|
Michnik dziękuje Kaczyńskiemu
rozmawia Piotr Najsztub Jestem wdzięczny Lechowi Kaczyńskiemu za jego wyprawę do Tbilisi. Prezydent Kaczyński zrobił dokładnie to, co powinien był zrobić; dzięki niemu mogę być dumny z mojej ojczyzny
Rozmowa odbyła się 6 września 2008 roku w Warszawie
Powraca Rosja, której powinniśmy się bać, która chce nas – co najmniej – przydusić? – Tak bym tego nie formułował – strach jest złym doradcą. Ale na pewno jesteśmy świadkami końca pewnego sposobu myślenia o Rosji, praktykowanego przez ostatnie 20 lat, czyli od pierestrojki Gorbaczowa. Na czym polegał? – To było głębokie przekonanie, że Rosja idzie w dobrą stronę, może zakosami, z kłopotami, ale idzie konsekwentnie. Otóż to, co się stało w Gruzji, nakazuje zrewidować ten pogląd – Rosja nie idzie w dobrą stronę. Ona nas tak dobrze oszukiwała, czy teraz dokonała zwrotu? – Zwrot zaczął się dokonywać już jakiś czas temu. Trudno ściśle określić ten moment, ale ja bym to wiązał raczej z sytuacją wewnętrzną, z konsekwentnym monopolizowaniem władzy politycznej, niszczeniem opozycji politycznej i pluralizmu, uderzeniem w niezależny wymiar sprawiedliwości. Sprawa Chodorkowskiego nie pozwalała już mieć najmniejszych złudzeń, to były decyzje z Kremla. Niezależny wymiar sprawiedliwości w Rosji został zlikwidowany. Może on nigdy nie był niezależny? – Jednak zapadały w sądach wyroki niepomyślne dla rządzących elit: i miejscowych, i centralnych. Choćby szczegółowo opisywana sprawa Litwinienki, gdzie wyroki sądowe były sprzeczne z oczekiwaniem centrali KGB. Ten zwrot zaczął się od polityki wewnętrznej. To był też atak na niezależne media, które właściwie już w Rosji nie istnieją. Drugim sygnałem zmiany była wojna czeczeńska, trzecim walka z tak zwanymi oligarchami – z Bierezowskim, Gusińskim itd. Potem przyszły egzekucje wykonywane za granicą, na Bliskim Wschodzie zabito Jandarbijewa. Przyjechali kagebiści z Rosji, zastrzelili go, aresztowano ich, a później Rosja wynegocjowała za jakąś cenę ich zwolnienie. No i sprawa Litwinienki. Istotą tego nieaktualnego już myślenia o Rosji była pierestrojka Gorbaczowa. Zupełnie fundamentalne zmiany w państwie. Po pierwsze, niebywała demokratyzacja. Po drugie, zupełna zmiana strategii międzynarodowej i w konsekwencji – rozpad radzieckiego imperium, odzyskanie niepodległości przez państwa, które były de facto koloniami. Rosja się demokratyzowała na naszych oczach. Nie ma pan wrażenia, że ten zwrot to nie jest problem tylko władzy w Rosji? Że władza pod koniec lat 90. – wbrew części społeczeństwa – zaczęła odwrót od demokracji, ale jej działania się spodobały i uzyskała poklask przytłaczającej większości? – Trzeba wykluczyć z naszej rozmowy tezę, że Rosja jest genetycznie wroga wolności i genetycznie naznaczona duchem despotycznym, bo to nieprawda. Genetycznie nie, ale może Rosjanie nie mają takiej miłości do demokracji, jaką trzeba mieć, żeby o nią walczyć? – Żaden kraj postkomunistyczny nie jest w całości owładnięty miłością do demokracji. To wynika z natury tego, czym był komunistyczny system, który przyuczał ludzi do zupełnie innych reakcji, zachowań itd. We wszystkich tych krajach ludzi, którzy wolność stawiali ponad wszystko, była niewielka mniejszość. Problem polegał na tym, by wykorzystując prowolnościową koniunkturę, przekonywać większość do tej demokracji. W Rosji nałożyły się trzy czynniki, które przeciwko temu pracowały. Po pierwsze, to był rozpad wielkiego imperium, z którym się liczył cały świat i którego bał się cały świat. Nagle, bez jednej przegranej bitwy to imperium się rozpadło. Z punktu widzenia normalnego Rosjanina język rosyjski – obecny jako lingua franca od Bugu do Władywostoku – dawał poczucie, że Rosjanie są nacją panującą. I to znikło. Drugim czynnikiem jest to, że dla Rosjan demokracja i, nazwijmy to, przejście na gospodarkę rynkową nie kojarzyły się ze wzrostem dobrobytu, natomiast na pewno z nieprawdopodobnym wzrostem przestępczości, korupcji i dramatycznym upadkiem autorytetu władzy. Nagle okazało się, że o prezydencie Rosji można pisać w gazetach, że jest szpiegiem CIA, pijakiem, nie wiadomo kim. I to siłą rzeczy zatrzęsło mentalnością tego społeczeństwa. Na dodatek decydentem w sprawie życia codziennego stała się mafia, której się trzeba opłacać. Kiedy byłem w Petersburgu, ówczesny szef miejscowej telewizji mówił mi tak: „Za władzy radzieckiej nic nie mogłem. Telewizja była jak na sznurku, na baczność. Nie można było puścić najmniejszej aluzji, bo się traciło posadę, a mogło być jeszcze gorzej. Ale mogłem spacerować, do parku pójść z psem, z córką itd. Teraz w telewizji mogę puszczać wszystko, że Jelcyn jest idiota, alkoholik, niemiecki agent, natomiast boję się wieczorem wyjść na ulicę, a moją córkę do szkoły odwozi ochroniarz”. Na to się nałożyła fatalna koniunktura gospodarcza. I wreszcie trzeci czynnik. Oto przychodzi Putin i przeprowadza trzy zmiany. Po pierwsze, wydaje wojnę oligarchom, przedtem zdemonizowanym. Znamy to z innych krajów, że jeżeli ludzi słynących z bogactwa, celebrities wielkiego biznesu nagle zamyka się do więzień i konfiskuje im majątek, to wielkiej części społeczeństwa to się podoba. Po drugie, Putin wypowiedział wojnę Czeczenii i ją wygrał. I po trzecie, Putin zmienił język, zaczął mówić językiem twardego „zupactwa” militarnego: Będziemy terrorystów czeczeńskich „duszili darze w sortire” – nawet w kiblu ich załatwimy. I to działało, zwłaszcza jak się pojawiał autentyczny terroryzm: Dubrowka, Biesłan itd. To wszystko spowodowało, że w Rosji tendencja do ograniczania państwa przeobraziła się w tendencję do oddania władzy centralnej więcej prerogatyw, bo ona ma nas bronić. A temu towarzyszyły fantastyczne ceny energii, ropy. Gdyby Jelcyn miał takie ceny, jakie są dzisiaj, to historia Rosji inaczej by wyglądała. Ale fenomen „putinizmu” nie jest specyfiką rosyjską. We wszystkich krajach postkomunistycznych, łącznie z Gruzją, mamy z nim do czynienia, bo jest jedną z możliwych reakcji na porządek demokratyczny, którego wprowadzenie zawsze oznacza społeczny wstrząs. Tendencje do lokalnego „putinizmu” widzimy we wszystkich krajach, również w Polsce. W końcu projekt „demokracji suwerennej”, jak to nazywa Putin, odczytywałem w deklaracjach, postępowaniu i w polityce Jarosława Kaczyńskiego i jego rządu. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2008.09.13 22:25
Wspieranie "prawdziwej" demokracji, "walka" nie tylko polegająca na strzelaniu, duma dająca nam Polakom pewną mobilizację i przewagę moralną. To wszystko prowadzi zarówno do wspaniałych... 2008.09.13 17:00
Od jakiegoś czasu Adam Michnik płynie wyłącznie z prądem. 2008.09.10 18:22
Droga Redakcjo I panie Najsztub, proszę róbcie częściej wywiady z panem Michnikiem. TEN CZłOWIEK bardzo wiele dla mnie znaczy i chcę znać Jego opinie na różne tematy, ale niestety gazet... najnowszeKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() Felietony, opinie, komentarze 30.08.2010Więcej rysunków Marka Raczkowskiego tylko w „Przekroju”, numer 35/2010, na rynku od wtorku, 31 sierpnia 2010Marek Raczkowski Promocja„Przekrój” 35/2010 W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku • Przeszczep życia • Palikot do Miecugowa: Idę po władzę! • Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|