Strona główna > Kultura > Muzyka > Recenzje > Pat i jego maszynka
5.02.2010
Pat i jego maszynka

Maciej Karłowski

O tym, jak gitarzysta Metheny odkrył w sobie żyłkę majsterkowicza i co dobrego z tego dla nas wynikło

5.gif  Pat Metheny „Orchestrion”, Nonesuch

Orkiestrion to rodzaj szafy grającej, popularnej szczególnie w XIX wieku. Sercem urządzenia był mechanizm wagowy wprawiający w ruch kolczasty walec, który z kolei uruchamiał młoteczki uderzające o struny, dzwonki czy też bębenki. Orkiestrion w takiej formie został pochłonięty przez otchłań historii i wydawało się, że idea mechaniczno-muzycznego dziwoląga nie będzie już nikomu zaprzątać głowy. Tymczasem ten sam postęp techniki, który niegdyś orkiestrionowi odebrał życie, dziś wspaniałomyślnie zaoferował mu szansę reinkarnacji. Orkiestrion XXI wieku to już wyrafinowana konstrukcja sterująca komputerowo 25 instrumentami akustycznymi, w tym także zestawem strojonych butelek, do których wdmuchiwane jest powietrze. Urządzenie zbudował Eric Singer, geniusz inżynierii mechanicznej, na zamówienie innego geniusza – Pata Metheny’ego.

Gdy o tym usłyszałem, zatarłem ręce na myśl o przyłapaniu Metheny’ego na nadętej jak balon próżności. Już wyobrażałem sobie, jak pastwię się nad sztucznością osiągniętych brzmień, nad kulawą, bo zautomatyzowaną rytmiką i artystyczną pustką ziejącą zza efekciarskiego ujarzmiania cybernetycznego potworka. Ale kiedy rozbrzmiewać zaczęły kolejne dźwięki płyty, mój plan dokopania Patowi upadł. Z głośników popłynęła muzyka imponująca złożonością formalną, czarująca melodyką i dynamiką, ale tak naturalna, że z tyłu głowy kołatało mi się pytanie, czy aby na pewno Metheny’emu towarzyszą roboty.

Gdy wybrzmiały ostatnie akordy finałowego „Spirit of the Air”, zorientowałem się, że starcie ze sporo starszym Amerykaninem przegrałem sromotnie. Właściwie to nie poległem tylko na polu przewidywań, że muzyka będzie bardziej przypominać dokonania Pat Metheny Group niż eksperymenty typu „Zero Tolerance for Silence”. Teraz, kiedy „Orchestrion” na dobre opanował moją domową playlistę, łapię się już tylko na niecierpliwym oczekiwaniu na jego koncertową wersję*. Bez żadnych nadziei na skuteczny rewanż.

Maciej Karłowski
„Przekrój”, nr 4/2010


Pata i jego nową zabawkę będziemy mogli podziwiać już 28 lutego we Wrocławiu i 1 marca w Warszawie

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2010.02.06 22:09

Zastanawia mnie sens podejmowania tego rodzaju dzieła, bo przecież duża ilość mechanicznych "wykonawców" musi generować nieustanne zmagania z awariami (co wynika z prawa wielkich liczb)....

Wszystkie

skala ocen "Przekroju"

6.gif    wybitne 

5.gif    bardzo dobre

4.gif    warto

3.gif    przeciętne

2.gif    słabe

1.gif    dno

Koniecznie przeczytaj








„Przekrój” 35/2010 

okladka_mini_35.jpg W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku

Przeszczep życia
• Palikot do Miecugowa: Idę po władzę!
• Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści