Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Czas ucieka – „Przekrój” czeka!

W zimowym „Przekroju” przenosimy się do Lewantu! Smakujemy libańskie jedzenie, podziwiamy Aleppo i zastanawiamy się nad Tel Awiwem. Poza tym sprawdzamy, co para noblistów z ekonomii Duflo i Banerjee mówią o światowym ubóstwie. Opisujemy Gaję i jej twórcę Jamesa Lovelocka. Naprawdę dużo piszemy też o tym, dlaczego warto się tulić (nie tylko w zimie). I do tego: niedźwiedzie – białe, brunatne i czarne, nabiał i warzywa, a także przyroda w plenerze i w muzeum.

Już jest nowy „Przekrój”!

196 stron do czytania przez trzy miesiące. „Przekrój” w nowym formacie jest wygodniejszy do przeglądania i idealnie mieści się w skrzynce pocztowej. Zamów i ciesz się lekturą – tylko tutaj w niższej cenie. Sprawdź!

Przekrój
Była „mistrzynią ciszy”, jak mawiał o niej meksykański noblista Octavio Paz. O poetce, która ...
2023-01-25 12:40:00
Julia Fiedorczuk

Czytając Elizabeth Bishop

Czytając Elizabeth Bishop

Zaczęłam czytać Bishop jeszcze na studiach, w latach 90. Od tamtej pory do kilku ulubionych wierszy wracałam tyle razy, że znam je na pamięć, a mimo to wciąż mnie zaskakują, odsłaniając kolejne poziomy znaczeń czy przeoczone wcześniej szczegóły.

Czyta się 4 minuty

Na przykład to, że w wierszu Łoś (The Moose), o którym pisałam już na łamach „Przekroju”, pasażerowie autobusu w obecności tytułowego zwierzęcia zaczynają zachowywać się jak dzieci. Kiedy ogromna łosica – może matka? – nieśpiesznie ogląda autobus, unieruchomiony na drodze właśnie dlatego, że się pojawiła, milkną monotonne rozmowy o chorobach i innych nieszczęściach, a podróżni ulegają ekscytacji, którą trudno opisać inaczej niż jako niczym nieuzasadnioną radość życia. Czułam tę radość wielokrotnie, za każdym razem bardziej i głębiej – dzięki temu wierszowi. Otworzył mi coś w głowie, w wyobraźni; umożliwił doświadczenie, które inaczej pozostawałoby poza zasięgiem. Właśnie tak poezja ożywia czasem znieczulone obszary duszy.

Autorka Pytań w kwestii podróży pisała bardzo powoli, zdarzało jej się szlifować wiersz przez dekadę albo i dłużej. Była „mistrzynią ciszy”, jak mówił o niej meksykański noblista Octavio Paz, z którym przyjaźniła się w latach 70. (oboje wykładali wtedy na Harvardzie). The Complete Poems: 19271979 to wiersze Elizabeth Bishop zebrane w jeden, niezbyt gruby tom (liczy dokładnie 287 stron, włączając w to aneksy i spis treści). Być może teksty napisane w takim niedzisiejszym tempie potrzebują rozciągniętej w czasie lektury. Z pewnością do niej zachęcają, proponują inny rytm, uruchomienie zmysłów – bardzo już dla nas trudne. Ale wpisana w poezję trudność jest bezcenna, bo sprawia, że wychodzimy poza automatyzm myślenia i czucia, budzimy się na chwilę.

Zaczęłam od łosicy, od radości, ale życie Bishop nie było usłane różami. Jej najsłynniejszy wiersz Ta jedna sztuka opowiada o traceniu. Z ironią, która nie przekreśla smutku czy nawet rozpaczy, poetka przekonuje, że akurat ta sztuka jest łatwa. Utrata jest wpisana w naturę rzeczy – od kluczy, które łatwo się gubią, przez dom, który się rozpada, po ukochanych ludzi, którzy odchodzą lub umierają. Ciągle mamy okazję do ćwiczenia!

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Bishop z pewnością miała: urodziła się w 1911 r. w Worcester w stanie Massachusetts i wieku ośmiu miesięcy straciła ojca (zmarł na zapalenie nerek). Jej matka zapadła na chorobę psychiczną i trafiła do domu opieki psychiatrycznej, kiedy Elizabeth miała pięć lat. Nigdy więcej się nie widziały. Przyszła poetka większość dzieciństwa spędziła pod opieką dziadków i ciotek w Nowej Szkocji. Kształciła się w słynnym Vassar College w stanie Nowy Jork, gdzie poznała Marianne Moore, czołową przedstawicielkę amerykańskiego modernizmu. Dużo podróżowała. Pomieszkiwała w Nowym Jorku, Paryżu, Key West, San Francisco i Meksyku. W 1944 r. wyjechała do Brazylii; w zamierzeniu krótka podróż zamieniła się w pobyt trwający kilkanaście lat. Mieszkała w tym czasie głównie w miejscowości Ouro Preto w stanie Minas Gerais, dzieląc życie z architektką Lotą de Macedo Soares, w zjawiskowym domu, który na cześć Moore nazywała „Casa Mariana”. W 1967 r. Soares odebrała sobie życie; wkrótce potem Bishop przeniosła się do Bostonu, gdzie pozostała do swojej śmierci w 1979 r.

Utrata, podróże, poszukiwanie domu, niebywały zmysł obserwacji, cierpliwość i jasność umysłu Bishop sprawiają, że jej poezja nie starzeje się i nie nudzi, lecz wraz z kolejnymi lekturami – rozkwita.

Musiałam dorosnąć do tych wierszy. Choćby do Stacji benzynowej, będącej z pozoru opisem nieszczególnie atrakcyjnej scenki, zwieńczonej jednak olśnieniem:

Ktoś tu wyhaftował serwetę.
Ktoś tu podlewa begonię
lub, dajmy na to, oliwi. Ktoś
wystawia te szeregi puszek,
tak, że zwracają się szeptem
ESSO-SO-SO-SO
do znerwicowanych aut.
Ktoś nas tu wszystkich kocha.

(tłumaczył Andrzej Sosnowski)

Coś tu się zdarza raczej cudownego. Na małej, brudnej stacji benzynowej widać ślady krzątaniny – czym innym jest życie? – ale poetce daleko do tkliwego pochylania się nad zwykłymi ludźmi, chce raczej bawić się w kolory, kształty i sensy. W tym i w wielu innych miejscach czuje się wpływ surrealizmu, który Bishop ceniła.

Podobnie łobuzerski impuls musiał dać początek wierszowi Man-Moth (dosłownie: Człowiek-Ćma) zainspirowanemu gazetową literówką (chodziło o słowo mammoth, czyli mamut):

Tu, na górze,
blaski rozbitego księżyca zatykają szpary w budynkach.
Całkowity cień Człowieka sprowadza się do kapelusza
.

(tłumaczył Andrzej Sosnowski)

Mimo niezliczonych interpretacji – że to rzecz o Nowym Jorku, o nowoczesnej alienacji, o queerowej tożsamości, o pisaniu poezji – wiersz pozostaje tajemniczy i żywy.

Mogłabym ciągnąć tę opowieść bez końca, bo nie kończy się moje czytanie Bishop. Obejmujące 50 lat uważnego patrzenia The Complete Poems pozostają nieodzownym przewodnikiem – nie po konkretnym miejscu, ale po świecie, w którym podróżujemy każdego dnia, choćbyśmy nie ruszali się z domu. Swoją drogą, nomadka Bishop marzyła czasem o stacjonarnej egzystencji, jak w moim aktualnie ulubionym wierszu Koniec marca:

Chciałabym tam się zaszyć i nie robić nic,
nic takiego, już zawsze, w dwóch gołych pokojach:
patrzeć przez lornetkę, czytać nudne książki,
stare i długie, bardzo długie książki, zapisywać
bezużyteczne rzeczy i mówić do siebie, a w mgliste
dni
oglądać ślizgi kropelek spęczniałych od światła.

(tłumaczył Andrzej Sosnowski)

Życzę nam wszystkim, żebyśmy nie przegapili tego światła.

Gustav Klimt, „Dom na jeziorem Attersee”, źródło: wikiart.org (domena publiczna)
Gustav Klimt, „Dom na jeziorem Attersee”, źródło: wikiart.org (domena publiczna)

Data publikacji:

Julia Fiedorczuk

Julia Fiedorczuk

Poetka, pisarka, tłumaczka, wykładowczyni w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka zbioru opowiadań „Bliskie kraje" (2016) oraz tomu „Psalmy” (2017), za który w 2018 r. otrzymała Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej. W 2020 r. opublikowała powieść „Pod słońcem”.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!