby na sobie gniew ludu.

Nie da się ukryć, zaliczyliśmy kolejny wymiar transformacji życia społecznego z wykorzystaniem urządzeń mobilnych.

Bezmyślność „selfiaków“ – tych z ustami w dzióbek układanymi po stokroć, zanim uda się je dostatecznie wydąć; tych z filtrami, wyostrzeniami i cieniowaniem skutecznie odrealniającymi i osładzającymi najbardziej nawet prozaiczne sceny z codzienności – tylko z pozoru jest niewinna. Powoduje głębokie zmiany, jest objawem galopującego narcyzmu i spadającego zainteresowania światem wykraczającym poza wąski kadr narzucany przez aplikacje i ekrany smartfonów. Życie to za mało. Im więcej czasu poświęcamy, „scrollując“ instagramowe galerie, tym większą część niby-istnienia spędzamy w upozowanym i fragmentarycznym krajobrazie, w dobrze przystrzyżonym, sprawnie wymodelowanym fałszu.

Epizod z Piacenzy uświadamia, jak dużo i szybko się zmienia. Kilka lat temu za szczyt społecznościowego barbarzyństwa uznawaliśmy robienie zdjęć wypadkom samochodowym i nagrobkom na 1 listopada, dziś to już beznamiętna norma. Teraz elektryzuje włoski autportret z ofiarą. Co w kolejnym sezonie – Instastory ze zbliżeniem na otwarte złamanie? Livestream z porodu w autobusie? Fotorelacja z pogrzebu cioci? Ależ na pewno ktoś gdzieś już tego dokonał!
W 2002 r. udokumentowano pierwsze użycie terminu selfie (posłużył się nim pewien Australijczyk, pokazując znajomym swą rozbitą wargę), a teraz każdego dnia w mediach społecznościowych pojawia się co najmniej 2,5 mln autoportretów, choć ta liczba wydaje się niedoszacowana. Podało ją Museum of Selfies – tak, taka instytucja istnieje. Powstała w Los Angeles, stolicy próżności. Jej twórcy udowadniają, iż selfie to najmłodszy przedstawiciel w liczącej 40 tys. lat artystycznej rodzinie autoportretów znanych już społecznościom jaskiniowym. A więc podważają twierdzenie Paris Hilton, iż to ona „wynalazła“ selfie.
Przyszłość selfie wydaje się jasna – w roku 2012 było ono jednym z najczęściej pojawiających się słów na świecie, a obecnie w użyciu na globie jest już 11 mld smartfonów (o 4 mld więcej niż ludzi) z aparatami fotograficznymi.

Symbolicznie i obrazowo rzecz ujmując – nie trzeba nawet odwracać się tyłem do świata, żeby przestać go dostrzegać. Przestaje nas interesować, jak widzą nas inni, jedyną obowiązującą narracją jest autopromocja, samodzielnie retuszowana i montowana. Świat jest zawsze w drugim planie, o ile wpuścimy go w kadr. Coraz więcej osób trwa w ułudzie o absolutnej kontroli swego wizerunku, a także w pogłębiającym się lęku przed tym, że ktoś pozna nieretuszowaną prawdę. Selfie to sztuka prymitywna, ludowa i infantylna – wyrastająca z gorączki nastolatków, że cały świat na nich patrzy i ocenia, z przesadnej wiary w swą istotność. Szybko zapadli na nią i dorośli.

Młody mężczyzna z Włoch stanowi ciężki, ale nieodosobniony przypadek zatracenia kontaktu z rzeczywistością. Priorytetem staje się wykorzystywanie faktów jako found footage (materiału znalezionego), z którego klei się dowolną fabułę, jednocześnie zmyślając samego siebie. Kiedyś pisaliśmy pamiętniki, malowaliśmy autoportrety – często bolesne, stanowiące studium „ja“, uderzające swą wnikliwością.

Później dokumentowaliśmy odświętne i codzienne chwile zdjęciami z aparatów typu „małpa“. A teraz mamy już tylko obrazkowe fikcjonarze.

Data publikacji:

Paulina Wilk

Paulina Wilk

Redaktorka działu Kultura i społeczeństwo w kwartalniku „Przekrój”, pisarka i publicystka zajmująca się literaturą i problematyką rozwoju globalnego. Opublikowała m.in. „Lalki w ogniu” o Indiach współczesnych oraz „Pojutrze. O miastach przyszłości”, a także serię bajek o misiu Kazimierzu dla dzieci niezupełnie dorosłych. Współtworzy Fundację „Kultura nie boli”, centrum literackie Big Book Cafe oraz międzynarodowy festiwal czytelniczy Big Book Festival.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!