|
Britney Spears zginie, Reinhold Friedl przeżyje
Bartek Chaciński Nie całkiem po festiwalu Musica Genera, ale za to na pewno po Britney Spears
Pół wieczoru spędziłem ostatnio, dyskutując w miłym gronie o bohaterach festiwalu Musica Genera. W dokładnie tym samym tonie, w jakim obgaduje się gwiazdy muzyki pop. Że Reinhold Friedl (pianista-improwizator grający dość widowiskową techniką „inside piano”) wygląda przy pracy jak mechanik samochodowy grzebiący pod maską swego ukochanego auta. Że Jerome Noetinger (francuski artysta dźwiękowy wykorzystujący różnego typu narzędzia elektroniczne) ma jakiś niepokojący rys osobowościowy i mógłby występować w thrillerach, czego jednym z koronnych dowodów miałyby być – uwaga! – buty na grubej podeszwie i niedbały strój. Że wreszcie Australijczyk Robin Fox (który na MG siedział za laptopem przy takim oświetleniu, że trzeba było uwierzyć, że tam siedzi) przypomina – w dużym zarysie – Ricka Rubina oraz że mógłby ściągnąć całkiem popową publikę swoim spektaklem światła laserowego i generowanego elektronicznie dźwięku.
Całe warszawskie wydanie festiwalu okazało się imprezą dość spektakularną i całkiem dobrze przyjętą – także frekwencyjnie. Reinhold Friedl – choć co do jego występów opinie są podzielone – zrobił na mnie kapitalne wrażenie swoją siermiężną zdawkowością (solowa improwizacja trwająca 15 minut to było dokładnie to, co trzeba – i ani sekundy za długo) oraz rzemieślniczym zapamiętaniem. Dzięki temu ostatniemu wyglądał na scenie atrakcyjniej niż, nie przymierzając, Britney Spears. Dlatego między innymi niespecjalnie mnie dziwi, że koncert Britney odwołano, a występów w ramach MG nie. I że twarda publiczność chodząca na kompletnie nieprzewidywalne imprezy z trudną muzyką na pewnym poziomie kryzysu i wysycenia rynku sieczką może wygrać z masowym klientem wychowanym na telewizji muzycznej. Wprawdzie „Przekrój” pisał w swoim wydaniu specjalnym „Lato muzycznych festiwali” o wielkim prawdopodobieństwie odwołania występu Britney (patrz skan powyżej), to jednak nie dowierzaliśmy. Taki koncert to spore przedsięwzięcie, a organizatorzy – agencja Akwarium, która przygotowuje choćby duży festiwal Warsaw Summer Jazz Days (w tym roku też zresztą przyjmowany nieźle – znów nisza wygrywa z mainstreamem!) – mają doświadczenie z dużego formatu gwiazdami. Na oficjalnej stronie artystki czytamy, że występ odwołano z „niemożliwych do pokonania problemów kontraktowych”. Kontrakt wpadł do akwarium z aligatorami czy co? Do czego to jeszcze trzeba się uciec, żeby nie wspomnieć o tym, że sława z BS ulatuje. Dzień po ogłoszeniu, że Britney Spears na Służewcu nie wystąpi, nadeszła wiadomość o przedłużeniu prezentacji instalacji pokazywanych w ramach festiwalu Musica Genera w siedzibie Muzeum Sztuki Nowoczesnej. „Sound Modulated Light 3 PL” Edwina van der Heide oraz dwie prace Any Zaradny („Trigonometry7” i „eM U Zet eM”) można zobaczyć i odsłuchać do 26 lipca. Za darmo. W dodatku w sposób interaktywny (inaczej niż w wypadku Britney, którą zobaczycie i usłyszycie przypadkiem, jako tło, gdziekolwiek będziecie). Szczegóły na www.musicagenera.net. Nie lubię strasznie określenia „kultura wysoka”, ale kto tym razem jest górą? Bartek Chaciński Przekroj.pl wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.najnowszeKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() Tylko na wwwGaleria„Przekrój” 35/2010 W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku • Przeszczep życia • Palikot do Miecugowa: Idę po władzę! • Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |