|
Novika wymyślona na nowo
Marcin Flint Pierwsza dama polskiej muzyki klubowej wygrywa walkę ze stagnacją Gdy Kasia Nowicka zapowiedziała, że chce połączyć swoje stonowane studyjne oblicze z żywiołowym charakterem występów z kolektywem Beats Friendly, spodziewałem się rzetelnej, do bólu deephouse’owej produkcji. A tutaj orgia pomysłów – deszcz żywych perkusyjnych brzmień, chór dziecięcy, punktowe uderzenia mooga, mariaże hip-hopu z electro bądź trip-hopu z jungle. Wiele płyt nie trafia w swój czas. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że Kayah nagrała „Skałę” kilkanaście lat za późno, a Reni Jusis „Elektrenikę” kilka lat za wcześnie. Novika z „Lovefinderem” trafiła w punkt, wyraźnie nawiązując do najgorętszych płyt ostatnich miesięcy i lat. I tak, nowe, lepsze disco Maximiliana Skiby w utworze tytułowym mogłoby się znaleźć na płycie La Roux. „Perfect Beach” Tomka Ziętka bardziej niż dokonania jego macierzystego Loco Star przypomina The xx z ich próbą odnalezienia intymności w elektronice. Wysiłek włożony w zachowanie równowagi między tym, co delikatne, a tym, co wyraziste, nasuwa skojarzenia z Moderat czy Burialem. Muzyka każe jednak o nich zapomnieć – melodie mają popową siłę rażenia, a wszystko, co szorstkie, zostaje wypolerowane. Doskonale pasuje do tego materiału określenie „optymalna kombinacja ludzkiego ciepła i technologicznej wiedzy”, którego wpływowy amerykański serwis muzyczny Pitchfork użył w odniesieniu do Róisín Murphy. Gdyby tak Novika umiała wzorem Irlandki złapać te zgrabne piosenki i ścisnąć w garści, nie bojąc się, że je porwie... Choćby po to, by miłość, o której wciąż śpiewa, nabrała rumieńców. Wtedy byłoby jeszcze lepiej. Marcin Flint „Przekrój”, nr 4/2010 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.skala ocen "Przekroju"
|
|