Strona główna > Ludzie > Sylwetki > Claude Lévi-Strauss nie żyje
3.11.2009
Claude Lévi-Strauss nie żyje

Małgorzata Sadowska


Wydana zaledwie 10 lat po wojnie książka tchnie zrozumiałym pesymizmem. „Tęcza kultur ludzkich zapadnie się ostatecznie w pustkę wyżłobioną przez nasze szaleństwo” – pisał Lévi-Strauss, mając zapewne w pamięci szaleństwo II wojny. Ale te słowa pasują również do naszych czasów – epoki globalizacji.

Francja fetuje mędrca
Strukturalizm i inne teorie Lévi-Straussa jeszcze za jego życia zdążyły się doczekać naśladowców i oczywiście krytyków (cóż, to jedna z wad długowieczności). Antropologowi zarzucano uproszczenia i bezkrytyczny stosunek do źródeł. Choćby to, że wyciągał daleko idące wnioski z krótkich pobytów w terenie. Podczas gdy (powołajmy się na rodaka) Bronisław Malinowski spędził całe miesiące wśród Triobriandczyków, nim napisał książkę pod ekscytującym tytułem „Życie seksualne dzikich” i dużo mniej ekscytującej dla laików zawartości, Lévi-‑Strauss przebywał wśród brazylijskich Indian zaledwie po kilka tygodni. Nie znając języka, opierał się na relacjach informatorów i tłumaczy.
Dziś uważa się też, że nadmiernie idealizował społeczności, które badał, idąc w ślady cenionego przez siebie Jana Jakuba Rousseau*. Cóż, nawet jeśli starał się być obiektywny, patrząc na innych, nie był w stanie uwolnić się od świata wartości własnej kultury.
Większość prac Lévi-Straussa nie jest łatwa do przebrnięcia dla zwykłego czytelnika. Erudycyjne, zawiłe wywody choćby z „Antropologii strukturalnej” to lektura dla najwytrwalszych.
Ale nawet jeśli jego teorie naukowe nieco już zwietrzały, Lévi-Strauss pozostaje wielkim europejskim humanistą. I moralistą. Nie tylko wybitnym filozofem, ale też znawcą muzyki, poezji i malarstwa (o dziwo, z awersją do teatru!), członkiem Akademii Francuskiej (od 1973), założycielem antropologicznego pisma „L’Homme”, posiadaczem niezliczonej liczby tytułów i nagród. Człowiekiem, który całe życie mieszka w tym samym domu – jak przystało na wroga podróży.
Francja fetuje swojego ostatniego mędrca spotkaniem w paryskim Musée du quai Branly – największej na świecie placówce gromadzącej sztukę pierwotną Afryki, Azji, Oceanii i Ameryk. Grupa stu intelektualistów odczytuje tu fragmenty dzieł Lévi-Straussa, a zwiedzający mogą podziwiać fotografie z jego wypraw (w tym robione przez samego naukowca). Od początku roku ukazuje się również wspaniałe wydanie wybranych dzieł antropologa, i to w najbardziej prestiżowej francuskiej serii Pléiade- wydawnictwa Gallimard (niewielu żyjących autorów dostępuje tego zaszczytu). W serii ukaże się na pewno „Smutek tropików”, którego nowe wydanie wyszło w tym roku także w Polsce.
Otwieram na chybił trafił swój stary egzemplarz i czytam: „Za kilkaset lat w tym samym miejscu inny podróżnik, tak samo zrozpaczony jak ja, będzie opłakiwał zniknięcie tego, co ja jeszcze mogłem widzieć, lecz czego nie potrafiłem dostrzec”. Piękne zdanie, celna myśl. Ale zaraz, zaraz... Za kilkaset lat? Jakiś podróżnik? Czyżby Lévi-Strauss był jednak optymistą?

Małgorzata Sadowska
"Przekrój" 48/2008
1 2

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Na studiach czas temu przerabiało się Levi-Straussa, ale poglądy te nasycone pesymizmem odnośnie natury ludzkiej zaczerpnięte od Rousseau, Hobbesa czy Locke'a skłaniają tylko ku refleksji,...

czytelnik

Wszystkie