Strona główna > Wydarzenia > Świat > Imperium kontratakuje
5.03.2010
Imperium kontratakuje

Marta Fita

Zachód wciąż nie rozumie, że dla innych cywilizacji nie jest jedynym punktem odniesienia. Dlatego moment, gdy obudzimy się w świecie zdominowanym przez Chiny, zaboli podwójnie

Powiększ zdjęcie

Chiny fot,Leemage/Fotolink
Na początek krótka lekcja dyplomatycznego protokołu – w miniony czwartek w Białym Domu prezydent Barack Obama spotkał się z Dalajlamą. Spotkał się, ale przywódcy Tybetu formalnie nie przyjął jako głowy państwa. Rozmowa odbyła się w Sali Kartograficznej, nie w Gabinecie Owalnym. Trwała 71 minut, ale potem Obama nie wygłosił oświadczenia. Nie było też wspólnej konferencji ani sesji dla fotoreporterów.

Tę protokolarną akrobatykę uzupełniło kilka oficjalnych deklaracji. Tak, Ameryka popiera Tybet w jego dążeniach do zachowania tożsamości i w pokojowych próbach poszerzenia swobód pod rządami Chin – oświadczył Robert Gibbs, rzecznik Białego Domu. Nie, USA nie boją się retorsji ze strony Pekinu, który wizycie Dalajlamy kategorycznie się sprzeciwiał. Tak, rząd USA przyjmuje do wiadomości zwierzchnictwo Pekinu nad Lhasą.

A wszystko po to, by udowodnić, że można zjeść ciastko i mieć ciastko. Niby wysoko wznieść sztandar wolności, ale od razu ukoić irytację Chin. Bo gdy kilka tygodni temu rozeszła się wieść, że Obama przyjmie Dalajlamę, partyjny urzędnik odpowiedzialny w Państwie Środka za kwestie etniczne i religijne Zhu Weiqun zapytał: „No i jak to pomoże USA pokonać kryzys gospodarczy?”.

Tak, to był szantaż.

Dyrektor nie jada ryb
Ryszard Kapuściński zaczynał karierę dziennikarza specjalizującego się w sprawach zagranicznych od Chin, ale szybko zrezygnował. Uznał, że „są cywilizacje stanowiące wyzwanie na całe życie studiów i pracy dla każdego, kto chce uczciwie rozeznać się w sprawach tego państwa” – pisze Edwin Bendyk w książce „Miłość, wojna, rewolucja”. Od tamtego czasu niewiele się zmieniło – Państwo Środka to dla ludzi Zachodu świat tajemnic wymagający głębszego namysłu. Tyle że teraz, gdy Chiny awansowały do roli supermocarstwa, na gwałt potrzeba nam kursu błyskawicznego.

Niedawno „Washington Post” przytoczył anegdotę sprawdzoną w kilku wiarygodnych źródłach: wysokiej rangi amerykański polityk przyjmował chińskiego odpowiednika. Gość przybył do biura, które natychmiast skrytykował. Tego samego dnia miał jeszcze przyjść do domu gospodarza na kolację. W menu – ryba. „Dyrektor nie jada ryb. Chce stek – zażądali Chińczycy. – Mawia, że ryby czynią człowieka słabym”. I podano stek.

Tu jednak w grę wcale nie wchodzi zwykła arogancja, tu chodzi o cywilizacyjną przepaść. Francuski sinolog Jacques Gernet w książce „Inteligencja Chin” konstatuje, że wszystkie pojęcia w naszym słowniku politycznym pochodzą z greki lub łaciny i odsyłają do zachodniego dziedzictwa: „demokracja”, „republika”... Tymczasem w historii Chin „nie znajdziemy procesów znanych z dziejów Zachodu”, jak choćby powstanie mieszczaństwa czy dominacja indywidualizmu.

Nic zatem dziwnego, że od wieków w ocenach państwa za murem panuje pomieszanie z poplątaniem. Wolter na przykład widział „w Chinach kraj bez Kościoła, rządzony przez filozofów”. Monteskiusz utrzymywał z kolei, że rządzone przez cesarza Chiny „są państwem despotycznym, w którym zasadą jest lęk”. Mateo Ricci, który w 1609 roku opisał w pamiętnikach misję jezuitów w Pekinie, twierdził zaś, że cesarz... nie może podejmować samodzielnych decyzji. Utrzymywał, że to tylko na pozór „władza monarchiczna”, ale w gruncie rzeczy „nosi cechy republiki”.

Na ogół zresztą opinie Europejczyków i Amerykanów o Chinach to nie analizy rzeczywistości, ale projekcje ich własnych marzeń i obaw. W latach 60. zachodnich radykałów fascynował chiński duch wspólnoty, dlatego wymachiwali czerwonymi książeczkami Mao. W latach 80. z kolei konserwatyści „posłużyli się Chinami jako przykładem społeczeństwa wolnego od przestępstw, gdzie każdy ćwiczy cnotę powściągliwości” – przypomina Patricia Buckley Ebrey, autorka „Historii Chin”. Bo na to, jak Zachód rozumie Państwo Środka, wielki wpływ mają dwa czynniki: kto usiłuje zrozumieć i w jakim celu.

Kolos wstaje z kolan
W Waszyngtonie można by założyć kilka klubów sinofobów, na przykład konserwatywny think tank Heritage Foundation stale ostrzega przed militarnym zagrożeniem ze strony Pekinu. Ale już biznesmeni z Nowego Jorku w Chinach widzą tylko przepastny rynek. Prezes Banku Światowego Robet Zoellick i jego główny doradca ekonomiczny Justin Yifu Lin w artykule na łamach „Washington Post” zaproponowali nawet utworzenie chińsko-amerykańskiego G2. Wyszli mianowicie z założenia, że relacje obu potęg i tak w najbliższych dekadach zdominują świat, więc lepiej od razu zmontować oś Waszyngton–Pekin. Tak oto czego innego chcą finansiści, inaczej widzą to politycy, a obrońcy praw człowieka są przeważnie oburzeni.

Zamęt panuje też po drugiej stronie Atlantyku – Unia Europejska do niedawna kokietowała Chiny, szukając antidotum na hegemonię Ameryki. Jeszcze dwa lata temu dyrektor Centre for the European Reform Charles Grant przewidywał, że to Bruksela wraz z Pekinem ustalą nowy globalny ład. Podczas ostatniego szczytu w Davos Grant oświadczył jednak, że europejskie rządy „nie wiedzą, co robić względem Chin, ale wiedzą, że ich dotychczasowa polityka nie działa”.

Jedno nie ulega wątpliwości: wobec Pekinu zaczyna przeważać postawa nieufna. Dyplomacja USA wydawała się dotychczas zbyt miękka, ale niedawna decyzja Obamy o sprzedaży broni dla Tajwanu i spotkanie z Dalajlamą zakończyły tamte umizgi.

Trzeba jednak przypomnieć, że traktowanie Tajwanu i Tybetu przez Zachód jako niezależnych podmiotów jest z perspektywy Państwa Środka ingerencją w jego sprawy wewnętrzne. W tradycji tego narodu dobrem nadrzędnym była troska o zachowanie władzy centralnej i spójności państwa. Gdy Chiny rozrywały siły odśrodkowe, kraj od razu padał ofiarą wojen, których okrucieństwo przerasta wyobraźnię. W 1271 roku Państwo Środka zaatakowali Mongołowie. Przed inwazją ludność Chin liczyła około 120 milionów, według spisu ludności z 1300 roku – o połowę mniej. A to tylko jeden przykład spośród niezliczonych rzezi.
1 2

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2010.03.07 15:06

Bardzo ciekawy artykul

krazybubbler
2010.03.05 20:15

...oczyszcza i pozwala zrozumiec. A w nastepstwie czyta sie z ciekawoscia.Oni tam w panstwie srodka ciagle od nowa wymyslaja proch. To wzajemne nierozumienie sie Dotyczy takze chinczykow w...

Wszystkie