Animal Collective „Merriweather Post Pavilion”, Domino
ż strach pisać o internetowej karierze tej płyty, która wyciekła do sieci w listopadzie, a ogłoszona została płytą roku 2009, jeszcze zanim nowy rok się zaczął. Internet to wynalazek, który obiecywał, że każdy będzie mógł sobie uważać i pisać, co mu się żywnie podoba, lecz przypadek tego albumu pokazuje, że ten sam Internet czasem sprawia, że wszyscy piszą to samo. Przynajmniej w wypadku muzyki pop. A Animal Collective to pop, choć szczególny – grupa niezwykle rozpoznawalna, gdy chodzi o styl, a zarazem kompletnie niemożliwa do zapamiętania, gdy chodzi o melodie.
O cokolwiek zapytacie: Beatlesów, Beach Boysów, Bacha, psychodeliczny rock Pink Floyd, minimalizm Terry’ego Rileya, ambitne techno czy muzykę dub, ci trzej nowojorczycy są w temacie. Co prawda na koncertach porzucają swoje melodie i koncepcje, by zapamiętać się w jazgocie, ale takiej grupy muzycznych erudytów dawno nie było. Elementami starszych i nowszych stylów żonglują świadomie, wzbudzając podniecenie krytyków i osłupienie słuchaczy. Połączyć tyle wątków na jednej płycie to artyzm. Utwory z „Merriweather Post Pavilion” (szczęśliwe numery na początek: 2, 6 i 11) są gęste od odniesień, zatopione w pogłosach niczym żółta łódź podwodna w lazurowej wodzie (dla wtajemniczonych: jak głos jednego z członków grupy na jego solowej płycie „Person Pitch”). Nowa płyta jest jeszcze bardziej erudycyjna niż poprzednie, a jednocześnie jeszcze bardziej... popowa, gładka, przystępna, pogodna. Mniej spójna od „Strawberry Jam”, a w odtwarzaniu czaru dawnych psychodelicznych piosenek gorsza od „Feels”. Nierówna. Do niewiarygodnej perfekcji członkowie Zwierzęcego Kolektywu doprowadzili tu za to swój znak rozpoznawczy – śpiewane na dwa głosy wokale. I choć polemizowałbym, czy „MPP” jest najlepszym albumem AC (operowanie skrótami zrobi z was lepszego fana tej grupy, a bycie nim pozwoli polepszyć wasze notowania w sieci), najlepiej pozwala docenić wielkość tego zespołu. Wszystkie swoje cechy tak mocno wyróżniające ich spośród innych Animal Collective doprowadzili tu bowiem do skrajności. W związku z tym jest to dobry moment, żeby ich poznać.
Bartek Chaciński
"Przekrój" 03/2009