Strona główna > Opinie > Chaciński > Każdy piratem własnego losu
9.02.2010
Każdy piratem własnego losu

Bartek Chaciński

Piraci płacą za nielegalne pliki? Niech artyści zwracają za legalne!

Powiększ zdjęcie

Fot. Bogdan Krężel
Uschły już i wylądowały na śmietniku najbardziej wytrzymałe choinki, ale reklamy uliczne zachęcające do wydawania pieniędzy przed świętami jeszcze nie znikły. To powszechny obraz końca stycznia. Bo kto by się tam reklamował z czymkolwiek, gdy uwięzione w zaspach polskie rodziny dojadają wciąż noworoczny bigos i zastanawiają się, z czego spłacać raty za to, co kupione zostało jeszcze w grudniu. A pojawiające się w tym okresie telewizory w cenie radioodbiorników i volvo w cenie daewoo stają się tak nieosiągalne, jak wcześniej radioodbiorniki w cenie telewizorów i daewoo w cenie volvo.

W tym czasie rynkowej posuchy – głośniej niż zwykle – artyści przypominają, że są okradani. O, tak, pamiętam taką złodziejską historię zakończoną procesem w zeszłym roku: amerykańska matka czworga dzieci ściągnęła z sieci 1700 piosenek, w związku z czym sąd skazał ją na – uwaga – dwa miliony dolarów kary. Przetoczyła się wtedy przez świat zażarta dyskusja – obliczono, że gdyby ta matka dzieciom rozbiła wystawę w sklepie i wyniosła stamtąd fizycznie płyty kompaktowe z tyloma utworami, zapłaciłaby w myśl amerykańskich standardów ledwie jedną dziesiątą tej sumy. Za jedną piątą mogłaby na przykład spalić dom sąsiadów, słuchając „Light My Fire” The Doors (pod warunkiem że nie byłoby nielegalnie ściągnięte, bo wtedy rachunek wyniósłby jednak dwa miliony). Ba, morderstwo drugiego stopnia z 15-letnią karą więzienia Jesus Diaz z serwisu Gizmodo wycenił na 800 tysięcy dolarów, przeliczając rok więzienia jako średni dochód amerykańskiej rodziny, czyli ponad 50 tysięcy.

Na kolejne apele o walkę z piractwem odpowiem tak: uczciwość w artystycznym świecie jest dziś rzeczą rzadszą niż zdolność kredytowa w świecie klientów. Trudno stwierdzić, gdzie w tej sprawie leży złoty środek, za co się karać powinno, a za co jeszcze nie, ale organizacje obrony praw doprowadziły dyskusję do bandy, więc proponuję – w imieniu klientów – przyjąć twarde stanowisko blisko bandy przeciwnej. Otóż w czasach empetrójek wcale nie płacimy mniej za muzykę. Przeciwnie – płacimy więcej, bo drobnych zakupów utworów w formie elektronicznej, niewiele tańszych od tych na płytach, dokonuje się łatwiej i z mniejszą refleksją. Ponadto sam mam problem z tym, że materiał muzyczny, który już pozyskałem w formie elektronicznej, kupuję potem na CD. Podobnie (tak to sobie wyobrażam) może być z książką i e-bookiem. Słowem: dwukrotnie płacę za osobistą licencję na wykorzystanie tego samego dzieła, tylko w różnych formatach. A zatem bądźmy prawi i sprawiedliwi: żądajmy zwrotu kosztów licencji raz już opłaconej. Masz empetrójkę? Kup CD i zażądaj zwrotu kosztów empetrójki albo przynajmniej połowy, no dobra – jednej czwartej tej sumy. Zresztą co ci zależy, walcz chociaż o honor klienta – żądaj zwrotu jednego grosza. I dopiero jeśli go dostaniesz, zacznij słuchać argumentów artystów. Nie daj sobie pluć w bigos, a już przynajmniej nie w styczniu.

Bartek Chaciński
„Przekrój”, nr 5/2010

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.