Strona główna > Kultura > Sztuka > Hitler jako marka
26.07.2008
Hitler jako marka

Maciej Jarkowiec

Adolf Hitler stracił głowę. Ale tylko na chwilę. Bo incydent w berlińskim muzeum figur woskowych tylko utwierdza w przekonaniu, że Hitler jest niezniszczalny. Taki już los bohaterów popkultury

Powiększ zdjęcie

fot. Radiu Images/East West
Na początku lipca w Berlinie ruszyła kolejna filia słynnego londyńskiego Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud. W części poświęconej postaciom historycznym we wnętrzu stylizowanym na berliński bunkier, w którym popełnił samobójstwo, siedział za biurkiem Adolf Hitler. 14 minut po otwarciu galerii postawny mężczyzna odepchnął ochroniarzy, rzucił się na Hitlera i urwał mu głowę. – W procesie tworze-nia figury Hitlera wykonaliśmy masę badań i dochowaliśmy wszelkiej staranności – skomentowały władze galerii. – Jest nam przykro, że napastnik nie potrafił tego uszanować.
Bezrobotny policjant Frank L. dokonał czynu tyleż heroicznego, ile beznadziejnego. Adolf Hitler już dawno wymościł sobie bardzo pewne miejsce w popkulturze. Dekapitacja jednej woskowej figury nie ma szans tego zmienić.

(Hitler onanista)
W „Dyktatorze” z 1940 roku Charlie Chaplin wciela się w rolę cholerycznego tyrana o nazwisku Adenoid Hynkel, który gnębi Żydów w pozostającej w jego władaniu Tomanii. Chaplin stworzył w swoim filmie wzorcową karykaturę potwora, do której, chcąc nie chcąc, odwoływali się twórcy w następnych latach. W słynnej scenie pło-miennej mowy, jaką Hynkel wygłasza na wiecu, Chaplin genialnie naśladuje manie-rę oratorską Hitlera. Przez bite pięć minut przemawia prosto do kamery w nieistniejącym języku – swojej autorskiej imitacji niemieckiego, w której na zasadzie słownych przecinków pojawiają się słowa „sznycel” i „sauerkraut”. Chaplinowski Hynkel jednocześnie przeraża i śmieszy – siła jego słów wygina mikrofo-ny, a on sam w zapamiętaniu łyka wodę uchem, a nie ustami.
Hitler skarykaturowany, Hitler idiota, Hitler pierdoła, Hitler dostający w dupę (w przenośni i dosłownie) – w takiej konwencji filmowcy, i nie tylko, przerabiali go wielokrotnie. W czasie wojny największe amerykańskie wytwórnie – Disney i Warner Bros – wyprodukowały kilka mniej lub bardziej propagandowych kreskówek, w których pojawia wizerunek Führera. W jednej z nich Kaczor Donald mieszka w nazistowskich Niemczech, gdzie wskazówki budzika za każdym przesunięciem robią „Heil Hitler”, słupy telegraficzne i skrzydła młynów mają kształt swastyki, a sam Hitler pojawia się jako zegarowa kukułka. W innej Królik Bugs z doklejoną grzywką i wąsikiem, plując iście chaplinowską niemczyzną, ratuje się przed strzelbą Göringa, po tym jak „pomylił drogę w Albequerque” i znalazł się w Szwarcwaldzie.
Z Hitlerem bezlitośnie rozprawiali się też amerykańscy superbohaterowie z Supermanem na czele, ale najbardziej upokorzył go Harvey Keitel. W komedii „Lit-tle Nicky” z 2000 roku Keitel gra szatana, którego jednym z codziennych zajęć jest wciskanie wielkich ananasów w tyłek Hitlera przebranego dla dodatkowej udręki za pokojówkę.
Z Hitlera śmiano się w pokazywanym w zeszłym roku w Polsce niemieckim „Adolf H. – Ja wam pokażę” – filmie równie beznadziejnym jak jego bohater. Na swój sposób łacha z Hitlera pociągnął też Salvador Dali. Jego „Masturbujący się Hitler” (1973) przedstawiający bohatera niezgrabnie rozłożonego w wielkim fotelu stojącym sa-motnie w iście piekielnym (choć białym) krajobrazie jest chyba, obok Chaplinow-skiej, karykaturą najdoskonalszą. W Hitlerze robiącym sobie dobrze wielką łapą jest nędza, małość i dziwny, surrealistyczny smutek.

(Hitler też człowiek)
W obrazie Dalego jest też wyraźny element człowieczeństwa. Oliver Hirschbiegel, reżyser głośnego filmu „Upadek” (2004), odpowiadając na zarzuty, że jego film uczłowiecza potwora, powiedział w jednym z wywiadów: „Nie ma potrzeby uczłowieczać Hitlera, bo wszyscy wiemy, że on był człowiekiem, a nie słoniem”. No właśnie. Wzięcie Hitlera w nawias karykatury albo uczynienie zeń monstrum pozbawionego w zupełności ludzkich cech załatwia sprawę – nie był jednym z nas, był osobny, nierealny jak Belzebub. Nic z tego, racja jest po stronie tych, którzy jak Dali próbują wyobrazić sobie potwora w sytuacjach ludzkich. „Był dobry dla kobiet, uwielbiał dzieci, kochał swojego psa” – mówi w innym wywiadzie szwajcarski aktor Bruno Ganz, który wcielając się w Hitlera w „Upadku”, stworzył jedną z największych kre-acji w swojej długiej karierze.
Austriacki reżyser G.W. Pabst sportretował go w konwencji realistycznej już w 1956 roku. Jego film, „Ostatni akt”, który tak jak „Upadek” opowiada o ostatnich tygodniach życia, które Führer spędził w bunkrze pod ulicami upadającego Berlina, nie został w tamtym czasie, nieco ponad 10 lat po wojnie, zaakceptowany przez publiczność. Później był „Hitler: Ostatnie dziesięć dni” (1973), w którym głównego bo-hatera zagrał sir Alec Guinness, telewizyjny „Bunkier” (1981, z Anthonym Hopkinsem) i „Max” (2002, z Noahem Taylorem) opowiadający o młodym Hitlerze próbują-cym swoich sił jako artysta w Wiedniu. Wreszcie tercet Hirschbiegel, Ganz i scenarzysta Bernd Eichinger dał „Upadkiem” najbardziej jak do tej pory ambitny i detaliczny filmowy obraz Hitlera – kreatury wynaturzonej i potwornej, ale jednak człowieka.
Woskowy Führer posadzony za biurkiem w gabinecie Madame Tussaud też wpisuje się w nurt portretowania ze szczególnym zwróceniem uwagi na realistyczny detal. Artyści, którzy przygotowali dla muzeum figurę, pieczołowicie wetknęli w woskową twarz każdy włosek, z namaszczeniem uformowali każdą zmarszczkę, zadbali o doskonale prawdziwy kolor oczu i ust. Ich Hitler jest smutny, przegrany, słaby. Gdyby na chwilę zapomnieć o zbrodniach, które popełnił, mógłby nawet wzbudzać współczucie. Trudno się dziwić, że u wielu osób, nie tylko w środowisku rodzin ofiar nazizmu, budzi to sprzeciw. Ale nie sposób odmówić racji tym, którzy argumentują, że trzymanie Hitlera na siłę w szafie z napisem „tabu” nie jest uczciwe. „Hitler musi być częścią wystawy pokazującej ludzi o historycznym znaczeniu” – napisał dzien-nik „Berliner Zeitung”, a jego głos znalazł poparcie w środowisku żydowskim: Centralna Rada Żydów w Niemczech w wydanym oświadczeniu stwierdziła, że „Próba wymazania Hitlera z historii w niczym nie pomoże”.
1 2

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.

skala ocen "Przekroju"

6.gif    wybitne 

5.gif    bardzo dobre

4.gif    warto

3.gif    przeciętne

2.gif    słabe

1.gif    dno

Koniecznie przeczytaj








„Przekrój” 35/2010 

okladka_mini_35.jpg W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku

Przeszczep życia
• Palikot do Miecugowa: Idę po władzę!
• Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści