|
Nie będzie squatów, bedzie rebelia
Artur Żejmo Ktoś wypatrzył fajny budynek, ktoś wyłamał zamek i weszliśmy do środka. Tak zdobyliśmy squat. Pewnie jako jedni z ostatnich
Jest po północy, początek listopada 2009 roku. W klubie działającym przy squacie Intermezzo w Nieuwegein, w samym sercu Holandii, gromadzą się bohaterowie mających nastąpić zaraz wydarzeń. Przeważnie młodzi, eklektyczna mieszanka strojów i fryzur. Przy stolikach trwają półgłośne rozmowy. Niektórzy piją piwo, palą skręty, inni czekają w milczeniu. Po jakichś dwóch–trzech godzinach ruszamy. Jest nas około 30. Dzielimy się na mniejsze grupki, które w odstępach czasowych docierają na miejsce.
Na pierwszy ogień idą osoby, które otworzą lokal. Reszta czeka na sygnał w pobliskim przejściu podziemnym. – Dlaczego to tak długo trwa? – ktoś szepcze zdenerwowany. Jeśli policja przyjedzie w momencie, gdy otwierasz drzwi, będzie klapa. Potraktują cię jak zwykłego włamywacza. Można (ba, trzeba) wezwać ich po wejściu do środka, po zamontowaniu nowego zamka i sprzątnięciu śladów włamania. – Mieszkam na squatach od 20 lat – opowiada Emanuel, Portugalczyk. – Pomagałem w zajęciu prawie 200 budynków w kilku różnych państwach. Dwa razy złapali nas na otwieraniu drzwi. Spędziłem kilka miesięcy w pace. Emanuel ma 40 lat. Wygląda młodziej. – Teraz muszę bardziej uważać, ale jeśli jest akcja, to zawsze pomagam. Na squatach nigdy zbyt długo nie zagrzejesz miejsca. Zazwyczaj po paru miesiącach właściciel odzyskuje budynek, a ty musisz szukać nowego lokalu. Wtedy też możesz liczyć na pomoc innych. Wreszcie jest sygnał. Idziemy. Elegancki pustostan Wbiegam do środka i… staję w miejscu jak wryty. Spodziewałem się ogołoconego pustostanu, tymczasem jesteśmy wewnątrz eleganckiego dwupoziomowego klubu. Na głównej ścianie, przy scenie świeci wielki neon z napisem Big Daddy’s Rock Café. W centralnym miejscu znajduje się duży bar, butelki z alkoholami, kasy fiskalne, naczynia. Automat do kawy w trybie czuwania. Wszystko to nic – najbardziej onieśmiela górujący nad przestrzenią błyszczący motocykl z wielkim reflektorem. Stoi na barze. Klub sprawia wrażenie posprzątanego i zamkniętego nie dalej niż godzinę temu, ale ulotki na stolikach zapraszają na imprezy, które miały się odbyć we wrześniu 2008 roku. Podobnie plakaty na ścianach. Wchodzę na zaplecze. Potem schodami na górę. Przechodzę przez w pełni wyposażoną, metalicznie błyszczącą kuchnię. Znajduję biuro. Są w nim już trzy inne osoby. Rozglądamy się: komputery, jakieś dokumenty… – Niets goed – mówi młody Holender z dredami. – Nie jest dobrze. Czy to na pewno pustostan? Na wszelki wypadek rozglądam się za wyjściem ewakuacyjnym. Monitor ochrony pokazuje cztery rzuty z kamer pracujących na zewnątrz budynku. Jest wszystko. Brakuje tylko obsługi. Siedzimy przy stolikach. Zapaliliśmy świeczki. Jest przyjemnie, ale da się wyczuć napięcie. Czekamy na policję. Przyjeżdżają po kilkudziesięciu minutach. Dwóch funkcjonariuszy. Spodziewałem się brygady antyterrorystycznej. Rozmawiają z organizatorami akcji. Squatersi mają swojego prawnika – to jedyna osoba w tym gronie ubrana w garnitur. Potem z latarką obchodzą lokal. Jeden policjant coś notuje, na nas w ogóle nie zwraca uwagi. – Co oni robią? – pytam kolegę, który siedzi przy sąsiednim stoliku. – Sprawdzają, jakie sprzęty są w budynku i czy wygląda on na nieużywany – odpowiada. – Przecież wygląda na używany. Tamten wzrusza ramionami. – I co z tego? W świetle prawa to i tak pustostan. Do rozmowy włącza się długowłosy śniady Holender. – Najważniejsze, by dokładnie sprawdzić budynek przed akcją – mówi. – Jeśli został opuszczony wcześniej niż rok temu, to sprawa jest przegrana. Pytam, jak to sprawdzają. – Mamy swoje metody. Wielu rzeczy można się dowiedzieć z Internetu i w urzędach. Ten klub zamknięto ponad rok temu. Właściciel zbankrutował, bo za często zdarzały się tu bójki. Budynek kupił jakiś browar, lecz nic z nim nie zrobił. Policja odjeżdża. Klub jest nasz. Śniady oddycha z ulgą. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.najnowszeTylko na wwwKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() „Przekrój” 35/2010 W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku • Przeszczep życia • Palikot do Miecugowa: Idę po władzę! • Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|