|
Igrzyska dobrego smaku
Piotr Stanisławski Zimowa olimpiada w Vancouver ma być triumfem ekologicznego umiaru. Dla kontrastu z Pekinem
Nareszcie ktoś odważył się przekłuć nadęty do granic możliwości olimpijski balon. Po Atenach, które w 2004 roku zorganizowały igrzyska wedle zasady zastaw się, a postaw się, po nijakim Turynie z wyśrubowanymi cenami biletów, zwłaszcza zaś po zachłystującym się gigantomanią Pekinie baron Pierre de Coubertin może wreszcie przestanie przewracać się w grobie. Kanadyjskie Vancouver, gdzie 12 lutego rozpoczną się XXI Zimowe Igrzyska Olimpijskie, poszło po rozum do głowy i przyjęło dwie proste zasady.
Po pierwsze, olimpiada nie może zaszkodzić przyrodzie ani mieszkańcom. Po drugie, nie może zrujnować finansowo miasta, a po zakończeniu igrzysk nowe obiekty mają służyć Kanadyjczykom i zagranicznym turystom. Nie da się? Ależ oczywiście, że się da. Zarobić jeszcze przed startem Sporty zimowe to dla Vancouver codzienność, a nie jednorazowy zryw marketingowy. Dzięki temu z dziewięciu głównych obiektów olimpijskich trzy były właściwie gotowe i wymagały jedynie drobnych ulepszeń. Nikt też nie planuje nerwowych rozbiórek zaraz po igrzyskach. Ba, już przed olimpiadą nowe obiekty tętnią życiem. Za wzorzec niech posłuży Whistler Olympic Park, kompleks w dolinie Callaghan składający się z trzech hal z 10 tysiącami miejsc, dwóch skoczni, kilometrów tras biegowych, zjazdowych i biathlonowych, a także szlaków rekreacyjnych. Koszt: sto milionów dolarów kanadyjskich. Dużo? Śmiesznie mało, jeżeli weźmie się pod uwagę to, że w tydzień po oficjalnym otwarciu w listopadzie 2008 roku Whistler Olympic Park zarobił… 119 milionów kanadyjskich dolarów. Inny przykład: wioska olimpijska. Ta w Atenach stała się zmorą – powoli zamienia się w slumsy, a przy tym jest tak wielka, że nawet jej wyburzenie kosztowałoby fortunę. Wioskę w Vancouver zaplanowano tak, by po igrzyskach stała się ekologiczną dzielnicą mieszkaniową dla 16 tysięcy osób. W dodatku zdecydowano się na inwestycję w dotychczas zaniedbanym dystrykcie False Creek. Niektórzy się oburzali: jak to, mamy pokazać światu najbrzydszą twarz Vancouver? Ale dziś już widać, że zastrzyk pieniędzy postawił upadającą dzielnicę na nogi. Deszczówka w sedesie Jedna ze sztandarowych inwestycji, Richmond Olympic Oval, czyli olbrzymi tor do jazdy szybkiej na łyżwach, słynie ze swojego... dachu. Pokryto go drewnem z sosen zaatakowanych przez pasożyta dziesiątkującego ostatnio lasy Kanady. Zamiast ścinać zdrowe drzewa, wykorzystano te, które i tak były martwe. Olympic Oval chlubi się też specjalnym systemem zbierania wody, która spływając z dachu, gromadzi się w stawie, a następnie służy do nawadniania zieleni i spłukiwania toalet. Z kolei ciepło wytwarzane przez urządzenia mrożące taflę lodu trafia na widownię, zmniejszając koszty ogrzewania. Inny obiekt – Vancouver Convention Centre – to centrum organizacyjne olimpiady przykryte liczącym dwa i pół hektara zielonym dachem, na którym żyje 400 tysięcy roślin lokalnych gatunków. Jest tam też zaawansowany system obiegu wody i chłodzenia, który czyni budynek niemal samowystarczalnym. Kibiców ma wozić po mieście największa na świecie flota autobusów o napędzie wodorowym. Coca-Cola, sponsor igrzysk, postawiła energooszczędne dystrybutory, a swoich pracowników ubrała w stroje uszyte z tworzywa produkowanego ze starych butelek. Nawet olimpijskie medale są eko – kruszce do ich odlania częściowo pozyskano ze starych komórek i komputerów. Jedno ważne zastrzeżenie: Vancouver to nie miejsce, gdzie ekologia to tylko czcza demagogia na potrzeby igrzysk. Vancouveryzacja stosowana To ma być wzorcowe ekomiasto? Panorama Vancouver zdecydowanie nie kojarzy się z naturą. Gęsto upakowane drapacze chmur i rozbudowana siatka ulic – gdzie, do licha, ta ekologia? I co z tymi wieżowcami? wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2010.02.12 11:29
Czy naprawdę istnieje takie polskie słowo? Nie pierwszy raz spotykam się w nim w polskiej gazecie. Dla mnie brzmi jak okropne przeniesienie z angielskiego. Może w ten sposób powstanie nowe... b.
2010.02.12 03:17
ach rozmarzyłem się, oczami wyobraźni widzę Kraków z ogromną siecią ścieżek rowerowych, parkingami na przedmieściach aby mieszkańcy dojeżdżający do pracy przesiadali się na tramwaj... poppyman
2010.02.11 21:49
Mam rodzinę w Vancouver i obraz nieco różni się od przedstawionego w artykule. Mieszkańcy Vancouver zużywają ogromne ilości wody myjąc nie wszystko: od frontów domów, aż po chodniki.... m.r
2010.02.09 21:42
Ile CO2 wylatuje z kazdej otwartej puszki czy butelki Coca-Coli? 2010.02.09 10:57
Na zdjęciu najlepiej widać tę "ekologię". Jeżeli ktoś lubi mieszkać w mrowisku, to bardzo proszę. Ja za żadne pieniądze bym nie zamienił mojego miasteczka na Pomorzu, gdzie mam mały... 2010.02.09 12:51
Pekin jest na liście rankingu jakości życia wg Mercera - dokładnie na 116 miejscu (lista liczy 215 pozycji) bottomlayer
najnowszeTylko na wwwKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() polecamy numer 11/2010
|
|