Strona główna > Kultura > Muzyka > A to szalony jest świat
2.11.2009
A to szalony jest świat

Bartek Chaciński

„Embryonic” The Flaming Lips to nie jest najlepszy koncepcyjny album wszech czasów, ale najlepszy, na jaki stać nasze niespokojne czasy

5.gif The Flaming Lips „Embryonic”, Warner, 60, 49 zł

Czy zauważyli Państwo, że jakoś podejrzanie dawno nie było żadnej płyty Pink Floyd? I w ogóle: że koncept-albumy należą dziś do rzadkości? Mówi się, że sztuka nagrywania płyt – jako szczególnej muzycznej formy – odchodzi do lamusa, ale jeśli tak umiera album, to ja bym go jeszcze trochę pomęczył i długo nie odłączał od aparatury podtrzymującej życie.

Piekielnie długi, skomplikowany i udziwniony „Embryonic” nie jest zwykłym długim zestawem utworów stworzonym tylko dlatego, że zespół nie wiedział, co ma z tego wybrać. To jedna długa opowieść dżwiękowa – szalona, owszem, ale mająca swoje kulminacje, interludia, przetykająca ciężkie do ogarnięcia długie formy zgrabnymi miniaturami, świetnie podsycająca i rozlużniająca emocje. Z mocnymi punktami w postaci motorycznych, transowych „Silver Trembling Hands”, „Worm Mountain” czy „The Sparrow Looks Up The Machine”, ale też melodiami ukrytymi pod barokową panierką z efektów i zniekształceń jak w „If” czy „The Impulse”.

Zespół, który ją stworzył, nigdy nie stał się gwiazdą z pierwszego szeregu, ale od lat pozostaje jednym z najbardziej szanowanych na amerykańskiej scenie rockowej. Wywalczył tę pozycję widowiskowymi koncertami zmienianymi w kolorowe happeningi oraz tym, że od lat nagrywając dla dużej wytwórni, jest w stanie zachować całkowitą wolność artystyczną – nagrywa piosenki pop z brzmieniami kojarzącymi się ze studiem eksperymentalnym albo ekscentryczne pomysły w stylu „Zaireeki” – albumu nagranego na czterech różnych płytach przeznaczonych do odtwarzania jednocześnie (poczwórna stereofonia). Tutaj tylko pogłębia ten wizerunek, zarazem najbardziej się zbliżając do pomysłów z „Zaireeki”.

Słychać na nowym albumie większość zalet The Flaming Lips: od kompletnie nieprzewidywalnego lidera, który czuje się w zespole nie jak wokalista, ale jak kurator dziwnego projektu artystycznego, przez genialnego instrumentalistę Stevena Drozda, który potrafi zagrać na każdym instrumencie, co poszerza arsenał środków („Soft Bulletin”, jedna z najlepszych płyt lat 90., stworzony został w znacznej mierze dzięki jego pracy – a zarazem w okresie jego najgłębszego uzależnienia od heroiny), aż po producenta Dave’a Fridmanna, który pracuje z zespołem od początku jego (a przy okazji swojej własnej) kariery. To prawdziwy następca Phila Spectora – znakiem rozpoznawczym jego brzmienia jest potężny, przesterowany pierwszy plan przy zachowaniu zaskakująco czytelnych i plastycznych detali na dalszych planach.
Recenzent dostaje dzień albo dwa i w stresie musi słuchać tych 70 minut, próbując jeszcze spojrzeć na nie z odpowiedniej perspektywy, jak przystało na album, który chce się mierzyć z psychodelią Floydów (tych z Sydem Barrettem w składzie) i zacięciem artystycznym Lennona i Yoko Ono. Podczas gdy świat dawno już taką perspektywę utracił. Ale nawet kilkakrotne przesłuchanie tej płyty wystarczy, żeby zrozumieć, że mamy do czynienia z albumem, o który ludzie będą się spierać, uznając go za wyprzedzające swój czas arcydzieło (zabawne są w tym kontekście skojarzenia z „Kid A” grupy Radiohead – to skupienie wokół nowego życia, embrionu), albo za bełkotliwy symfoniczny knot. Ja uważam, że skoro Obamie dali Nobla, to The Flaming Lips, którzy po 26 latach wariactw zaproponowali największe wariactwo w karierze, w skali sześciopunktowej powinni dostać siódemkę.

Bartek Chaciński
Przekrój 42/2009

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Np. całkiem świeże Porcupine Tree - The Incident Riverside - Anno Domini High Definition Moon & Moon - VII Acts of An Iron King

Wszystkie

skala ocen "Przekroju"

6.gif    wybitne 

5.gif    bardzo dobre

4.gif    warto

3.gif    przeciętne

2.gif    słabe

1.gif    dno

Koniecznie przeczytaj

zajawka_filmy2009.jpg

zajawka_jarmush.jpg

zajawka_jackson.jpg

polecamy numer 06/2010 okladka_mini_06.jpg

  • Igrzyska wreszcie inne
  • NA PAPIERZE:
  • Dlaczego Azjaci kochają Chopina
  • Nasz praprzodek znaleziony w Polsce
  • Pilch o „Avatarze”