|
Tama w rękach opatrzności
Igor Ryciak Spiętrzone wody wielkiej odwilży napierają. Zapora wodna we Włocławku może runąć
Licha konstrukcja włocławskiej tamy na Wiśle ma 40 lat, 43 kilometry długości i 3 szerokości. Tegoroczna zima skuła rozlane przed nią jezioro taflą lodu tak, że mogą po nim jeździć ciężarówki. Wiosna skieruje na tamę masy wody z całego zlewiska Wisły. Nikt nie wie, jak długo wytrzyma. – W dodatku woda spada z tamy ze zbyt dużej wysokości i wymywa dno. Teraz jest ono o trzy metry niżej niż 40 lat temu – tłumaczy Stanisław Murawski, szef Stowarzyszenia na rzecz Budowy Drugiego Stopnia na Wiśle. – Fundamenty są przez to mniej stabilne. Tama może runąć.
Może więc wylać wodę z zalewu, a potem rozebrać tamę? – Dno jeziora to składowisko trucizn niesionych latami przez rzekę. Spuszczając wodę, zatrujemy Bałtyk – oponuje Murawski. Gdyby tama runęła, ściana wody zalałaby teren zamieszkały przez 320 tysięcy osób, czyli niżej położoną część Torunia, Nieszawę, Ciechocinek, a przede wszystkim Włocławek. – W sprawie tamy nic nie zależy od nas – rozkłada ręce Monika Budzeniusz, rzecznik prezydenta Włocławka. – Od 10 lat korespondujemy z Ministerstwem Środowiska i różnymi urzędami. Tama bowiem zarządzana jest z Warszawy. – Wkrótce będzie większy remont, bo mamy unijną dotację – wyjaśnia Dariusz Bogacz ze stołecznego Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej. – W sumie pochłonie to ponad 150 milionów złotych. Trwa etap przetargów. – Czas upływa. Stan obiektu będzie się pogarszał, a nie polepszał – mówi Edmund Sieinski, szef Ośrodka Technicznej Kontroli Zapór. – Tamie daję trójkę. No, z małym plusem. Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej i koncern energetyczny Energa podpisały w zeszłym roku list intencyjny w sprawie budowy drugiego stopnia wodnego. Ma powstać za 2,5 miliarda złotych w okolicach Nieszawy i przez podniesienie poziomu wody odciąży zaporę. – Nie odciąży, bo to chroniony programem obszar Natura 2000 Dolina Dolnej Wisły. Unia Europejska nie zgodzi się na nową tamę, jak nie zgodziła się na szosę w Dolinie Rospudy – ucina Przemysław Nawrocki, lider projektu „Rzeki dla życia” przy organizacji ekologicznej WWF. Na razie w miejscowościach poniżej zapory wiszą głośniki. W kwietniu 2007 roku włączył się alarm – prawdopodobnie po uderzeniu pioruna. Po przeraźliwym wyciu syreny i komunikatach „Awaria tamy, proszę się ewakuować” dwie osoby zasłabły, a jedna dostała zawału. Igor Ryciak „Przekrój” 09/2010 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.najnowszeTylko na wwwKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() „Przekrój” 35/2010 W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku • Przeszczep życia • Palikot do Miecugowa: Idę po władzę! • Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|