Strona główna > Kultura > Muzyka > Heavy metal świat ma 40 lat!
30.07.2008
Heavy metal świat ma 40 lat!

Jarek Szubrycht

Ten gitarowy huk jak ryk wściekłego lwa...* To oczywiście heavy metal. Najbardziej niesforne i najgłośniejsze dziecko rocka. Hm, dziecko? Boicie się go i kochacie je już od 40 lat!

Rok 1968 wspominamy zwykle przez pryzmat wielkiej polityki. Ale niespokojnym czasom towarzyszyła wybuchowa muzyka. Na „Biały album” Beatlesów trafiła kompozycja „Helter Skelter”, zaskakująco hałaśliwa, agresywna i ciężka. MC5 zagrali słynne koncerty w Detroit, a Cream wydali na singlu „Sunshine of Your Love” kawałek napędzany potężnym riffem. Ukazał się debiut Blue Cheer, Iron Butterfly wydali aż dwie płyty (w tym jedną zatytułowaną „Heavy”). W Kanadzie powstał Rush, a w Anglii pierwsze kroki stawiały zespoły Led Zeppelin, Deep Purple i Earth – ten ostatni przemianowany później na Black Sabbath. To już nie był rozmarzony hipisowski rock. W 1968 roku narodził się metal.

Nigdzie nie znajdziesz ciszy
Termin heavy metal (dosłownie: ciężki metal) po raz pierwszy został użyty w prozie Williama S. Burroughsa i – jak to u niego – służył do opisania narkotykowego odlotu. Pojawił się również w tekście „Born To Be Wild” grupy Steppenwolf unieśmiertelnionym przez film „Easy Rider”. Tyle że tam „ciężki metalowy grzmot” nie odnosi się do muzyki, lecz do dźwięków dobiegających z wylotu rury wydechowej motocykla. Choć dla osób znających metal pobieżnie różnica może być trudna do uchwycenia. Muzykę metalową od innych gatunków rocka- odróżnia bowiem ciężkie brzmienie przesterowanych gitar, kanonada sekcji rytmicznej, ekspresyjny śpiew, ewentualnie krzyk, wokalisty. Na przełomie lat 60. i 70. przypominało to mocniejszą odmianę bluesa, ale radykalizacja przebiegała w zastraszającym tempie. Już od połowy lat 70. w awangardzie kroczyli pierwsi przedstawiciele nowej fali brytyjskiego heavy metalu, by na początku kolejnej dekady oddać palmę pierwszeństwa smarkaczom z Ameryki, którzy brytyjskie ciężkie granie połączyli z punkową agresją. Tak powstał thrash metal, którego najwybitniejsi przedstawiciele – a więc Metallica i Slayer – wyrośli poza ramy gatunku i krótki czas jego hegemonii (ta pierwsza sprzedała na świecie już niemal sto milionów płyt). Już bowiem u progu lat 90. thrash wydał się ich młodszym kolegom zbyt… łagodny i komercyjny.
Szczyt brutalności w muzyce próbują więc osiągnąć deathmetalowcy, z kolei doommetalowcy smucą się i nudzą przy potwornie wolnych dźwiękach, natomiast w drugą skrajność popadają amatorzy grindcore, wypluwając z siebie jak najwięcej jak najszybszych i najkrótszych kompozycji. Rekord należy do belgijskiej formacji Merciless Noise, która nagrała 90-minutowe demo z 10 tysiącami utworów! Trzeba wspomnieć również o black metalu, a więc muzyce w służbie ciemnych mocy, który na początku lat 90. w Skandynawii znalazł wyznawców tak radykalnych, że dochodziło do podpaleń kościołów. Dzisiaj warto zwrócić uwagę na drone metal, młodszą, bardziej artystowską i nieprzystępną odmianę doomu, oraz postmetal, czyli właściwie wszystko, co nie mieści się w wymienionych wcześniej szufladkach – to właśnie miał na myśli recenzent „New York Timesa”, nazywając niedawno metal najbardziej progresywną odmianą rocka.

Twoje życie jest heavy,
twoje problemy są heavy

Hipisowskie korzenie metalu widać gołym okiem. Długie włosy muzyków i fanów to metalowa norma od czterech dekad. Dzięki nim efektownie wygląda headbanging (dosłownie: walenie głową), czyli ta odmiana metalowych pląsów, która wymaga mocnego karku i nienagannie pracującego błędnika. To jednak niejedyna zaleta takiej fryzury – autor niniejszego tekstu ostatni raz był u fryzjera w PRL. Wyobrażacie sobie, ile płyt można kupić za zaoszczędzone w ten sposób pieniądze? Płyt albo koszulek, bo kolejną cechą odróżniającą metalowca od przeciętnego zjadacza chleba jest publiczne obnoszenie się ze swoim gustem (lub jego brakiem), co w latach 80. przybierało groteskową formę setek znaczków i naszywek z trudnymi do rozszyfrowania logotypami zespołów oraz płachtą z okładką ulubionej płyty (tak zwanym telewizorem) naszytą na plecy dżinsowej katany. Dzisiaj prym wiodą czarne bawełniane koszulki, najczęściej z reprodukcją okładki albumu lub wizerunkiem artysty strojącego groźne miny. Jest jeszcze stalowo-‑skórzana biżuteria, z klubu dla fetyszystów rodem, spopularyzowana zresztą przez brytyjski zespół Judas Priest, którego wokalista dokonał w latach 90. pierwszego w historii metalu coming out. Upiekło mu się, bo miał na scenie tak silną pozycję, że nawet rewelacje o homoseksualnych skłonnościach nie zraziły do niego fanów.
To wyjątek. Metal jest bowiem kulturą macho. Eksponowanie na zdjęciach wątpliwej muskulatury, roznegliżowane dziewoje prężące się na okładkach płyt i wijące u stóp muzyków na teledyskach, teksty nie tylko epatujące seksem, ale także zwykle ustawiające mężczyznę w roli pana i władcy – to metalowa norma, szczególnie w latach 80. Choć ocena całego gatunku przez pryzmat wizerunku Kiss lub Manowar jest krzywdząca. Metalu nie da się bowiem związać z żadnym konkretnym przesłaniem, o co zresztą ideolodzy punk rocka zawsze mieli pretensje do swoich długowłosych kolegów. Wbrew pozorom metalowcy- nie tworzyli- nigdy spójnej subkultury zjednoczonej wspólnymi- mitami i celami. To tylko forma muzycznej ekspresji, która może odpowiadać zarówno seksistom i satanistom, jak i wojującym ekologom, domorosłym filozofom, niespełnionym chirurgom (to nurt zapoczątkowany przez Brytyjczyków z Carcass, którzy absurdalnie brutalne teksty komponowali z terminów medycznych), anarchistom oraz nacjonalistom, a nawet amatorom ewangelizacji przez muzykę, o czym świadczy przykład włoskiego Fratello Metallo, którego frontmanem jest… 62-letni kapucyn.

Więc razem z nami krzycz
Do Polski heavy metal dotarł jeszcze w latach 70. Za pierwszego rodzimego przedstawiciela gatunku można uznać założoną w 1971 roku w Warszawie formację Test z długowłosym Wojciechem Gąssowskim (tak jest, tym od prywatek, które się podziały) za mikrofonem. Tamta dekada nie sprzyjała jednak podszytej buntem muzyce rockowej. Było przecież tak kolorowo i dostatnio, były talony na malucha i wczasy w Bułgarii, nawet pepsi była… Przeciwko czemu tu się buntować? Pełnym głosem polski rock przemówił – a właściwie ryknął! – dopiero latem 1981 roku, gdy festiwal w Jarocinie wygrał zespół TSA. Nikt wcześniej w naszym kraju nie grał tak głośno, nie szalał tak na scenie i nie wyglądał tak dobrze. Dzień po koncercie pół Jarocina (a potem pół nastoletniej Polski) nosiło dżinsy charakterystycznie przycięte nad kolanem. W piwnicach zaroiło się od zespołów o coraz bardziej ekstremalnym obliczu. W połowie lat 80. w Jarocinie rządziły już formacje Kat i Test Fobii wykonujące muzykę inspirowaną thrash metalem zza oceanu i wyśpiewujące mroczne teksty o szatanie. Kiedy wokalista Testu Fobii połamał na scenie krzyż, zrobił u nas ciężkiej muzyce wyjątkowo paskudny PR. Kraj natychmiast obiegła stugębna plotka, która ów incydent rozdmuchała do niewyobrażalnych rozmiarów, a we wszystkich fanach metalu chciała widzieć morderców i kotojadów (a przecież koty są gorzkie, kto by tam je jadł).
Co ciekawe, choć lud w PRL bał się metalowców, władza ludowa ich tolerowała. Co prawda za nabity ćwiekami pas można było oberwać pałą, a niejeden fan Iron Maiden skorzystał z darmowych usług fryzjerskich w milicyjnej nysie, to lepiej, jeśli smarkacze zajmują się smokami i Belzebubem, niż gdyby mieli angażować się w politykę, prawda? Świadczy o tym przypadek łódzkiej formacji deathmetalowej Imperator, która przed jednym z koncertów trafiła na cenzorski dywanik. Poszło o fragment tekstu: „Bestia wyłania się z otchłani”.
– Co to jest?! – grzmiał urzędnik. – Chodzi o Solidarność?
– Ależ skąd – zgodnie z prawdą zaprzeczali muzycy. – O szatana.
– No, macie szczęście. Możecie grać.

Jarek Szubrycht
"Przekrój" 31/2008


* - Cytat ów, podobnie jak tytuł i wszystkie śródtytuły, pochodzi z tekstu piosenki "Heavy metal świat” TSA. Ale to przecież wszyscy wiedzą

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2010.01.17 18:30

! ! ! ! ! METAL RZĄDZI ! ! ! ! ! !

2008.08.04 17:55

Jak zwykle gazety piszą że Heavy Metal to zło i szatan. Ale to nieprawda że zespoły, które grają taką muzykę wierzą tylko w szatana. Acid Drinkers to najpopularniejszy zespół metalowy w...

2008.07.31 15:13

w internecie nic nie ma o owym Merciless Noise i ich wyczynie dotyczacym dema. ktoś rzuci swiatlo na tą sprawę ?

2008.08.02 13:57

Jaro.Slav rządzi. Właściwy człowiek na właściwym miejscu.

hater
2008.08.02 08:29

Jarek Szubrycht, stary metalowiec, więc napisał całą prawdę bo się chłopak zna. Gorzej jak za tego typu artykuły biorą się ludzie bez pojęcia, a było tego trochę...

exfan
2008.08.01 15:16

"ktoś pisze z sensem o heavy metalu" hehehe. wyguglaj sobie tego "ktosia" hehe. to swój człowiek jest.

kluski z lublina
2008.07.31 09:52

W końcu ktoś pisze z sensem o heavy metalu! I to z wyraźną przychylnością dla gatunku, co rzadkością jest. Ja też mam prawie 40 lat, a metalu słucham od ponad 20 (a przestać nie...

Jeżeli w 90 minut 10000 utworów to utwór przeciętnie trwałby 0,54 sekundy co przy samym czasie pogłosu byłoby niewykonalne - no chyba że kolesie nagrali to w komorze bezechowej, ale nawet...

WaldekSzczypka
2008.07.31 15:53

fajny artykulik,bo w pigulce chyba autor musial opisac albo przekroic temat wedlug konwencji pisma-dla mnie milo jako teesamaniaka,ze w tytulach przewija sie HMW, kto to wie-gdyby nie lata PRL-u...

Wszystkie

skala ocen "Przekroju"

6.gif    wybitne 

5.gif    bardzo dobre

4.gif    warto

3.gif    przeciętne

2.gif    słabe

1.gif    dno

Koniecznie przeczytaj








„Przekrój” 35/2010 

okladka_mini_35.jpg W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku

Przeszczep życia
• Palikot do Miecugowa: Idę po władzę!
• Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści