|
Piraci podbijają Europę
Maciej Jarkowiec Gdy miliony internetowych darmozjadów zmieniają się w ruch społeczny, po rozum do głowy idzie nawet przemysł rozrywkowy. Hollywood dostrzega już, że wolności w sieci nie sposób spętać. Jeśli prawo autorskie się nie zmieni, to przestanie mieć znaczenie
W nadchodzącej kadencji w ławach Parlamentu Europejskiego zasiądzie pirat. Nazywa się Christian Engström, ma 49 lat, jest matematykiem i programistą z dyplomem uniwersytetu w Sztokholmie. Jeśli ściągasz z Internetu najnowsze odcinki „Dr. House’a” i uważasz, że masz do tego święte prawo, ten elegancki i zawsze uśmiechnięty pan ze Szwecji jest twoim europosłem. Nie tylko będzie bronił w Unii twojego punktu widzenia, ale też zawalczy o to, żeby wymiana plików w sieciach P2P została zalegalizowana, a pojęcie praw autorskich nabrało nowego, przystającego do nowoczesnych czasów znaczenia prawnego.
Piraci płyną ze Szwecji Za to, że po zaledwie trzech latach istnienia ku ogólnoeuropejskiemu zdumieniu szwedzka Partia Piratów (PP) uzyskała w ostatnich eurowyborach 7,1 procent głosów i wprowadziła do PE swojego człowieka, jej działacze powinni podziękować przede wszystkim branży rozrywkowej. To histeryczne – i autodestrukcyjne, jak się okazuje – działania wielkich koncernów muzycznych i wytwórni filmowych doprowadziły do tego, że fenomen radosnej i nieskrępowanej wymiany plików objętych prawem autorskim przekształcił się najpierw w ruch społeczny, a potem polityczny. Punktem zwrotnym był kwietniowy werdykt (na razie nieprawomocny) sądu w Malmö skazujący twórców wielkiego serwisu The Pirate Bay na rok więzienia oraz odszkodowanie dla koncernów show-biznesu w wysokości 3 milionów 620 tysięcy dolarów. Prawie każdy wpis w internetowych dyskusjach po werdykcie był deklaracją zaprzestania zakupów w sklepach muzycznych i wizyt w kinie, a szwedzka Partia Piratów w tydzień potroiła liczbę członków do 45 tysięcy i wskoczyła do pierwszej piątki w sondażach. Wyborczy sukces PP i zainteresowanie mediów z całego świata sprawiają, że międzynarodowy ruch piracki szybko rośnie w siłę. Jeden z analityków umieścił peer-to-peer w kontekście wpisanego w szwedzką konstytucję allemansretten – prawa swobodnego dostępu do natury. „Dla młodych ludzi to, że wymiana plików nie jest niczym złym, jest tak samo oczywiste jak to, że nie jest złe zbieranie grzybów i borówek na czyjejś posesji – mówił. – Taki jest nasz model społeczny i tradycja, tak zostali wychowani”. Większość internautów na całym świecie, mimo że o szwedzkim i norweskim allemansretten nie słyszała, postrzega sieć dokładnie tak jak Skandynawowie naturę – to dobro wspólne. Partie piratów są zarejestrowane w Niemczech, Austrii, Danii, Finlandii, Polsce i Hiszpanii. W swoje programy mają wpisane tak ambitne cele jak reforma systemu patentowego i zapewnienie obywatelom swobody korzystania z dóbr kultury. Do sympatyków PP należą ludzie z różnych środowisk, również prawnicy i liczni przedstawiciele show-biznesu. Niemiecka PP, najsilniejsza po szwedzkiej, zdobyła wprawdzie niecały jeden procent głosów, ale to wystarczyło, żeby dostać publiczną dotację. Powstaje więc silne lobby, które postrzega Internet jako najbardziej demokratyczną, najwspanialszą rewolucję w historii ludzkości. Próby podporządkowania sieci przeróżnym interesom – czy to branży rozrywkowej, czy reżimom politycznym – są według piratów próbą ukręcenia tej rewolucji łba. Walka nie idzie więc wyłącznie o to, żeby mieć coś fajnego za darmo. Idzie o przyszłość Internetu, czyli w opinii największych jego entuzjastów – o przyszłość świata. Ramię w ramię z Zielonymi Siłą piratów jest to, że nie są politycznym lobby w tradycyjnym rozumieniu tego słowa, tylko spontanicznym ruchem oddolnym, który z milionów darmozjadów przeradza się w miliony coraz bardziej świadomych obrońców „wolnej sieci”. Szczeniackie slogany wyśmiewające obrońców praw autorskich w stylu „Gotowanie w domu zabija branżę restauracyjną” czy prośby do przedstawicieli DreamWorks i EMI, by „miast tracić czas na groźby prawne, oddali się sodomii przy użyciu teleskopowej szpicruty”, będą teraz zastępowane przez argumenty polityczne. W europarlamencie przedstawiciel PP przyłączy się prawdopodobnie do silnego, ponad 50-osobowego bloku Zielonych. – Mamy zbieżne poglądy w kwestii wolnego dostępu do Internetu – mówi rzecznik Zielonych Chris Coakley. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2009.06.29 14:30
Artykuł z gatunku bzdurnych hiperuproszczeń. Podawanie Madonny, Prince'a i Willamsa jako przykładów "szybszej adaptacji do nowych warunków" to zwykła demagogia. Rozumiem, że zdaniem autora,... 2009.06.29 19:15
...kto kupuje Przekrój regularnie od początku tego roku? Potrzebuję wszystkie numery do badania do pracy magisterskiej. jeśli jest taki ktoś, chętnie odkupię. W redakcji powiedziano mi, że... 2009.06.25 15:02
Też mnie dziwią takie działania. Nasz rodzimy EMPIK, ma średnio 50% na produktach multimedialnych, podobnie na książkach i innych. Artysta na jednym CD ~1%. literaci zwykle stałą umowę,... NiePirat
2009.06.24 12:15
Nie pojmuję, dlaczego większość wytwórni płytowych nie udostępnia płyt na swoich stronach internetowych w postaci MP3 i, za odpowiednio wyższą cenę, płyt w formatach bezstratnych (np.... najnowszeTylko na wwwKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() „Przekrój” 35/2010 W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku • Przeszczep życia • Palikot do Miecugowa: Idę po władzę! • Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|