Strona główna > Wydarzenia > Kraj > Podatki dla przyjemności
26.01.2010
Podatki dla przyjemności

Krzysztof Szczepaniak

Na ekologię, na składkę unijną, na walkę z cukrzycą – w głowach polityków rodzą się co chwila pomysły na nowe podatki celowe. Politycy boją się je nagłaśniać. Dlaczego, skoro płacenie podatków bywa przyjemne

Powiększ zdjęcie

ilustracja Maciej Sieńczyk
To był przełomowy eksperyment. Naukowcy z Uniwersytetu Oregońskiego zaprosili dwa lata temu 19 ochotniczek. Każdej przydzielono po sto dolarów, po czym poproszono je, by losy tych pieniędzy obserwowały na ekranie monitora. W tym czasie mózgi ochotniczek były badane rezonansem magnetycznym. Raz uczestniczki badania mogły zdecydować, czy chcą wpłacić pieniądze na akcję charytatywną, innym razem dowiadywały się, że nie mają wyboru, bo pieniądze muszą iść na opłacenie podatków.

Jądra ogoniaste i półleżące, czyli obszary mózgu odpowiedzialne za odczuwanie satysfakcji, zwiększały swoją aktywność podczas transferów pieniędzy. Zaobserwowano przy tym, że reakcje mózgu były dużo bardziej gwałtowne, gdy pieniądze trafiały bezpośrednio do organizacji charytatywnej, a mniej widoczne (ale jednak zauważalne), gdy środki były uczestniczkom po prostu zabierane. – To pierwszy naukowy dowód na to, że obowiązkowe podatki mogą pobudzać w mózgu obszary, które wiązano z poczuciem osobistego zadowolenia – tłumaczy „Przekrojowi” profesor William T. Harbaugh, jeden z autorów badania, którego wyniki opublikował tygodnik „Science”. Od eksperymentu minęły już dwa lata, a profesor Harbaugh wciąż chce je rozwijać, bo w neuroekonomii, czyli tłumaczeniu zjawisk ekonomicznych z wykorzystaniem narzędzi do badania mózgu, widzi ogromną przyszłość.

Wkurzeni abstrakcją
Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha także przekonuje, że ludzie dużo lepiej odbierają podatki, gdy wiedzą, na jaki cel idą. – Podatki celowe, jeśli rzeczywiście są wykorzystywane na założone cele, płaci się chętniej, bo nie czujemy się okradani – tłumaczy. – Widać to przy VAT i podatku dochodowym. Gdy wyjeżdżamy z salonu nowym samochodem, nie rozważamy, ile w kwocie, którą zapłaciliśmy, było ceny, a ile podatku, bo wiemy, że ta zapłata wiązała się z konkretną korzyścią dla nas: kupiliśmy nowy samochód. Ale gdy wypełniamy PIT i fiskus zabiera nam 18 czy 32 procent naszych dochodów, czujemy się wkurzeni, bo nie mamy pojęcia, po co je fiskusowi oddajemy.

Jeszcze bardziej się wkurzaliśmy, gdy w latach 90. XX wieku każdy kierowca wnosił „opłatę drogową” przeznaczoną na budowę i remonty dróg. Choć pieniądze szły, nowe drogi nie powstawały. Prawo nie definiowało bowiem, na jakie inwestycje środki miały być przeznaczane.
– Amerykańskie badania wydają się zaskakujące, być może jednak rzeczywiście wprowadzenie nowych podatków zmieniłoby w Polsce sposób postrzegania podatków w ogóle – komentuje Paweł Arndt, szef sejmowej komisji finansów publicznych. – Polakom podatki kojarzą się źle, ale na pewno zupełnie inaczej spojrzelibyśmy na problem, gdyby podobne badania przeprowadzono w Polsce – dodaje.

Czy zatem Platforma wprowadzi wszystkie nowe propozycje w życie?

– Myślę, że na razie wprowadzenie nowych obciążeń może być trudne do przełknięcia, ale w przyszłości być może warto o tym pomyśleć – tłumaczy Arndt.

Metanowa, zapasowa
„Ani lewica, ani prawica nie mają odwagi powiedzieć obywatelom, że podatki są fajne. Obniżanie podatków jest działaniem wspierającym egoistyczny indywidualizm, a ich podnoszenie pomaga tworzyć wspólnotę” – tak kilka lat temu w cyklu tekstów o zmianach w podatkach w „Gazecie Wyborczej” pisała Kinga Dunin.

Anita Błochowiak z Lewicy, wiceprzewodnicząca sejmowej komisji finansów, uważa, że podatki nie są fajne, ale przyznaje: – W imię solidarności społecznej ludzie doskonale zdają sobie sprawę, że podatki są narzędziem potrzebnym. Tyle że tak często się przy nich majstruje, że skojarzenia z podatkami są złe.

Może jednak wprowadzania podatków celowych, przynajmniej niektórych, Platforma bać się nie powinna? Tyle że powinna o nich zacząć głośniej mówić i tłumaczyć ludziom, po co one są.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy politycy PO rzucili całą masę pomysłów na podatki. Gdybyśmy dobrze policzyli, okazałoby się, że po trzech latach rządzenia Platformie udałoby się dobić nawet do 15 nowych danin, co pozwoliłoby jej ogłosić nowy program pod hasłem „3 x 15”. „Trójka” oznaczałaby trzylecie rządów, a „15” liczbę nowych podatków. Czy nie byłaby to świetna alternatywa dla wyborczego „3 x 15”, które oznaczało wprowadzenie podatku liniowego dla wszystkich trzech grup podatkowych?
1 2 3

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2010.02.01 11:18

Ludzie chcą wiedzieć na co idą ich podatki, a politycy im proponują dodatkowe podatki które pójdą na określone cele. Trzeba być idiotą żeby nie zrozumieć, że to nie jest to samo....

2010.01.26 15:44

...podatki "celowe" mogą być fajne, ale ich wprowadzenie nie powinno polegać na dodawaniu ludziom obciążeń, lecz na podziale obecnej "masy podatkowej" na dokładnie adresowane fundusze celowe...

Bejotka

Wszystkie