Strona główna > Wydarzenia > Świat > Irański teatr uliczny
16.06.2009
Irański teatr uliczny

Łukasz Wójcik

Irańczycy znów wzięli udział w spektaklu. Na ulicznej scenie biła się opozycja z policją, a sztukę reżyserują ajatollahowie

Przecinająca centrum Teheranu aleja Waliasr jest prawdopodobnie najdłuższą ulicą świata. Na północy miasta, tam, gdzie ma swój początek, jeżdżą po niej land rovery, mercedesy i jaguary, a tamtejsze domy przypominają nieco śródziemnomorskie wille. Ale zaledwie 20 kilometrów dalej na południe drugi koniec Waliasr zapchany jest przez zdezelowane pejkany (irański wyrób samochodopodobny), a pobocza „zdobią” slumsy. Taki Iran w miniaturce.

Ta główna trzypasmowa arteria Teheranu jest swoistym teatrem narodowym na świeżym powietrzu. Gdy pod koniec lat 70. szach Mohammed Reza Pahlawi zaczynał jej budowę, pod gąsienicami buldożerów zniknęło kilka starych meczetów, co skończyło się największymi zamieszkami od lat 50. W 1979 roku, gdy reżim szacha chylił się ku upadkowi, rynsztoki Waliasr spłynęły krwią kilkuset zwolenników wracającego do kraju ajatollaha Chomeiniego, którzy zostali zamordowani przez SAVAK, tajną policję szacha. 10 lat później niemal w tym samym miejscu mieszkańcy Islamskiej (już) Republiki Iranu świętowali koniec wojny z Irakiem.

Gaz na ulicach
W ostatnich dniach Waliasr znów jest teatrem. W sobotnie popołudnie na środkowym odcinku ulicy zjawiło się kilkaset tysięcy zwolenników dotychczasowego prezydenta Mahmuda Ahmadineżada. Spijając słowa z ust swojego idola, gratulowali mu drugiej kadencji, którą wygrał w piątkowych wyborach. Zupełnie inne przedstawienie odbywało się zaledwie kilka przecznic dalej. Tak blisko, że czuć było gaz łzawiący, którym policja rozganiała demonstrację zwolenników Mira Hosejna Musawiego, kandydata „reformatorów”, który w piątek poniósł sromotną klęskę.

Ahmadineżad dostał w piątek 63 procent głosów. Musawi zaledwie 34. Wyniki podała w sobotę komisja wyborcza, która jest częścią irańskiego MSW. Na czele tego ministerstwa stoi Sadek Mahsuli, osobiście mianowany przez prezydenta Ahmadineżada. Wyniki ostatecznie musi zaakceptować jeszcze Rada Strażników Konstytucji, czyli irańska wersja polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Przewodniczy jej ajatollah Dżannati. Jeszcze podczas kampanii poparł przyszłego zwycięzcę.
Skala wygranej Ahmadineżada to prawdziwy cud. Wygrał bezapelacyjnie nawet w irańskim Azerbejdżanie, mimo że jego główny rywal Musawi jest Azerem. To tak, jakby John McCain podczas zeszłorocznych wyborów w USA zgarnął większość głosów Afroamerykanów. Trzeci w kolejności kandydat Mehdi Karrubi przegrał z Ahmadineżadem również w swojej rodzinnej prowincji Lorestan. Karrubi nie zdobył tam nawet jednego procentu głosów, mimo że cztery lata temu wygrał u siebie z 17-procentowym poparciem.
1 2

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2009.06.17 23:50

Denny artykuł. Nic nie wyjaśnia, niewiele wnosi. Kilka dat i faktów, które można wyczytać w wikipedii. W zasadzie za odautorski można tu uznać chyba tylko obraz alei Waliasr w konwencji...

2009.06.17 00:11

Tak, możemy uznać , że całe wybory to farsa. Niie, nic nie zrozumiemu z irańskiego teatru.

2009.06.16 23:11

Tak, możemy uznać , że całe wybory to farsa. Niie, nic nie zrozumiemu z irańskiego teatru.

Wszystkie