Strona główna > Ludzie > Sylwetki > Grzegorz raz Ruskim kibicował
29.07.2010
Grzegorz raz Ruskim kibicował

Donat Szyller

Brutal bez mrugnięcia okiem wykonujący polityczne egzekucje. Czuły inteligent wzruszający się poezją o bolesnej miłości. Tak, to opinie o jednym człowieku – nowym marszałku Sejmu Grzegorzu Schetynie

Powiększ zdjęcie

fot. Bartosz Bobkowski/Agencja Gazeta
Zamknięto szkoły, a fabryki wstrzymały produkcję. I nie dlatego, że rodził się Grzegorz. Po prostu słupki rtęci spadały do -30 stopni Celsjusza. Ulice Opola, przez które 18 lutego 1963 roku jechała karetka z brzemienną Danutą Schetyną, wyglądały jak wąwozy wyciosane w zwałach śniegu. W domu wszystko było gotowe na przyjęcie córki o już wybranym imieniu Joanna. Bo Danuta i Zbigniew Schetynowie nie spodziewali się chłopca. Mieli już jednego, dziewięcioletniego wtedy Janusza. Biologia ich zaskoczyła, gdy zamiast Joanny pojawił się Grzegorz.

Milicjant za ścianą
Trzypokojowe mieszkanie na parterze szarej kamienicy w Opolu wypełnione było patriotyzmem. Do dziś ściany zdobi plakat Solidarności, tekst hymnu narodowego i zdjęcia Jana Pawła II. Na półkach starej meblościanki stoi godło Polski, emblemat AK, kotwica Polski Walczącej i gliniane garnuszki pełne ziemi z rozsianych po świecie mogił polskich żołnierzy.

Historia była pasją ojca Grzegorza, Zbigniewa Schetyny, który pochodził z Trembowli na Kresach (dziadek obecnego marszałka Sejmu był tam urzędnikiem sądowym i dorobił się dwóch krytych blachą domów o wartości 17 tysięcy rubli w złocie). Podczas wojny Zbigniew, żołnierz AK o pseudonimie „Sokół”, należał do oddziału wykonującego wyroki śmierci na szmalcownikach i niemieckich kolaborantach. Przyszłą żonę poznał w latach 50. w pociągu do Bystrzycy Kłodzkiej, w której osiadł po wojnie. Z wykształcenia był nauczycielem chemii. Gdy dostał skierowanie do pracy w szkole średniej w Opolu, przeprowadził się tam z żoną. – W domu mąż uczył synów prawdziwej historii Polski – mówi „Przekrojowi” Danuta Schetyna. Grzegorz wiedział więc dużo o Katyniu, a po pokojach krążyły rzewne wspomnienia o Lwowie. Ta wiedza była tajna, bo za ścianą mieszkali milicjanci, a Grzegorz grał z ich dziećmi w piłkę. „Jak wychodzisz z domu, nic nie wiesz. Pamiętaj!” – pouczał ojciec.

Zbigniew Schetyna latem dorabiał jako opiekun wycieczek młodzieżowych, a za zarobione pieniądze fundował rodzinie podróże po Europie. Nocowali na skromnych kempingach, ale odwiedzili Monte Cassino, Bolonię, Arnhem, zwiedzili Wiedeń, Budapeszt, Rzym, Wenecję, Pragę.

Grupa wiodąca prym
Oczywiście w gruncie rzeczy Grzegorz był zupełnie normalnym nastolatkiem. Żył nie tylko historią, ale też – na przykład – sportem, szczególnie grami zespołowymi. Gdy jeszcze jako chłopiec śledził z wypiekami na twarzy mecz hokejowy Szwecja–ZSRR w pierwszym rodzinnym kolorowym telewizorze, do mamy przybiegł starszy brat Janusz. „Weź coś zrób, bo Grześ kibicuje Ruskim!” – wołał. Grzegorz gęsto się tłumaczył, że kibicował Związkowi Radzieckiemu, bo podobały mu się czerwone stroje zawodników.
Później pisał listy (po angielsku, bo tego języka uczył się prywatnie) do klubów piłkarskich w Europie. Najlepiej szła korespondencja z Realem Madryt. Hiszpanie przysyłali mu proporczyki i inne gadżety, dzięki którym Grzegorz mógł brylować na podwórku. Spędzał tam – z kluczem na szyi – całe popołudnia, kopiąc piłkę między szarymi kamienicami.

Harcerstwo zainteresowało go na chwilę. Zrzucił mundur (w domu), gdy w ósmej klasie zaprowadzono hufiec na spotkanie z wojewodą. Ten ogłosił: „Wy, harcerze, jesteście przedmurzem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej”. – Jak to usłyszał, powiedział, że z harcerstwem koniec – wspomina Danuta Schetyna.

Po podstawówce Grzegorz uczył się w II Liceum Ogólnokształcącym w Opolu. – Dołączył do grupy wiodącej prym w klasie – opowiada Elżbieta Kurek, koleżanka z klasy, dziś radna województwa opolskiego z PO. Erudycja Schetyny imponowała dziewczynom. Ocierał się o ogólnopolski świat, gdy zarabiał pierwsze pieniądze, sprzedając lody oraz kanapki podczas festiwali w Opolu. – Miał powodzenie. Czytał książki, których my jeszcze nie znałyśmy. Uwielbiał Hłaskę, kochał Wojaczka. Dużo mówił o jego tragicznej śmierci – wspomina radna Kurek.

– Nie był typem przystojniaka, ale dziewczyny do niego lgnęły. Zazdrościliśmy mu – dodaje jeden z kolegów z klasy, który woli pozostać anonimowy.

Były też zgrzyty: Grzegorz przeszkadzał na lekcjach, opowiadając dowcipy, otwarcie kpił z instruktażowych filmów uczących śląską młodzież prawidłowego mycia rąk, uciekał z klasą na wagary, pił wino owocowe na wyspie Bolków, słuchał opolskiego zespołu heavymetalowego TSA, czytał „Buszującego w zbożu” Salingera, chłonął filmy „Lot nad kukułczym gniazdem”, „Rocky”, „Taksówkarz”. Rodził się bunt, a Grzegorz skierował go przeciw komunie.

Pułkownik w areszcie

W połowie września 1980 roku na murze opodal szkoły pojawił się malowany czerwoną farbą napis „17 września 1939 – napad ZSRR na Polskę”. – To Grzegorz namówił nas na tę akcję – opowiada „Przekrojowi” kolega z klasy. Schetyna z trójką kolegów przez kilka wieczorów ćwiczył scenariusz. Z zegarkiem w ręku sprawdzał, jak szybko da się namalować hasło na murze, ile trwa ucieczka, mierzył ruch samochodów i milicyjnych patroli między godziną 23 a 24. W nocy z 16 na 17 września czwórka dywersantów wykonała pędzlami swą robotę i rozbiegła się do domów. Jeden zatrzymał się na szkolnym boisku i na asfalcie wymalował „Katyń pomścimy”. – Grzegorz zmył mu za to głowę, bo przez to milicja trafiła do szkoły – opowiada nasz rozmówca. Bezpieczniacy lustrowali dłonie uczniów w poszukiwaniu śladów farby. Po zbadaniu kilku klas znudzili się i do Schetyny oraz jego kolegów nie doszli. Strach był, bo mimo użytych rękawiczek chłopcy mieli czerwone ślady na palcach.

Po maturze w 1981 roku Schetyna wyjechał na studia do Wrocławia. – Mąż powtarzał, że lekarzom komuna krzywdy nie zrobi, więc niech będzie lekarzem. Ale Grześ tłumaczył: „Jakim ja będę lekarzem, gdy ja na krew nie mogę się patrzeć?” – wspomina Danuta Schetyna. Jej syn chciał studiować dziennikarstwo, marzył o karierze reportera sportowego. Ojciec był przeciwny i tak Grzegorz poszedł na prawo.

Trwał jeszcze stan wojenny. Schetyna pojechał z kolegą pod Opole pożegnać znajomego, który szedł do wojska. Spotkanie przeciągnęło się do godziny milicyjnej. Grzegorz i Adam przemykali się ciemnymi ulicami Opola, gdy wyrósł przed nimi patrol. – Grześ nie miał dokumentów – mówi Danuta Schetyna. – Trafił do celi z pospolitym złodziejem. Wyciągnął go ojciec Adama, emerytowany pułkownik Ludowego Wojska Polskiego, który w mundurze poszedł do komisariatu.

W 1984 roku, po morderstwie księdza Jerzego Popiełuszki, Grzegorz przyjechał do domu i – jak wspomina matka – oznajmił: „Nie będę prawnikiem w tym bezprawiu i od Jaruzelskiego żadnej nominacji nie przyjmę”.

Przeniósł się na wydział historii Uniwersytetu Wrocławskiego. Tam studia toczyły się pod znakiem Niezależnego Zrzeszenia Studentów. – Radykalny, ostry antykomunista. Typ organizatora – opisuje młodego Schetynę Ryszard Czarnecki, teraz europoseł PiS, po którym Schetyna w 1986 roku przejął kierownictwo uczelnianego NZS. Inny działacz zrzeszenia Paweł Piskorski, teraz szef Stronnictwa Demokratycznego, dodaje: – Twardy radykał.

Tak jak o Antonim Macierewiczu opowiada się, że w latach 80. imponował mu Che Guevara, tak Schetyna miał być pod wrażeniem działań IRA. Pod pseudonimem „Radek” wstąpił do radykalnej Solidarności Walczącej. – Dużo mówił o metodach walki bezpośredniej, na ostro. Kończyło się na słowach. Nigdy nie wyszedł na ulicę z kilofem, by bić ZOMO – wspomina Czarnecki.

W 1983 roku z kolegami z NZS wziął udział w pochodzie pierwszomajowym, na którym gościem był radziecki generał z Brzegu (stacjonowały tam wojska ZSRR). W tłumie studenci rozwinęli flagi Solidarności. Wkroczyło ZOMO, strzelało gazem. – Generał uciekał, aż mu spadła czapka – wspomina Danuta Schetyna. Grzegorz, złapany jako jeden z tłumu, trafił do aresztu na 48 godzin.

Węgra nie zabił
Jak wiadomo, studia służą głównie do zabawy, był więc też zapewne alkohol i kobiety. – Nie, nie, kobiety nie! – zaprzecza szybko Czarnecki. Schetyna już wtedy był związany z Kaliną Rowińską, późniejszą żoną, wtedy studentką. – To była i jest jego jedyna miłość. Pod względem związków z kobietami był bardzo konserwatywny – opowiada Czarnecki.
1 2 3

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2010.08.02 22:30

Gdyby G.Schetyna byl "twardym radykalem",to odcial by sie na amen od Chlebowskiego i calej tej afery.A tak chyba jest cos na rzeczy.

2010.07.30 18:46

Z tego co mówi, to najważniejsza jest Platforma Obywatelska i kredyt zaufania. W PRL-u najważniejsza była PZPR i kredyt zaufania.

2010.07.30 12:05

fajnie napisane

Wszystkie