|
Cicho ma być
Bartek Chaciński Płyta, którą miłośnicy Feel mogą sprawdzić, czy jeszcze cokolwiek czują Kiedy nasza topowa grupa Feel zachęcała młodzież do zapożyczania się na całe życie na mieszkania w apartamentowcach, Justin Vernon wracał z chatynki na odludziu Wisconsin, gdzie spędził ciężką zimę, żeby przemyśleć pewne podstawowe sprawy (o dziwo, nie było wśród nich kwestii kredytów). Napisał tam cykl prostych piosenek, których urok doceni każdy homo sapiens, jeśli poświęci im odpowiednio dużo czasu i uwagi (odkładałem ten album kilka razy i wracałem, więc wiem swoje). Nazwał projekt powołany na tę okoliczność Bon Iver i wydał płytę, która karierę robiła w tempie jego ballad, a więc powoli – co znaczy mniej więcej tyle, że za rok będzie o niej głośniej niż dziś. Słuchać jej należy równie powoli i traktować jako album kontrolny. Podstawowe dźwięki, podstawowe barwy. Nawet perkusji nie ma, tylko bęben basowy akcentuje bardziej motoryczne fragmenty. W przeciwieństwie do nowoczesnych płyt z balladami podkręcanymi jak reklamy w telewizji, tu jest naprawdę cicho – po to, żeby usłyszeć moment, kiedy ma być na-prawdę głośno („Wolves”). I żeby docenić, jak miły może być taki strumień nienarzucających się dźwięków, który pryska w najlepszym momencie. A jak pryśnie, to piknie. Właśnie wyregulowaliśmy nasz odbiornik emocji. Bartek Chaciński "Przekrój" 30/2008 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.skala ocen "Przekroju"
|
|