|
Zatrute drzewo prowokacji
Agnieszka Fiedorowicz, Marcin Cichoński Przeczytaj także: W podobnej sprawie przegrała przed Trybunałem Rumunia. Tamtejsza policja w celu ujęcia na gorącym uczynku handlarza narkotyków podrzuciła mu heroinę, po czym oskarżyła o posiadanie tej właśnie heroiny. Ta sprokurowana przez policję prowokacja została uznana za nadużycie. Wydając takie orzeczenia, Trybunał odwołuje się do jednego z „zatrutych owoców” jakim jest entrapment (od ang. entrap – podstępem doprowadzić do czegoś) – agent prowokuje osobę do popełnienia przestępstwa, którego ta z dużym prawdopodobieństwem nigdy nie popełniłaby bez „interwencji służb”. A przecież to klasyka działań CBA w ostatnich latach. Przed prowokacją przeciw Sawickiej czy Marczuk-Pazurze CBA powinno mieć informacje o trwającym korupcyjnym procederze, a celem akcji powinno być zweryfikowanie tych doniesień. Było odwrotnie: to agent podsuwał korupcyjne sugestie. – W ten sposób CBA mogłoby prowadzić akcje przeciwko większości społeczeństwa. Sukces zależałby od kwoty – ironizuje profesor Tokarczyk. Uzbrojeni w jedną zgodę Wątpliwości budzi też łamanie prawa w prowokacji. Weźmy przykład podsłuchów, których szczególnie chętnie używają nasze służby. Teoretycznie zgodę na podsłuch procesowy (założony w ramach postępowania karnego) lub operacyjny (gdy służby jedynie sprawdzają, by znaleźć na przykład dowód przestępstwa) wydaje sąd, ale jednocześnie służby zasłaniają się klauzulą tajności przed podaniem szczegółów, sąd więc działa w ciemno. Mało tego – uzbrojeni w tę jedną zgodę agenci podsłuchują też rozmówców tego, na kogo opiewa zgoda sądu (prawdopodobnie tak właśnie ABW podsłuchiwało Gmyza i Rymanowskiego), co jest niezgodne z prawem. – Zapisanie w polskim prawie zasady „zatrutych owoców” chroniłoby przed takimi nadużyciami. Po pierwsze, zgoda jest na jedną osobę i dowody uzyskane w wyniku „zarażenia kogoś podsłuchem” nie będą brane pod uwagę. Po drugie, sąd nie wyda zgody na podsłuch bez uzasadnienia, że osoba podsłuchiwana z dużym prawdopodobieństwem popełniła lub popełni przestępstwo – tłumaczy profesor Tokarczyk. Polskie środowisko adwokackie coraz częściej przywołuje zasadę „zatrutych owoców” i chce, by przynajmniej częściowo była ona brana pod uwagę przez polskie sądy. Na jej podstawie konstruowali linie obrony adwokaci oskarżonych w aferze gruntowej, a ostatnio także w sprawie Sawickiej. W 2007 roku w procesie kardiochirurga Mirosława G. oskarżonego przez CBA o korupcję i zabójstwo sędzia Paweł Rysiński sam odrzucił dowody, twierdząc, że CBA „zgromadziło je niezgodnie z ustawą o CBA, czyli nielegalnie”. Zaznaczył, że podsłuch telefonu doktora założono przecież w związku z podejrzeniami o korupcję. – Nie można więc używać tych materiałów w odniesieniu do zarzutu zabójstwa – wyjaśniał sędzia Rysiński. Powołał się na wydane miesiąc wcześniej (26 kwietnia 2007 roku) orzeczenie Sądu Najwyższego, który uznał za nielegalne używanie materiałów z podsłuchu, by wykryć inne przestępstwo niż to, z powodu którego został założony. Jednak w Polsce nie ma prawa precedensowego, czyli wyroki w żadnej ze spraw, nawet wydane przez Sąd Najwyższy, nie są wiążące dla innych sądów. Profesor Piotr Kruszyński, kierownik Katedry Postępowania Karnego na Uniwersytecie Warszawskim, w 2008 roku w „Rzeczpospolitej” apelował do sędziów, aby stosowali zasadę „owoców zatrutego drzewa”. – Zdawałem sobie jednak sprawę, że to głos wołającego na puszczy – mówi teraz. – Co nie oznacza, że nie możemy w polskim prawie mieć elementów takiego systemu. Wystarczy przyjąć ustawę o sędzi śledczym, której projekt jest gotowy od lipca ubiegłego roku – wyjaśnia. Sędzia śledczy działałby przy sądzie karnym, bo to w nim później będą rozpatrywane nadzorowane przez niego sprawy. Od początku kontrolowałby pojedyncze postępowania prowadzone przez służby, prokuraturę i policję. – Czuwałby więc nad legalnością postępowania i patrzył śledczym na ręce. Byłby w stanie zdecydować o faktycznej potrzebie zastosowania podsłuchu czy prowokacji – wylicza poseł Janusz Kozdroń z PO, który pilotuje w Sejmie ustawę o sędziach. Praktyka, jaką wypracowaliby sędziowie śledczy, ma się przyczynić do kontroli legalności służb szybciej i efektywniej niż ewentualna reforma kodeksu karnego i kodeksu postępowania karnego (o potrzebie tych reform wszyscy mówią od dawna, tyle że nikt się do nich nie pali). Tylko zapału brak Jak nieoficjalnie dowiedział się „Przekrój”, ostatnie afery, które mogłyby pomóc w forsowaniu reformy, równocześnie ją zablokowały. W wyniku przetasowań we władzach klubu Platformy Obywatelskiej (której posłowie inicjowali ustawę o sędzi śledczym) pomysłodawcy spodziewają się, że od nowa będą musieli zdobywać poparcie nowych władz. Nieoficjalnie też wiadomo, że ustawa nie budziła dotąd przychylności Ministerstwa Sprawiedliwości. Bo reforma, choć niezbędna z punktu widzenia bezpieczeństwa obywateli, utrudni działanie organom śledczym. – Legalne prowadzenie postępowania jest znacznie trudniejsze niż prowokacje. A „owoce z zatrutego drzewa” są dla polityków najlepszym narzędziem rozgrywania politycznych rozrachunków. Politycy nie dadzą sobie tak łatwo tej broni odebrać – uważa profesor Tokarczyk. Żaden z naszych rozmówców nie proponował likwidacji żadnej ze służb i zaprzestania ich walki z korupcją czy ze zorganizowaną przestępczością. My także nie przesądzamy w tym tekście o winie lub niewinności którejkolwiek z osób rozpracowywanych przez CBA. Chodzi o to, by ścigając przypadki łamania prawa, służby same go nie łamały. Bo wtedy prędzej czy później zaczną się zajmować łamaniem prawa w celu zdobycia dowodów na to, że to one same złamały prawo, by zdobyć dowody, że inna służba złamała prawo, gdy zdobywała dowody. Agnieszka Fiedorowicz, Marcin Cichoński „Przekrój” 43/2009 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.najnowszeTylko na wwwKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() „Przekrój” 35/2010 W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku • Przeszczep życia • Palikot do Miecugowa: Idę po władzę! • Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|