Strona główna > Wydarzenia > Kraj > Tama w rękach opatrzności
4.03.2010
Tama w rękach opatrzności

Igor Ryciak

Spiętrzone wody wielkiej odwilży napierają. Zapora wodna we Włocławku może runąć

Powiększ zdjęcie

fot. Tomasz Barański/Reporter
Licha konstrukcja włocławskiej tamy na Wiśle ma 40 lat, 43 kilometry długości i 3 szerokości. Tegoroczna zima skuła rozlane przed nią jezioro taflą lodu tak, że mogą po nim jeździć ciężarówki. Wiosna skieruje na tamę masy wody z całego zlewiska Wisły. Nikt nie wie, jak długo wytrzyma. – W dodatku woda spada z tamy ze zbyt dużej wysokości i wymywa dno. Teraz jest ono o trzy metry niżej niż 40 lat temu – tłumaczy Stanisław Murawski, szef Stowarzyszenia na rzecz Budowy Drugiego Stopnia na Wiśle. – Fundamenty są przez to mniej stabilne. Tama może runąć.

Może więc wylać wodę z zalewu, a potem rozebrać tamę? – Dno jeziora to składowisko trucizn niesionych latami przez rzekę. Spuszczając wodę, zatrujemy Bałtyk – oponuje Murawski.
Gdyby tama runęła, ściana wody zalałaby teren zamieszkały przez 320 tysięcy osób, czyli niżej położoną część Torunia, Nieszawę, Ciechocinek, a przede wszystkim Włocławek. – W sprawie tamy nic nie zależy od nas – rozkłada ręce Monika Budzeniusz, rzecznik prezydenta Włocławka. – Od 10 lat korespondujemy z Ministerstwem Środowiska i różnymi urzędami.

Tama bowiem zarządzana jest z Warszawy. – Wkrótce będzie większy remont, bo mamy unijną dotację – wyjaśnia Dariusz Bogacz ze stołecznego Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej. – W sumie pochłonie to ponad 150 milionów złotych. Trwa etap przetargów.
– Czas upływa. Stan obiektu będzie się pogarszał, a nie polepszał – mówi Edmund Sieinski, szef Ośrodka Technicznej Kontroli Zapór. – Tamie daję trójkę. No, z małym plusem.

Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej i koncern energetyczny Energa podpisały w zeszłym roku list intencyjny w sprawie budowy drugiego stopnia wodnego. Ma powstać za 2,5 miliarda złotych w okolicach Nieszawy i przez podniesienie poziomu wody odciąży zaporę. – Nie odciąży, bo to chroniony programem obszar Natura 2000 Dolina Dolnej Wisły. Unia Europejska nie zgodzi się na nową tamę, jak nie zgodziła się na szosę w Dolinie Rospudy – ucina Przemysław Nawrocki, lider projektu „Rzeki dla życia” przy organizacji ekologicznej WWF.
Na razie w miejscowościach poniżej zapory wiszą głośniki. W kwietniu 2007 roku włączył się alarm – prawdopodobnie po uderzeniu pioruna. Po przeraźliwym wyciu syreny i komunikatach „Awaria tamy, proszę się ewakuować” dwie osoby zasłabły, a jedna dostała zawału.

Igor Ryciak
„Przekrój” 09/2010

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.