|
Zagłada dużej czarnej
Michał Witkowski Chcę dużą czarną kawę. Ale jaką? Cappuccino? Latte? Nie, dużą czarną, do cholery! Takiej nie mamy...
Historia kawy w Polsce rozwijała się z góry na dół – od wzlotu do upadku. Zaczęło się od Jerzego Kulczyckiego, który poznał ten napój w tureckiej niewoli i w 1683 roku otworzył w Wiedniu pierwszą w Europie kawiarnię Zur blauen Flasche. Polak Austriakom kawiarnię założył! Z turecką kawą, którą zabrał spośród łupów z odsieczy wiedeńskiej, bo chciano to g... wyrzucić, myśląc, że to pasza dla wielbłądów. On był w Turcji, wiedział, że to nie pasza, tylko nisza, nisza na rynku! A teraz, jak Austriak jedzie samochodem do Polski, zatrzymuje się na parkingu i dostaje słynny plastikowy kubek, do którego nasypano trochę proszku ze słoika, ale co tam jest w środku, to się dopiero okaże. Zalane jest to równie słynnym polskim wrzątkiem z czajnika elektrycznego i pomerdane plastikowym, wygiętym od tego wrzątku patyczkiem. Oto wzlot, oto upadek. Co pomiędzy?
Po drodze jest dużo dobrej kawowej literatury: z Mickiewiczowską „kawiarką”, co to całe życie poświęca tylko przebieraniu najpiękniejszych ziaren, z piosenką „Kawiarenki”, z komunistyczną „małą” i „dużą czarną” ze szklanki przykrytej spodkiem... Kawa po polsku, czyli po turecku, której nie wypiłby żaden Turek, bo też daleko za komuny odeszliśmy od Kulczyckiego, a jednak pachniało spod owego spodka bardziej niż z dzisiejszego plastikowego kubka z rozpuszczalną kawą i rozpuszczonym mieszadełkiem. Za komuny więc sprawa była prosta. Na wsi powstawały klubokawiarnie, gdzie w termosach parzyło się kawę po turecku bądź zalewało pełną szklankę lub pół szklanki w koszyczku. Początek lat 90. to czasy, gdy za największy szpan uchodziło picie w domu kawy z własnego ekspresu przelewowego, który jednak, jak pager, okazał się ogniwem pośrednim i szybko zanikł zastąpiony dzisiejszym postmodernistycznym eklektyzmem. Wprowadziły go nieszczęsne sieci, które zadały dobrej kawie w Polsce ostateczny cios i przyczyniły się do eksterminacji małej i dużej czarnej. Chcę po prostu dużą czarną kawę – tłumaczę czasem w którejś sieci. Ale jaką? Cappuccino? Latte? Nie, dużą czarną, do cholery! Takiej nie mamy... Może mrożoną? Z lodami? Kawę z herbatą i sokiem? Fiu-bździu! Ja wam dam kawę z herbatą! Dużej czarnej najbliżej do dzisiejszej americano, tylko że ta ostatnia jest słaba i sprzedawana w ogromnych kubkach, nie do wypicia bez żołądkowych perturbacji. A w Starbucksie wręcz w wiadrach! Espresso – za silna i suszy po niej jak na kacu. Kończy się na tym, że człowiek idzie do automatu, gdzie istnieje jeszcze kawa czarna bez cukru w kubku z kartonu (osobne wady i zalety). Jeśli jest to akurat w hallu biblioteki uniwersyteckiej podczas wietrzenia lectorium, kawa może się okazać wcale wytworna i wypita w doborowym towarzystwie. Gorzej na dworcu, gdzie nic się nie wietrzy. Ideałem byłoby powstanie niesieciowych, polskich, eleganckich, wytwornych, drogich, pięknych i trendy kawiarenek rozsianych po całym kraju, a nie tylko w Warszawie na Powiślu... Gdzie duch Kulczyckiego może się czuć jak w domu. Michał Witkowski „Przekrój” 28/2010 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2010.07.30 16:21
Pomijajac fakt,ze kawa w Polsce kosztuje wiecej niz we Wloszech....znalezienie prawdziwego dobrego espresso graniczy z cudem :( 2010.07.30 13:59
zgadzam się - "zamerykanizowany" rynek kawy, a raczej napojów kawo-pochodnych na każdej stacji benzynowej, na każdym rogu, nawet w domu roboty, które zrobią sześciokolorową kawę o... dudi
najnowszePromocja„Przekrój” 35/2010 W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku • Przeszczep życia • Palikot do Miecugowa: Idę po władzę! • Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|