|
Nasz wał nie pęka
Agata Jankowska Po powodzi w Janowcu ani wójt gminy, ani mieszkańcy nie wierzą, że winna jest natura. W sprawie przecieku wymienia się służby specjalne oraz UFO, a prokuratura prowadzi śledztwo
Co tam, do cholery, lata i po co? – zadał sobie pytanie wójt gminy Janowiec Tadeusz Kocoń, gdy nocą 7 czerwca patrolował wał przeciwpowodziowy. Sekretarz gminy i dwóch innych świadków – strażak oraz myśliwy – pół godziny przed północą też zauważyli mały helikopter oświetlający szperaczem jakiś punkt na wale.
– Maszyna wisiała w miejscu i sprawiała wrażenie jednostki monitorującej całe zdarzenie. Tyle że wtedy o żadnym zdarzeniu nie mieliśmy pojęcia – mówi wójt. Szła druga fala powodzi. Ale pod Janowcem – tam, gdzie zawisł helikopter – nie było powodu do obaw. Wał wysoki na osiem metrów, od środka wzmacniany kamieniami i wikliną, od zewnątrz betonowymi płytami. Do przelania się przez umocnienia wodzie brakowało grubo ponad metr. Wał od miesiąca patrolowany przez ochotniczą straż pożarną nie miał prawa – jak zeznają strażacy – puścić. Trzy kilometry w górę Wisły wał w Brześcach. Niższy, przesiąknięty, ze śladami po bobrzych jamach, chodziło się po nim jak po galarecie. Stoi na zakręcie, czyli narażony jest na większy napór wody. Trzy tygodnie wcześniej, podczas pierwszej fali powodziowej, osunęła się znaczna część ziemi. Wał pękł wzdłuż, ale utrzymał wodę, bo ta nagle opadła, gdy zalała Wilków leżący po drugiej stronie Wisły. Tym razem w Brześcach wójt zarządził wzmożoną ochronę, ustawił patrole strażaków, nawiózł worków z piaskiem. Przydałby się i helikopter – do oświetlania z góry i patrolowania newralgicznych punktów wału. Tyle że od pierwszej fali, przez trzy tygodnie, w okolicy żadnego nie było. Tak naprawdę, jak się dobrze zastanowić, nikt nigdy helikoptera w okolicy nie widział. W Janowcu, gdy kilka dni wcześniej do 120 domów dostarczono zawiadomienie o ewakuacji, lokatorzy śmiali się i żartowali, że wójt się promuje. Wszyscy zostali w domach. Nawet wójt nie opróżnił swojego domku letniskowego stojącego kilometr od rzeki (też zalała go potem woda). Pamiętnej nocy kwadrans przed północą wójt o helikopterze natychmiast zapomniał, gdy odebrał telefon od Kamila Wójcika, naczelnika ochotniczej straży pożarnej z sąsiedniej wsi Oblasy. „Przerwany wał!” – krzyczał Wójcik. „W Brześcach?” – spytał wójt . „Nie, w Janowcu” – odpowiedział naczelnik. – Był równie zdziwiony jak ja – opowiada dziś wójt. Zawiadomienie w interesie Do walki z wodą wezwano państwową straż pożarną, wojsko, amfibię, policję z helikopterami. Dosłownie wszyscy, którzy chronili okolice, przybyli do Janowca. Do pomocy ruszyli mieszkańcy pobliskich wsi. Jeden wóz strażacki zabrała woda, gdy szczególnie uparty mieszkaniec nie chciał opuścić gospodarstwa (później przekonali go do tego ściągnięci z Lublina na pontonie negocjator i psycholog). Woda zatrzymała się przed rynkiem, zalewając tysiąc hektarów najżyźniejszych mad wiślanych, boisko sportowe, cmentarz i 150 domów. Blisko 500 osób zostało ewakuowanych. W wale powstała wyrwa szeroka na 80 metrów. – Wał osunął się nagle, runął w jednym momencie. To nietypowe. Na ogół widać pierwsze oznaki, przecieki – zastanawia się Kamil Wójcik, szef straży z Oblasów. Do przerwania wału doszło podczas zmiany wart strażaków przydzielonych do czterech dwuosobowych patroli – zjeżdżali się w jedno miejsce, wymieniali sprzętem do komunikacji i kapokami. Przez te 10 minut, gdy wał został przerwany, nikt go nie pilnował. – Zupełnie jakby to było zaplanowane. Dziwny zbieg okoliczności – zachodzi w głowę wójt. Wątpliwości spędzały mu sen z powiek, dlatego 23 czerwca, ponad dwa tygodnie po zalaniu gminy, złożył do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. – Jestem winien mieszkańcom wytłumaczenie – mówi Kocoń. W zawiadomieniu powołał się na społeczny obowiązek każdego, również instytucji państwowych i samorządowych, kto – dowiedziawszy się o popełnieniu przestępstwa – jest zobowiązany do powiadomienia o tym policji lub prokuratury (artykuł 304 par. 1 i 2 kodeksu postępowania karnego). Działając w imieniu własnym, mając na uwadze interes mieszkańców gminy Janowiec, a w szczególności miejscowości Janowiec, Brześce i Janowice, czyli najbardziej zalanych terenów, prosił o zbadanie sprawy. Prokuratura 28 czerwca wszczęła śledztwo w sprawie „nieumyślnego sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach” (artykuł 164 par. 1 kodeksu karnego). wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2010.08.09 21:16
Bobry budują swoje nory w taki sposób, aby wejście było pod wodą, a jama "mieszkalna" była sucha. Nie da się takiej jamy wydrążyć w prawidłowo zbudowanym wale przeciwpowodziowym (choćby... jr
najnowszeTylko na wwwKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() „Przekrój” 35/2010 W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku • Przeszczep życia • Palikot do Miecugowa: Idę po władzę! • Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|