|
Zachrypnięty czart
Łukasz Dunaj Usłyszeć ten właśnie głos w wersji live – bezcenne. Za wszystko inne… i tak dalej W kinach można już obejrzeć „Parnassusa” Terry’ego Gilliama z Tomem Waitsem dobrze obsadzonym w roli diabła. Lecz mimo jego niewątpliwych zdolności aktorskich i intrygującej fizjonomii łączącej rysy Quasimodo z szympansem (mam nadzieję, że nikt mu tych słów nie przetłumaczy!) preferuję Waitsa w wydaniu audio. Słuchając nowej koncertowej płyty wokalisty o głosie – jak go celnie określił jeden z krytyków – „unurzanym w burbonie, wędzonym przez parę miesięcy, po czym przejechanym przez samochód”, przenosimy się w miejsce magiczne. Nieważne, czy dane nagranie pochodzi z Edynburga, Paryża, czy Knoxville. Wszędzie jest równie pięknie, a zdezelowany wokal Waitsa z szorstką czułością snuje ponure, straszno-śmieszne opowieści. O miłości, śmierci i upadku człowieka, niekoniecznie na Dworcu Centralnym. W czasie słuchania „Fannin Street” czy „Dirt in the Ground” chce się pić, chce się wyć, chce się żyć. Na drugim dysku zestawu zebrano z kolei dykteryjki, którymi między utworami raczy Waits swoich słuchaczy. Dywagacje o seksualności Jezusa, pochodzeniu podświadomości i samotnej karmie koników morskich wiele mówią o ich autorze. Pouczające, nie tylko dla waitsofilów Łukasz Dunaj „Przekrój” 03/2010 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.skala ocen "Przekroju"
|
|