|
Zatrute drzewo prowokacji
Agnieszka Fiedorowicz, Marcin Cichoński Tajni agenci idą na łatwiznę i ścigają przestępstwa, sami je popełniając. W cywilizowanych krajach śledczy nie pozwalają sobie na to. Zbliżymy się do cywilizacji, gdy z zatrutego drzewa zejdzie do nas sędzia śledczy Przeczytaj także: Zaś dwa tygodnie temu wyszło na jaw, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego nagrała telefoniczną rozmowę dziennikarzy Cezarego Gmyza z „Rzeczpospolitej” i Bogdana Rymanowskiego z TVN. Stenogramy ujawniono podczas procesu wiceszefa ABW Jacka Mąki przeciwko „Rzeczpospolitej”. Zapisy rozmów trafiły do akt, mimo że nie było wymaganej zgody na podsłuchiwanie tych osób. Sięgnijmy głębiej: szykując aferę gruntową, której ofiarą miał paść wicepremier Andrzej Lepper, agenci CBA podszywali się pod inne służby, nadużywali podsłuchów – na przykład wobec ministra Janusza Kaczmarka – oraz fałszowali urzędowe dokumenty i podpisy istniejących urzędników. Tymczasem ustawy regulujące działania służb pozwalają im stosować prowokację tylko w określonych przypadkach – w celu sprawdzenia posiadanych wiarygodnych informacji o przestępstwie i w celu ustalenia jego sprawcy. Taka prowokacja polegać może na kupnie lub sprzedaży przedmiotów pochodzących z przestępstwa, na wręczeniu łapówki lub złożeniu korupcyjnej propozycji. Kodeks postępowania karnego jest bardziej liberalny – nigdzie nie zabrania gromadzenia i przedstawiania przed sądem dowodów pozyskanych nielegalnie. Przestępcze namawianie A przecież prowokowanie przestępstw w wielu krajach Europy Zachodniej nawet nie przyszłoby do głowy organom ścigania, dziwna byłaby choćby dyskusja o ewentualnym przyjęciu przez wymiar sprawiedliwości powstałych w ten sposób dowodów. – Do tego na przykład w USA czy w Wielkiej Brytanii wprost obowiązuje zasada „owoców zatrutego drzewa”, która zakłada, że skoro źródło jest zatrute, to zatrute są i jego owoce. Dowodów pochodzących z takiego źródła, czyli z przestępstwa, nie dopuści żaden szanujący się sędzia – wyjaśnia ekspert prawa amerykańskiego profesor Roman Tokarczyk* z lubelskiego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. – Prokuratura i policja stają więc na głowie, by zebrany materiał był legalny i nie budził wątpliwości. W służbach unikających „zatrutych owoców” prowokację stosuje się w przypadku recydywistów lub bardzo dużego prawdopodobieństwa popełnienia przestępstwa przez daną osobę. – Przykładem może być zakup kontrolowany narkotyków od osoby od dawna podejrzewanej o handel nimi – wylicza Tokarczyk. – FBI może tworzyć fikcyjne tożsamości, nieprawdziwe firmy. Nie do pomyślenia jest jednak znane z działań CBA fałszowanie podpisu realnego urzędnika. Za takie przestępstwo agent odpowiada, a dowody z miejsca tracą wartość – wyjaśnia profesor. Na naszym kontynencie o nieużywaniu „owoców z zatrutego drzewa” mówią orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. – Przykładem może być wyrok z 2008 roku dotyczący sprawy prokuratora Ramanauskasa przeciwko Litwie – wyjaśnia Artur Pietryka z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Trybunał skrytykował nadużycie prowokacji przez litewską policję, gdy zakamuflowany agent policji usiłował namówić prokuratora – osobę o nic wcześniej niepodejrzewaną – by za trzy tysiące dolarów łapówki wycofał zarzuty wobec przestępcy – mówi Pietryka. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.najnowszeTylko na wwwKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() „Przekrój” 35/2010 W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku • Przeszczep życia • Palikot do Miecugowa: Idę po władzę! • Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|