Strona główna > Kultura > Muzyka > Małe wielkie brzmienia
17.01.2010
Małe wielkie brzmienia

rozmawiał Mariusz Herma

Saksofon na korbkę i gwizdek na dyski – to tylko dwa z dwustu akcesoriów grupy Małe Instrumenty, która debiutuje albumem „Antonisz”. Do równego traktowania wszystkich dźwięków przekonuje Paweł Romańczuk

Powiększ zdjęcie

fot. Rockers
Ile instrumentów zdążyliście już uzbierać?
– Około 200.

Najbardziej oryginalne?
– Urządzenie zaopatrzone w ołówek, które służy jednocześnie do rysowania i grania muzyki. Jego sekret polega na tym, że grafit jest przewodnikiem prądu. Chociaż jest to dźwięk elektroniczny, jest od nas fizycznie zależny. Mamy też maszynę do pisania, która zamiast pisać, wydaje dźwięki. Albo saksofon na korbkę czy gwizdek na dyski.

Skąd w ogóle wziął się pomysł ograniczenia instrumentarium do przedmiotów niewielkich rozmiarów?

– Fascynowałem się tego rodzaju muzyką na długo przed założeniem Małych Instrumentów. Na świecie to dojrzała scena: są festiwale, wyspecjalizowane wytwórnie płytowe i dziesiątki wykonawców z Japonii, Francji, Niemiec czy USA. Około 2005 roku stwierdziłem, że jeśli w Polsce taki zespół miałby zaistnieć, to muszę go sam założyć. Na początek kupiłem kilka instrumentów i zacząłem zbierać skład, który udało się skompletować w 2007 roku. Wszyscy mieliśmy wcześniej do czynienia z bardziej tradycyjnymi instrumentami. Ja grałem na kontrabasie.

Debiutancki album poświęciliście Julianowi Antoniszowi, reżyserowi i kompozytorowi. Dlaczego on?
– Moja fascynacja tą postacią zaczęła się jeszcze w latach 90., kiedy udało mi się zgromadzić filmy Antonisza. A muzyka podobała mi się tym bardziej, że była autorstwa samego reżysera. Gdy planowałem stworzenie Małych Instrumentów, wiedziałem, że w repertuarze oprócz własnych kompozycji powinienem uwzględnić utwory Antonisza. Jego muzyka to skrzyżowanie estetyki orkiestry marszowej z korzeniami polskiej muzyki ludowej i eksperymentem dźwiękowym właściwym latom 60. To bardzo pociągające i inspirujące. Natomiast gdy w 2007 roku dowiedziałem się, że na festiwalu Era Nowe Horyzonty będzie miała miejsce retrospektywa jego filmów, przekonałem organizatorów, by przed projekcjami przedstawić publiczności repertuar muzyczny. Potem postanowiliśmy uwiecznić to na płycie.

Małe instrumenty to mały dźwięk – jak sobie radzicie z ich niedostatkami?
– Poza frapującymi brzmieniami są oczywiście ograniczenia, ale to dla nas szkoła akceptowania wszystkich dźwięków. Uwalniając myślenie o muzyce, staramy się nadawać równorzędne znaczenie rozmaitym odgłosom, które nas otaczają. Zresztą nie jest to nasz autorski pomysł, ale idea, która zrodziła się w XX wieku. Cały pion muzyki współczesnej odnajduje dźwięki tam, gdzie nie zwykło się ich szukać.

Gdzie szukacie instrumentów? W sklepach z zabawkami?
– Najczęściej na aukcjach internetowych. Wiele z nich to rzeczywiście zabawki muzyczne przeznaczone dla dzieci, ale korzystamy także z instrumentów małych rozmiarów, jak mandolina czy ukulele. Inna grupa to instrumenty edukacyjne. Nie są już zabawkami, ale wciąż nie nadają się do wykonywania muzyki akademickiej. Jest cały szereg przedmiotów dźwiękowych, które nie mają cech instrumentu, ale wydają dźwięki. Te przydają się przy bardziej abstrakcyjnych konstrukcjach muzycznych, bo nie można wydobyć z nich melodii czy harmonii. Jeszcze inny sposób to modyfikowanie urządzeń elektronicznych w celu osiągania zaskakujących zjawisk brzmieniowych.

A co z instrumentami elektronicznymi królującymi dziś w dziecięcych pokojach?
– Nasze najciekawsze znaleziska pochodzą z lat 50., 60. i 70. ubiegłego wieku. Inwencja producentów była wówczas niebywała. To instrumenty z „żywymi” elementami, grające struną, membraną czy blaszką. Dzisiaj mamy do czynienia z jedną wielką symulacją. Kupujemy instrument, który ma brzmieć jak gitara, ale zamiast struny jest guzik, który odtwarza bardzo niskiej jakości dźwięk elektroniczny. Nie otrzymujemy ani brzmienia prawdziwej gitary, ani nie mamy na dźwięk żadnego fizycznego wpływu. To, co my robimy, polega między innymi na pokazywaniu pewnej prawdy muzycznej. Promujemy brzmienia takie, jakimi są, a nie udajemy, że coś brzmi tak, jak niby powinno.   

rozmawiał Mariusz Herma
„Przekrój” 01/2010

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.

skala ocen "Przekroju"

6.gif    wybitne 

5.gif    bardzo dobre

4.gif    warto

3.gif    przeciętne

2.gif    słabe

1.gif    dno

Koniecznie przeczytaj








„Przekrój” 35/2010 

okladka_mini_35.jpg W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku

Przeszczep życia
• Palikot do Miecugowa: Idę po władzę!
• Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści